Michael usiadł koło mnie na łóżku i wysłuchał, co się wczoraj wydarzyło. Byłam bardzo zdenerwowana, bo zareagował gorzej, niż to sobie wyobrażałam. Widziałam, jak przez jego twarz przepływały różne emocje – złość wymieszana ze zdziwieniem, gdy wspomniałam o tym, jak zamiast uciekać, chciałam pomóc Sam, zmieszanie, gdy usłyszał o Bradzie i jego zachowaniu w stosunku do mnie, a na koniec ulgę.
– Bolą mnie tylko plecy i mam tę okropną szramę. Poza tym wszystko dobrze.
– Czemu nie zadzwoniłaś, nic nie powiedziałaś?! – Michael wydał mi się oburzony. Pewnie zareagowałabym tak samo na jego miejscu, ale i tak nie tego w tym momencie oczekiwałam. Przecież widział, że nic takiego mi się nie stało, więc po co dalej się unosił?
– Nie chciałam, żebyś zareagował tak jak teraz – oznajmiłam szorstko. Zdając sobie jednak sprawę z tego, że nie powinnam była być dla niego chłodna, dodałam ciszej: – Przestraszyłabym cię, bałbyś się o mnie. Gdybym ci o tym powiedziała, przyjechałbyś, mimo że się źle czułeś. Znam cię.
Michael otworzył usta, żeby coś odpowiedzieć, ale pokręciłam głową.
– Przepraszam, że ci nie powiedziałam. – Wbiłam wzrok w swoje palce u rąk, gdy po chwili zobaczyłam, jak zbliżają się do nich inne: większe, mocniejsze. Michael chwycił mnie za dłoń i uniósł moją głowę tak, żeby nasze spojrzenia się spotkały.
– Najważniejsze, że nic poważniejszego ci się nie stało. Cholera, Tess, nie pakuj się więcej w takie tarapaty, dobrze?
Pokiwałam głową i przytuliłam się do jego torsu. Chłopak objął mnie ramieniem, uważając, by nie dotknąć pleców. Pierwszy raz od wczorajszego wieczoru poczułam spokój. Najpierw Brad i ta dziewczyna, później dużo alkoholu, napaść i stres przed powrotem do domu, żeby ojciec nic nie zauważył, a także obawa reakcji Michaela... Tego było za dużo. Ale teraz, w objęciach czarnowłosego, w końcu odnalazł mnie spokój.
– Żałuję, że cię tam wczoraj nie było – wyznałam cicho. – Pewnie bawiłabym się dużo lepiej.
– Pewnie nie byłabyś też teraz obolała – dodał.
– Zapomnijmy o tym – odparłam, bo wiedziałam, że czasu nie dało się cofnąć. Michael pocałował mnie w czoło, a za oknem zaczął padać pierwszy od kilku tygodni deszcz.
Kiedy wstałam następnego poranka, za oknem było szaro i smutno. Często mój nastrój zależał od pogody, a może raczej współgrał z nią. Nie zapowiadał się dobry dzień. Westchnęłam, wlokąc się do łazienki, by odbyć poranną toaletkę. Przy najdrobniejszym ruchu moje plecy przeszywał dziwny ból, ale nie był on tak dokuczliwy jak wczorajszego dnia. Praktycznie nie mogłam się ruszać, bo kłucie w kręgosłupie od razu mnie paraliżowało.
Może jeszcze dzisiaj obrzęk zejdzie, kto wie.
Kiedy przejrzałam się w lustrze po kilkunastominutowym zabiegu tuszowania efektów sobotniej nocy, stwierdziłam, że wyglądałam paskudnie. Mimo że zrobiłam sobie dobry makijaż, który pokrywał wszystkie niedoskonałości, szramy na policzku niczym nie dało się przykryć, jedynie przybrała lżejszy odcień. Wątpiłam, że tata tego nie zauważy. Musiałby być naprawdę ślepy.
Ubrałam się w jeansy i szary sweter, a włosy rozpuściłam, żeby opadające na twarz brązowe kosmyki zakryły choć trochę szramę.
– Dzień dobry. – Gdy zeszłam na dół na śniadanie, tata popijał już czarną kawę, przeglądając przy tym gazetę. Uniósł głowę na moment, odparł coś cicho i powrócił do czytania.
Tata nie musiał być ślepy, żeby nie zauważyć blizny – wystarczyło, że kompletnie się mną nie interesował. Wyciągnęłam z szuflady nóż i zaczęłam smarować chleb, kiedy Pablo niespodziewanie się odezwał.
– Czemu wczoraj nie zeszłaś do nas ani na chwilę?
– Siedziałam z Michaelem, a wieczorem się uczyłam – wydukałam, kładąc na chleb plasterek szynki. Może niekoniecznie powiedziałam mu prawdę, bo wieczorem oglądałam film i zajadałam się płatkami, ale przecież co miałam mu wyznać? Że napadnięto mnie i mojego wroga na imprezie, przez co trochę oberwałam i nie chciałam się nikomu z rodziny pokazywać na oczy?
– Rozmawialiśmy o szczegółach ślubu – podjął tato, nijak nie odpowiadając na moje wyjaśnienie. – Chcemy to zrobić szybko.
– Czyli kiedy dokładniej? – spytałam zaciekawiona, wyjmując z lodówki sok pomarańczowy. Prawie rozlałam napój, gdy usłyszałam odpowiedź ojca.
– Sierpień lub wrzesień. Ale bardziej pasuje nam sierpień, aczkolwiek nie wiadomo jak to wszystko się potoczy. Najpierw musimy znaleźć jakąś salę. Megan uparła się na wesele, chociaż ja bym wolał kameralnie, w domu, ale co mi tam.
Słuchałam go oniemiała, a gdy skończył, wydukałam tylko:
– Tak szybko?
– Mówiłem. – Pablo nie zwrócił uwagi na mój zaskoczony ton albo po prostu stwierdził, że to nic takiego, dlatego kontynuował dalej. – Planujemy powoli rozsyłać zaproszenia, pomożesz je nam wybrać dzisiaj w sklepie?
– Jeżeli będę miała czas – odpowiedziałam prędko.
– Co ci się stało w twarz? – Ojciec zadał to nieszczęsne pytanie, gdy tylko usiadłam przy stole. Akurat musiał podnieść głowę i dostrzec kawałek szramy. Włosy nie zawsze wszystko zasłonią. Nie myślałam nad tym, co powiedziałabym komuś, jeżeli by o to spytał. A więc teraz musiałam improwizować, w czym nie byłam dobra.
– Nieważne, to nic takiego – odparłam wymijająco, biorąc do ust kęs kanapki. Wiedziałam, że taka odpowiedź go nie zadowoli, ale potrzebowałam więcej czasu na zastanowienie się nad jakimś sensownym, a przy tym wiarygodnym wytłumaczeniem.
– Opowiadaj. – Tata odłożył na stolik gazetę, co oznaczało, że nie ma zamiaru odpuścić.
Może niekoniecznie zawsze wszystkim się z nim dzieliłam, bo to mama była tym rodzicem, z którym wolałabym dyskutować na różne trapiące mnie tematy albo o zdarzeniach, które mnie ucieszyły, a po jej śmierci tak już zostało. Ale nigdy go nie okłamywałam. A teraz? Nie powiedziałam mu o zdarzeniach, które miały miejsce w tamtą feralną sobotę, kiedy to byliśmy na koncercie i nieszczęsnej karuzeli. Nie wspomniałam słowem o tym, że spałam wtedy u Michaela, a nie u Grace. Nie opowiedziałam mu, że byłam w tamtej restauracji, że wszystkie wspomnienia wróciły… Tylko pozwoliłam Michaelowi okłamać go, że tam, gdzie chciał mnie wziąć na naszą pierwszą randkę, było akurat zamknięte. A teraz to: cała impreza u Brada, noc u niego oraz atak przez nieznajomych facetów. Było mi z tym źle, ale co mogłam na to poradzić?
Westchnęłam i przybrałam minę, która świadczyła o tym, że się lekko zawstydziłam. Kącik ust uniósł mi się do góry, by tata nie pomyślał, że zrobiłam coś naprawdę głupiego, czego mogłabym żałować. Dziwne, że w ciągu dwóch minut potrafiłam tak świetnie przyjąć szybko nakreśloną w głowie rolę.
– Wywróciłam się. Wiesz, jaką jestem niezdarą. Kiedy szłyśmy z Grace do auta Deana potknęłam się. Na chodniku były nierówności, a do tego byłam w szpilkach, rozumiesz... –Wzięłam łyk orzeźwiającego pomarańczowego napoju. – Spadłam na twarz i stąd ta szrama. Mówiłam, że to nic takiego – dokończyłam swoje wytłumaczenie, nie spuszczając wzroku z ojca.
– Rozumiem. – Pablo pokręcił głową, patrząc na mnie rzadko spotykanym u niego wzrokiem. Przejawiało się w nim przejęcie i obawa. – Trzeba było powiedzieć, co będzie, jak wda się zakażenie? – Niezauważalnie odetchnęłam z ulgą, że przyjął moje łgania z taką ufnością.
– Obmyłam wodą utlenioną u Grace, kiedy wróciłyśmy. – Kolejne kłamstwo. Przełknęłam gulę rosnącą w moim gardle z poczucia winy, zanim kontynuowałam. – Naprawdę, nie martw się. Muszę już lecieć, Grace zaraz będzie. – Wstałam, biorąc puste naczynia do rąk i ucałowałam go w policzek.
– Do zobaczenia, uważaj na siebie – pożegnał mnie ojciec.
– Nie zapomnij o Maddie – przypomniałam mu, kiedy odłożyłam naczynia do zlewu.
Tata jeszcze nie zdążył zamówić nowej zmywarki, więc wciąż trzeba było wszystko myć ręcznie. Nie chciałam jednak przedłużać tej rozmowy, która w efekcie mogłaby się skończyć moim nawróceniem i wyjawieniem prawdy, więc szybko opuściłam kuchnię.
Z ulgą ubrałam buty i zarzucając torbę na ramię, wyszłam na pole. Przywitał mnie zimny powiew wiatru. Skrzywiłam się, bo plecy przeszył mi nagły ból.
To nie będzie dobry dzień.
– Hej, jak się czujesz? – Usłyszałam od Grace zaraz po zajęciu miejsca pasażera w jej samochodzie. Zauważyłam, że przednia szyba jest porządnie wypolerowana, a w całym wnętrzu rozchodzi się słodki zapach wanilii. Nie wiem, dlaczego przykuło to moją uwagę, może dlatego, że nie chciałam z nikim rozmawiać o moim samopoczuciu ani stanie fizycznym.
– Jest dobrze. – Uśmiechnęłam się do niej, patrząc w boczne lusterko.
– Nie wykręcaj się tak, mam w torebce kosmetyczkę i małe lustereczko – oznajmiła, zauważając moje zainteresowanie swoim wyglądem. Ponownie obdarzyłam ją ciepłym uśmiechem. Grace nie musiała pytać, po co było mi ono potrzebne. Chciałam przyjrzeć się paskudnej szramie na policzku, a ona nie zadawała pytań, za co jej w duchu dziękowałam.
– Wpadliśmy na świetny pomysł z Deanem! – Usłyszałam w jej głosie pełną ekstazę, więc na chwilę oderwałam wzrok od blizny. Zastanawiałam się właśnie, jak przeżyć W-F bez związywania włosów, tak by skaleczenie nie rzucało się od razu w oczy. – Musimy to obgadać na stołówce na przerwie na lunch. – Policzki się jej zaróżowiły, a w oczach ujrzałam błysk, gdy spoglądnęła na mnie.
– Okej, okej, ale teraz lepiej patrz na drogę – upomniałam ją, na co Grace odwróciła głowę i wbiła wzrok w jezdnie, jednak uśmiech nie zszedł jej z twarzy.
Na lekcji chemii pan Rowe oddał nam zaległe sprawdziany, które pisaliśmy jakoś miesiąc temu. Dzisiejszego dnia okazało się, że miał je cały czas sprawdzone i ocenione w szafce w pokoju nauczycielskim pod książką, którą dostał od żony. Była na temat historii, dlatego nikt nie zdziwił się, dlaczego nasz nauczyciel nie ruszył jej z tamtego miejsca; nie był bowiem wielkim fanatykiem dawnych czasów. Ostatnio robił tam porządki, tylko dlatego nasze sprawdziany się odnalazły. Dostałam B+ i byłam z siebie bardzo zadowolona, jednak Grace napisała ledwo na D. Po lekcji poszła do pana Anthony'ego, by umówić się z nim na poprawę. Ja natomiast kierowałam się pod salę języka angielskiego, gdy usłyszałam zza siebie znajomy, niski głos.
– Cześć, jak się masz? – Brad miał zmierzwione włosy, jakby rano ledwo zdążył je wysuszyć po prysznicu i ich nijak nie ułożył, a jego koszulka była niewyprasowana. Poza tym wyglądał całkiem nieźle. W każdym razie znacznie lepiej ode mnie.
– Nie najgorzej – zaczęłam, ale akurat po plecach przeszło mnie elektryzujące kłucie. Syknęłam cicho, a Brad uniósł podejrzliwie brew, jakby już wiedział, że skłamałam. – Okej, plecy cholernie mnie bolą, a twarz szpeci obrzydliwa szrama, po której prawdopodobnie zostanie brzydka blizna. Poza tym naprawdę dobrze.
– Powinnaś mieć zakaz wychodzenia z domu – stwierdził, a wyraz jego twarzy był poważny. Wiedziałam jednak, że żartuje.
– A ty zakaz urządzania imprez – odparowałam z półuśmiechem.
– Może ty po prostu nie powinnaś na takowe chodzić. – Brad nie chciał odpuścić i pewnie dalej byśmy się przekomarzali, gdyby nie rozstrojenie mojego przyjaciela.
Za oknem padał deszcz, byłam obolała i marudna, ale to nie zmieniało faktu, że dostrzegałam niektóre rzeczy bardzo wyraziście. Rudowłosa Kim minęła nas, uważnie przeglądając jakiś podręcznik. Miała skupioną minę, a na oczach okulary, których nigdy u niej nie widziałam.
– Mam z nią lekcję po angielskim, gdybyś chciał wiedzieć – powiedziałam, jakby od niechcenia, ale to wystarczyło, żeby chłopak z powrotem zwrócił na mnie uwagę.
– Hę? Mówiłaś coś?
– Znam ją – oznajmiłam, rozbawiona jego rozkojarzeniem. – Zawsze mogę z nią porozmawiać...
– Mówisz tak, jakbym sam nie umiał do niej zagadać – oburzył się. Na jego policzki wstąpił delikatny rumieniec, a włosy przeczesał szybkim ruchem ręki. Pomyślałam, że ma podobny odruch do mnie, ale w innej sytuacji. Jeszcze bardziej mnie to rozbawiło, ale postarałam się zachować powagę.
– No dobrze, przepraszam. Kiedy się z nią umówisz?
– No ja... Nie wiem – wymamrotał, znowu przejeżdżając energicznie dłonią po blond kosmykach.
– Pogadam z nią. – Zaśmiałam się. Brad już chciał mi coś odpowiedzieć, ale zamknął buzię na widok osoby za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam idącego w naszym kierunku Michaela. Miał na sobie zielony t-shirt i ciemne jeansy, a z włosów skapywały mu strużki wody, co świadczyło o tym, że musiał dopiero co przyjechać.
– Cześć, piękna – przywitał się ze mną, delikatnie mnie obejmując. Chyba musiał pamiętać o tym, że miałam potłuczone plecy. Spojrzałam na niego pytająco, a on wywrócił oczami. – Nic nie mów, zapomniałem parasola, a do tego samochód mi nawalił w połowie drogi.
Widać szary poniedziałek nie sprzyjał nikomu. Cóż za piękny początek tygodnia. Michael przetarł włosy i dopiero wtedy zwrócił uwagę na mojego towarzysza.
– Zgaduję, że ty musisz być Brad.
– A ty pewnie Michael – odparł blondyn, wyciągając do chłopaka rękę. Uścisnęli sobie dłonie, po czym znowu zrobił się pomiędzy nimi dystans. Przyjrzałam się obojgu, nie rozumiejąc ich zachowania. Donośny dźwięk dzwonka przerwał dziwną chwilę przepełnioną ciszą pomiędzy naszą trójką.
– Idę na angielski – oznajmiłam i uśmiechnęłam się do obojga, zostawiając ich w tyle. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam, że Brad udał się w stronę schodów, a Michael zawrócił. Pokręciłam głową.
To zdecydowanie nie był dobry dzień.
W klasie Grace oznajmiła mi, że swoją marną ocenę z chemii poprawia w czwartek po lekcjach, więc nie będę musiała na nią czekać godzinę ani wracać na nogach, szczególnie, że pogoda była niepewna. Ustaliłyśmy jeszcze, że w piątek wieczorem wybierzemy się na koncert Michaela, który odbywa się w "The Blue Tiger", jedynym klubie w miasteczku. Był jeszcze jeden, ale bardziej obskurny i przeznaczony raczej dla starszych facetów, którzy wieczorami lubią sobie strzelić partyjkę bilarda czy pokera i napić się piwa z kolegami.
– Cześć, Kim – przywitałam rudowłosą, która wiązała sobie właśnie tenisówkę.
Siedziałyśmy w niemal pustej szatni, a Grace poszła sobie zrobić kucyka do łazienki, bo tam znajdowało się najbliższe lustro. Stwierdziłam, że to dobry moment, by zagadać koleżankę.
– O, hej. – Uśmiechnęła się płomiennie, a w jej lewym policzku zamajaczył dołek. Miała chochlikowatą twarz, co dodawało jej dziecięcego uroku. Nie dziwiłam się, że spodobała się Bradowi.
– Słuchaj, czy...
Nie bardzo wiedziałam, jak zacząć. Wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, jak rozegram tę rozmowę, bo wydawało mi się to oczywiste, ale gdy nadszedł jej czas, cała ta pewność wyparowała. W końcu jak miałam powiedzieć dziewczynie, którą znam tylko z wf'u, że spodobała się mojemu przyjacielowi? Mogłaby to uznać za podstęp albo głupi żart. Westchnęłam.
– Powiem prosto z mostu. Hmm, masz kogoś? Bo znam pewnego chłopaka, któremu bardzo się podobasz – mówiąc to, uśmiechnęłam się nieśmiało. Nie chciałam, żeby źle to odebrała, ale najwidoczniej jedynie ją to zaskoczyło.
– Nie, nie mam nikogo – odpowiedziała wysokim głosem, który idealnie pasował do jej wyglądu. – Naprawdę się komuś podobam? – Z jej twarzy wyczytałam szczere zdziwienie jak i zainteresowanie. Dziwne, ja bym raczej podchodziła do czegoś takiego sceptycznie, ale to dobrze, że ona nie jest tak podejrzliwa i nieufna. Przynajmniej w tym przypadku.
– Kojarzysz Brada Reed'a? Wydaje mi się, że tak, skoro byłaś u niego na imprezie – zaczęłam zagłębiać temat. Modliłam się w duchu, żeby dziewczyna była chociaż trochę zainteresowana moim przyjacielem, bo inaczej nie byłoby za ciekawie. I dla mnie i dla niego.
– Pewnie, że tak – oznajmiła pospiesznie. Zauważyłam w Kim pewną zmianę; uciekła wzrokiem i lekko się zmieszała. Mogło to oznaczać tylko jedno, co bardzo mnie cieszyło. – Pamiętam cię. Na początku chwilę stałaś z nami w grupce, a potem zniknęłaś.
Pokiwałam głową, ciesząc się, że dziewczyna kojarzy fakty.
– On też ci się podoba? – dopytywałam Kim, która chyba zrobiła się pewniejsza, przypominając sobie moją osobę z imprezy.
– Jest całkiem przystojny. – Rudowłosa prawie wyszeptała te słowa. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, widząc zakłopotanie na jej twarzy. Na domówce nie wydawała się tak nieśmiała, ale może teraz odnosiłam takie wrażenie, bo poruszyłam delikatny temat.
– A do tego jest przesympatyczny – skomplementowałam Brada, by dziewczyna nabrała do niego większej sympatii. – Kim, on bardzo chce się z tobą umówić, ale boi się zagadać. Czyli mogę go powoli naprowadzać, tak? Jesteś już sprawdzona, więc raczej nie zostanie odrzucony, czego się pewnie najbardziej obawiał.
– Oczywiście – ucieszyła się jeszcze bardziej. – Rozumiem, że mam nie wspominać mu przy ewentualnej rozmowie, że powiedziałaś mi o jego obawach?
– Z ust mi to wyjęłaś dziewczyno! – Obie się zaśmiałyśmy, ale ktoś postanowił przerwać ten szczególnie wesoły moment.
– Możemy porozmawiać? – Usłyszałam za plecami, więc odwróciłam się, by przyjrzeć się danej osobie. Zdziwiłam się, widząc Sam. Wyglądała tak jak zwykle, z mocnym makijażem i opiętą bluzką, tyle tylko, że włosy miała już spięte na lekcję. Pokiwałam głową i odeszłyśmy trochę na bok.
– Jak się czujesz? – spytała, a w jej głosie wyczułam przyjazną nutę.
Czy ja mam jakieś urojenia? Chyba musiało mi się coś pomylić...
– Nieźle. A ty?
– Jest spoko. – Pierwszy raz w życiu widziałam Sam z tak niepewną miną. Wydawało mi się, że nie wiedziała, jak dobrać poszczególne słowa. – Słuchaj, to było niemądre z twojej strony. Wtedy... na imprezie. Ale dziękuję. – Po długiej pauzie, jaką wcześniej zrobiła, te słowa wyrzuciła z siebie nadzwyczajnie szybko.
– Nie ma sprawy. – Zdobyłam się tylko na taką odpowiedź. Dziewczyna poprawiła kucyk i odeszła bez słowa.
Na lunchu usiadłam wraz z Michaelem, Deanem i Grace. Nie miałam szczególnej ochoty na posiłek, za to chłopaki obładowali się przeróżnym jedzeniem. Widząc ich zapełnione tace, nie mogłam powstrzymać śmiechu. Chciałam spytać, jak mieli zamiar to wszystko skonsumować na jednej, piętnastominutowej przerwie, ale Grace pierwsza zaczęła rozmowę.
– No więc za niedługo wakacje. Co planujemy?
– Od razu mówię ci Grace, że mój ojciec ma na głowie ślub, wesele i miesiąc miodowy. Nie mają chyba za bardzo czasu i pieniędzy na wakacje – wyznałam, markotniejąc. Nie spodziewałam się, że wakacje w tym roku będą wyglądały jak poprzednie, ale odpowiedź przyjaciółki mnie zaskoczyła.
– Spokojnie. Uprzedziłam mamę, więc ta wybiera się z chłopcami i tatą gdzieś dalej, a mnie pozwoliła samej decydować o swoich wakacjach. – W głosie blondynki dało się słyszeć podniecenie, a w brązowych oczach widziałam co chwilę dziwny błysk. – Myślałam, że wybierzemy się gdzieś razem. Macie jakieś pomysły? Gdzie jechać?
– Zacznijmy od tego, w jakim gronie? I czy wszyscy mogą? – odezwał się Dean. Spojrzałam na niego, ale miał typową dla siebie, wesołą minę. Zabrał się właśnie za odpakowywanie kanapki, która już na pierwszy rzut oka nie wydawała się smaczna. Dziwiłam się jego bezproblemowemu podejściu do tematu wyjazdu, bo trochę poznałam jego sytuację w domu, ale nie chciałam o nic pytać. Widocznie jakoś to sobie poukłada albo już to zrobił.
– Może Brad się z nami zabierze? – zaproponowałam, rozglądając się po stołówce.
Wyłapałam blond czuprynę po kilku sekundach, a przyjaciele powiedli za moim wzrokiem. Chłopak siedział przy stoliku sąsiadującym z dużym oknem wychodzącym na północ i plakatem szkolnej drużyny koszykarskiej. Był pogrążony w rozmowie z rudowłosą Kim. Po wf'ie, na którym ciężko mi było wykonywać jakiekolwiek ćwiczenia przez obolałe plecy, zagadnęłam przyjaciela, by opowiedzieć mu o rozmowie z Kim. Widać nie próżnował.
Michael, który do tej pory nic się nie odezwał na temat wyjazdu i jedynie trzymał mnie za rękę, lekko zesztywniał.
– Spiknął się z tą Kim, co? – zauważył Dean. – Ona też może jechać, to spoko dziewczyna.
– Mogę z nimi potem porozmawiać, jeżeli każdy się stąd zgadza – powiedziałam, po czym podążyłam wzrokiem po całej trójce, zatrzymując się na dłużej na moim chłopaku. Michael patrzył na mnie cały czas, a ja nie mogłam odgadnąć z jego miny, co miał oznaczać ten wzrok. Po chwili wzruszył ramionami i pocałował mnie we włosy. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na Grace.
– Czyli zakładając, że Kim i Brad się zgodzą, jedziemy w szóstkę, tak? – Grace podsumowała, bo nikt długo nie przerywał ciszy, która zapadła.
– Tak. – Po raz pierwszy w tej dyskusji odezwał się Michael. Gdy przyjrzałam się jego twarzy, dalej nic się w niej nie zmieniło. Ta sama neutralność, co poprzednio.
– No to trzeba się teraz zastanawiać nad miejscem – oznajmił Dean, klaskając w ręce.
– Ale przecież trzeba dogadać się również z nimi! – zaprotestowała szybko Grace, unosząc ręce w geście sprzeciwu. Jej chłopak zaoferował, że po nich pójdzie i już go nie było. Potem przez moment obserwowaliśmy w trójkę, jak chłopak siada koło Brada i Kim i rzetelnie im coś tłumaczy, uśmiechając się przy tym zawadiacko. Kim spojrzała na Brada, a on na nią i wzruszyła ramionami. Z tej odległości mogłam dostrzec, że się uśmiechała, co świadczyło o tym, że propozycja prawdopodobnie się jej spodobała.
– Cześć – rzuciła Kim, kiedy po chwili w trójkę podeszli do naszego stolika. Dean zajął swoje poprzednie miejsce obok Grace.
– Hej, Kim – odpowiedziałam z uśmiechem. – Brad – dodałam, kiedy chłopak wciąż stał sztywno i spojrzałam na niego znacząco. Od razu zauważył moje spojrzenie i jego ramiona lekko opadły, a twarz przybrała pogodny wyraz.
– Siema – przywitał się z resztą. – Dean wspominał coś o jakimś wypadzie w wakacje. Wchodzę w to.
– Myślę, że będzie fajnie – dodała z uśmiechem Kim, jednak po chwili na twarz wkradło jej się lekkie zakłopotanie. – Ale gdzie mamy zamiar się wybrać? Mój budżet na te wakacje nie jest zbyt obszerny. Przepraszam, oczywiście, jeżeli popsuje to wam jakieś plany. Jak planowaliście coś takiego, to nic się nie stanie, mogę nie jechać.
– Nie ma sprawy, Kim – uspokoiłam rudą – mój tato ma wesele. Czuję, że mój budżet będzie bardzo zbliżony do twojego. – Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie.
Nagle wstał Michael, a jego dłoń wyślizgnęła się niespodziewanie z mojej przez to, że byłam skupiona na Kimberly. Nie wiedziałam, dlaczego się zerwał, bo z jego twarzy nic nie mogłam wywnioskować, a jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, co powiedział.
– Grace – zaczął – rozmowa w cztery oczy?
– Pewnie. – Przyjaciółka wstała i odeszli razem na bezpieczną odległość. Widać było, że nie miała pojęcia, o co może chodzić ciemnowłosemu. Wydawało mi się, że Michael po prostu nie chciał, żebym coś usłyszała. Mimo wszystko potrafiłam wyczytać emocje z twarzy przyjaciółki, bo Michael był do mnie odwrócony tyłem.
Najpierw zdziwienie, które ustąpiło miejsca podejrzliwości i ciekawości (dziewczyna zmrużyła oczy i lekko przekręciła głowę na bok), a na koniec szeroko się uśmiechnęła i odpowiedziała coś Michaelowi. Widać było po niej, że to, co oznajmił mój chłopak, bardzo ją ucieszyło i wcale się z tym nie ukrywała. Zżerała mnie ciekawość, ale starałam się tego nie ukazywać. Zaczęłam bawić się kartonikiem z sokiem pomarańczowym w środku, gdy poczułam dłoń Michaela na mojej talii. Nie spojrzałam jednak na niego, by nie wyczytał z mojej twarzy, jak bardzo byłam ciekawa, o czym minutę wcześniej rozmawiał z Grace.
Blondynka zaczęła snuć różne pomysły dotyczące miejsca wyjazdu i wkrótce potem zawtórowała jej Kim. Brad i Dean słuchali ich uważnie, ale nie byli aż tak przejęci jak one dwie, czasami tylko coś dopowiadali lub kiwali głowami. Nie skupiłam się jednak na słowach, które cała czwórka wymieniała pomiędzy sobą, bo całą uwagę poświęciłam Michaelowi. Nie mogłam już dłużej wytrzymać, tak mnie korciło, żeby zapytać go o tę rozmowę z Grace.
– O co chodziło?
– Nic, nieważne – odpowiedział z obojętnością. Już otworzyłam usta, by spróbować to z niego wyciągnąć, ale Grace pozbawiła mnie tej okazji, głośno odchrząkając i wszyscy zwrócili na nią uwagę.
– No więc tak – zaczęła podekscytowana. Kątem oka zauważyłam, że Michael bardzo uważnie przygląda się przyjaciółce. – Kim zaproponowała morze, a ja podzielam jej zdanie. Brad również nie ma nic przeciwko, tylko oczywiście Deanowi coś nie pasuje.
– Wolałbym klimaty gór – usprawiedliwił się z grymasem.
– Mówiłam ci, że w góry to sobie jedź sam, chyba że namówisz Michaela. To wakacje, trzeba się zrelaksować i wybawić! – oburzyła się Grace, na co chłopak wywrócił oczami i zatkał sobie uszy. Prawie leżał na stoliku.
– Już to słyszałem. Cicho.
Teraz to dziewczyna zrobiła sceptyczną minę, ale zaraz wróciło jej pierwotne podekscytowanie.
– Znam parę fajnych miejsc, gdzie są domki letniskowe zaraz na plaży, całkiem niedrogo. Więc?
– Może być fajnie – zgodził się Michael.
Byłam załamana. Mogłam się tego spodziewać. Przecież wyjazdy nad morze to jedne z najpopularniejszych form spędzania czasu w wakacje. Ale przecież przyjaciółka dobrze wiedziała, że w takich kwestiach podzielałam gust Deana. Morze mnie najzwyczajniej nie kręciło. Jednak widząc, jaka była zgodność w całej paczce, po co miałam ich zawodzić tym, że mi takie rozwiązanie nie pasuje?
– Spoko – wydukałam, sztucznie się uśmiechając. Michael pocałował mnie w policzek, a Grace rozpromieniła się jeszcze bardziej.
W tym momencie zabrzmiał dzwonek.
– Bolą mnie tylko plecy i mam tę okropną szramę. Poza tym wszystko dobrze.
– Czemu nie zadzwoniłaś, nic nie powiedziałaś?! – Michael wydał mi się oburzony. Pewnie zareagowałabym tak samo na jego miejscu, ale i tak nie tego w tym momencie oczekiwałam. Przecież widział, że nic takiego mi się nie stało, więc po co dalej się unosił?
– Nie chciałam, żebyś zareagował tak jak teraz – oznajmiłam szorstko. Zdając sobie jednak sprawę z tego, że nie powinnam była być dla niego chłodna, dodałam ciszej: – Przestraszyłabym cię, bałbyś się o mnie. Gdybym ci o tym powiedziała, przyjechałbyś, mimo że się źle czułeś. Znam cię.
Michael otworzył usta, żeby coś odpowiedzieć, ale pokręciłam głową.
– Przepraszam, że ci nie powiedziałam. – Wbiłam wzrok w swoje palce u rąk, gdy po chwili zobaczyłam, jak zbliżają się do nich inne: większe, mocniejsze. Michael chwycił mnie za dłoń i uniósł moją głowę tak, żeby nasze spojrzenia się spotkały.
– Najważniejsze, że nic poważniejszego ci się nie stało. Cholera, Tess, nie pakuj się więcej w takie tarapaty, dobrze?
Pokiwałam głową i przytuliłam się do jego torsu. Chłopak objął mnie ramieniem, uważając, by nie dotknąć pleców. Pierwszy raz od wczorajszego wieczoru poczułam spokój. Najpierw Brad i ta dziewczyna, później dużo alkoholu, napaść i stres przed powrotem do domu, żeby ojciec nic nie zauważył, a także obawa reakcji Michaela... Tego było za dużo. Ale teraz, w objęciach czarnowłosego, w końcu odnalazł mnie spokój.
– Żałuję, że cię tam wczoraj nie było – wyznałam cicho. – Pewnie bawiłabym się dużo lepiej.
– Pewnie nie byłabyś też teraz obolała – dodał.
– Zapomnijmy o tym – odparłam, bo wiedziałam, że czasu nie dało się cofnąć. Michael pocałował mnie w czoło, a za oknem zaczął padać pierwszy od kilku tygodni deszcz.
***
Kiedy wstałam następnego poranka, za oknem było szaro i smutno. Często mój nastrój zależał od pogody, a może raczej współgrał z nią. Nie zapowiadał się dobry dzień. Westchnęłam, wlokąc się do łazienki, by odbyć poranną toaletkę. Przy najdrobniejszym ruchu moje plecy przeszywał dziwny ból, ale nie był on tak dokuczliwy jak wczorajszego dnia. Praktycznie nie mogłam się ruszać, bo kłucie w kręgosłupie od razu mnie paraliżowało.
Może jeszcze dzisiaj obrzęk zejdzie, kto wie.
Kiedy przejrzałam się w lustrze po kilkunastominutowym zabiegu tuszowania efektów sobotniej nocy, stwierdziłam, że wyglądałam paskudnie. Mimo że zrobiłam sobie dobry makijaż, który pokrywał wszystkie niedoskonałości, szramy na policzku niczym nie dało się przykryć, jedynie przybrała lżejszy odcień. Wątpiłam, że tata tego nie zauważy. Musiałby być naprawdę ślepy.
Ubrałam się w jeansy i szary sweter, a włosy rozpuściłam, żeby opadające na twarz brązowe kosmyki zakryły choć trochę szramę.
– Dzień dobry. – Gdy zeszłam na dół na śniadanie, tata popijał już czarną kawę, przeglądając przy tym gazetę. Uniósł głowę na moment, odparł coś cicho i powrócił do czytania.
Tata nie musiał być ślepy, żeby nie zauważyć blizny – wystarczyło, że kompletnie się mną nie interesował. Wyciągnęłam z szuflady nóż i zaczęłam smarować chleb, kiedy Pablo niespodziewanie się odezwał.
– Czemu wczoraj nie zeszłaś do nas ani na chwilę?
– Siedziałam z Michaelem, a wieczorem się uczyłam – wydukałam, kładąc na chleb plasterek szynki. Może niekoniecznie powiedziałam mu prawdę, bo wieczorem oglądałam film i zajadałam się płatkami, ale przecież co miałam mu wyznać? Że napadnięto mnie i mojego wroga na imprezie, przez co trochę oberwałam i nie chciałam się nikomu z rodziny pokazywać na oczy?
– Rozmawialiśmy o szczegółach ślubu – podjął tato, nijak nie odpowiadając na moje wyjaśnienie. – Chcemy to zrobić szybko.
– Czyli kiedy dokładniej? – spytałam zaciekawiona, wyjmując z lodówki sok pomarańczowy. Prawie rozlałam napój, gdy usłyszałam odpowiedź ojca.
– Sierpień lub wrzesień. Ale bardziej pasuje nam sierpień, aczkolwiek nie wiadomo jak to wszystko się potoczy. Najpierw musimy znaleźć jakąś salę. Megan uparła się na wesele, chociaż ja bym wolał kameralnie, w domu, ale co mi tam.
Słuchałam go oniemiała, a gdy skończył, wydukałam tylko:
– Tak szybko?
– Mówiłem. – Pablo nie zwrócił uwagi na mój zaskoczony ton albo po prostu stwierdził, że to nic takiego, dlatego kontynuował dalej. – Planujemy powoli rozsyłać zaproszenia, pomożesz je nam wybrać dzisiaj w sklepie?
– Jeżeli będę miała czas – odpowiedziałam prędko.
– Co ci się stało w twarz? – Ojciec zadał to nieszczęsne pytanie, gdy tylko usiadłam przy stole. Akurat musiał podnieść głowę i dostrzec kawałek szramy. Włosy nie zawsze wszystko zasłonią. Nie myślałam nad tym, co powiedziałabym komuś, jeżeli by o to spytał. A więc teraz musiałam improwizować, w czym nie byłam dobra.
– Nieważne, to nic takiego – odparłam wymijająco, biorąc do ust kęs kanapki. Wiedziałam, że taka odpowiedź go nie zadowoli, ale potrzebowałam więcej czasu na zastanowienie się nad jakimś sensownym, a przy tym wiarygodnym wytłumaczeniem.
– Opowiadaj. – Tata odłożył na stolik gazetę, co oznaczało, że nie ma zamiaru odpuścić.
Może niekoniecznie zawsze wszystkim się z nim dzieliłam, bo to mama była tym rodzicem, z którym wolałabym dyskutować na różne trapiące mnie tematy albo o zdarzeniach, które mnie ucieszyły, a po jej śmierci tak już zostało. Ale nigdy go nie okłamywałam. A teraz? Nie powiedziałam mu o zdarzeniach, które miały miejsce w tamtą feralną sobotę, kiedy to byliśmy na koncercie i nieszczęsnej karuzeli. Nie wspomniałam słowem o tym, że spałam wtedy u Michaela, a nie u Grace. Nie opowiedziałam mu, że byłam w tamtej restauracji, że wszystkie wspomnienia wróciły… Tylko pozwoliłam Michaelowi okłamać go, że tam, gdzie chciał mnie wziąć na naszą pierwszą randkę, było akurat zamknięte. A teraz to: cała impreza u Brada, noc u niego oraz atak przez nieznajomych facetów. Było mi z tym źle, ale co mogłam na to poradzić?
Westchnęłam i przybrałam minę, która świadczyła o tym, że się lekko zawstydziłam. Kącik ust uniósł mi się do góry, by tata nie pomyślał, że zrobiłam coś naprawdę głupiego, czego mogłabym żałować. Dziwne, że w ciągu dwóch minut potrafiłam tak świetnie przyjąć szybko nakreśloną w głowie rolę.
– Wywróciłam się. Wiesz, jaką jestem niezdarą. Kiedy szłyśmy z Grace do auta Deana potknęłam się. Na chodniku były nierówności, a do tego byłam w szpilkach, rozumiesz... –Wzięłam łyk orzeźwiającego pomarańczowego napoju. – Spadłam na twarz i stąd ta szrama. Mówiłam, że to nic takiego – dokończyłam swoje wytłumaczenie, nie spuszczając wzroku z ojca.
– Rozumiem. – Pablo pokręcił głową, patrząc na mnie rzadko spotykanym u niego wzrokiem. Przejawiało się w nim przejęcie i obawa. – Trzeba było powiedzieć, co będzie, jak wda się zakażenie? – Niezauważalnie odetchnęłam z ulgą, że przyjął moje łgania z taką ufnością.
– Obmyłam wodą utlenioną u Grace, kiedy wróciłyśmy. – Kolejne kłamstwo. Przełknęłam gulę rosnącą w moim gardle z poczucia winy, zanim kontynuowałam. – Naprawdę, nie martw się. Muszę już lecieć, Grace zaraz będzie. – Wstałam, biorąc puste naczynia do rąk i ucałowałam go w policzek.
– Do zobaczenia, uważaj na siebie – pożegnał mnie ojciec.
– Nie zapomnij o Maddie – przypomniałam mu, kiedy odłożyłam naczynia do zlewu.
Tata jeszcze nie zdążył zamówić nowej zmywarki, więc wciąż trzeba było wszystko myć ręcznie. Nie chciałam jednak przedłużać tej rozmowy, która w efekcie mogłaby się skończyć moim nawróceniem i wyjawieniem prawdy, więc szybko opuściłam kuchnię.
Z ulgą ubrałam buty i zarzucając torbę na ramię, wyszłam na pole. Przywitał mnie zimny powiew wiatru. Skrzywiłam się, bo plecy przeszył mi nagły ból.
To nie będzie dobry dzień.
***
– Hej, jak się czujesz? – Usłyszałam od Grace zaraz po zajęciu miejsca pasażera w jej samochodzie. Zauważyłam, że przednia szyba jest porządnie wypolerowana, a w całym wnętrzu rozchodzi się słodki zapach wanilii. Nie wiem, dlaczego przykuło to moją uwagę, może dlatego, że nie chciałam z nikim rozmawiać o moim samopoczuciu ani stanie fizycznym.
– Jest dobrze. – Uśmiechnęłam się do niej, patrząc w boczne lusterko.
– Nie wykręcaj się tak, mam w torebce kosmetyczkę i małe lustereczko – oznajmiła, zauważając moje zainteresowanie swoim wyglądem. Ponownie obdarzyłam ją ciepłym uśmiechem. Grace nie musiała pytać, po co było mi ono potrzebne. Chciałam przyjrzeć się paskudnej szramie na policzku, a ona nie zadawała pytań, za co jej w duchu dziękowałam.
– Wpadliśmy na świetny pomysł z Deanem! – Usłyszałam w jej głosie pełną ekstazę, więc na chwilę oderwałam wzrok od blizny. Zastanawiałam się właśnie, jak przeżyć W-F bez związywania włosów, tak by skaleczenie nie rzucało się od razu w oczy. – Musimy to obgadać na stołówce na przerwie na lunch. – Policzki się jej zaróżowiły, a w oczach ujrzałam błysk, gdy spoglądnęła na mnie.
– Okej, okej, ale teraz lepiej patrz na drogę – upomniałam ją, na co Grace odwróciła głowę i wbiła wzrok w jezdnie, jednak uśmiech nie zszedł jej z twarzy.
Na lekcji chemii pan Rowe oddał nam zaległe sprawdziany, które pisaliśmy jakoś miesiąc temu. Dzisiejszego dnia okazało się, że miał je cały czas sprawdzone i ocenione w szafce w pokoju nauczycielskim pod książką, którą dostał od żony. Była na temat historii, dlatego nikt nie zdziwił się, dlaczego nasz nauczyciel nie ruszył jej z tamtego miejsca; nie był bowiem wielkim fanatykiem dawnych czasów. Ostatnio robił tam porządki, tylko dlatego nasze sprawdziany się odnalazły. Dostałam B+ i byłam z siebie bardzo zadowolona, jednak Grace napisała ledwo na D. Po lekcji poszła do pana Anthony'ego, by umówić się z nim na poprawę. Ja natomiast kierowałam się pod salę języka angielskiego, gdy usłyszałam zza siebie znajomy, niski głos.
– Cześć, jak się masz? – Brad miał zmierzwione włosy, jakby rano ledwo zdążył je wysuszyć po prysznicu i ich nijak nie ułożył, a jego koszulka była niewyprasowana. Poza tym wyglądał całkiem nieźle. W każdym razie znacznie lepiej ode mnie.
– Nie najgorzej – zaczęłam, ale akurat po plecach przeszło mnie elektryzujące kłucie. Syknęłam cicho, a Brad uniósł podejrzliwie brew, jakby już wiedział, że skłamałam. – Okej, plecy cholernie mnie bolą, a twarz szpeci obrzydliwa szrama, po której prawdopodobnie zostanie brzydka blizna. Poza tym naprawdę dobrze.
– Powinnaś mieć zakaz wychodzenia z domu – stwierdził, a wyraz jego twarzy był poważny. Wiedziałam jednak, że żartuje.
– A ty zakaz urządzania imprez – odparowałam z półuśmiechem.
– Może ty po prostu nie powinnaś na takowe chodzić. – Brad nie chciał odpuścić i pewnie dalej byśmy się przekomarzali, gdyby nie rozstrojenie mojego przyjaciela.
Za oknem padał deszcz, byłam obolała i marudna, ale to nie zmieniało faktu, że dostrzegałam niektóre rzeczy bardzo wyraziście. Rudowłosa Kim minęła nas, uważnie przeglądając jakiś podręcznik. Miała skupioną minę, a na oczach okulary, których nigdy u niej nie widziałam.
– Mam z nią lekcję po angielskim, gdybyś chciał wiedzieć – powiedziałam, jakby od niechcenia, ale to wystarczyło, żeby chłopak z powrotem zwrócił na mnie uwagę.
– Hę? Mówiłaś coś?
– Znam ją – oznajmiłam, rozbawiona jego rozkojarzeniem. – Zawsze mogę z nią porozmawiać...
– Mówisz tak, jakbym sam nie umiał do niej zagadać – oburzył się. Na jego policzki wstąpił delikatny rumieniec, a włosy przeczesał szybkim ruchem ręki. Pomyślałam, że ma podobny odruch do mnie, ale w innej sytuacji. Jeszcze bardziej mnie to rozbawiło, ale postarałam się zachować powagę.
– No dobrze, przepraszam. Kiedy się z nią umówisz?
– No ja... Nie wiem – wymamrotał, znowu przejeżdżając energicznie dłonią po blond kosmykach.
– Pogadam z nią. – Zaśmiałam się. Brad już chciał mi coś odpowiedzieć, ale zamknął buzię na widok osoby za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam idącego w naszym kierunku Michaela. Miał na sobie zielony t-shirt i ciemne jeansy, a z włosów skapywały mu strużki wody, co świadczyło o tym, że musiał dopiero co przyjechać.
– Cześć, piękna – przywitał się ze mną, delikatnie mnie obejmując. Chyba musiał pamiętać o tym, że miałam potłuczone plecy. Spojrzałam na niego pytająco, a on wywrócił oczami. – Nic nie mów, zapomniałem parasola, a do tego samochód mi nawalił w połowie drogi.
Widać szary poniedziałek nie sprzyjał nikomu. Cóż za piękny początek tygodnia. Michael przetarł włosy i dopiero wtedy zwrócił uwagę na mojego towarzysza.
– Zgaduję, że ty musisz być Brad.
– A ty pewnie Michael – odparł blondyn, wyciągając do chłopaka rękę. Uścisnęli sobie dłonie, po czym znowu zrobił się pomiędzy nimi dystans. Przyjrzałam się obojgu, nie rozumiejąc ich zachowania. Donośny dźwięk dzwonka przerwał dziwną chwilę przepełnioną ciszą pomiędzy naszą trójką.
– Idę na angielski – oznajmiłam i uśmiechnęłam się do obojga, zostawiając ich w tyle. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam, że Brad udał się w stronę schodów, a Michael zawrócił. Pokręciłam głową.
To zdecydowanie nie był dobry dzień.
W klasie Grace oznajmiła mi, że swoją marną ocenę z chemii poprawia w czwartek po lekcjach, więc nie będę musiała na nią czekać godzinę ani wracać na nogach, szczególnie, że pogoda była niepewna. Ustaliłyśmy jeszcze, że w piątek wieczorem wybierzemy się na koncert Michaela, który odbywa się w "The Blue Tiger", jedynym klubie w miasteczku. Był jeszcze jeden, ale bardziej obskurny i przeznaczony raczej dla starszych facetów, którzy wieczorami lubią sobie strzelić partyjkę bilarda czy pokera i napić się piwa z kolegami.
***
– Cześć, Kim – przywitałam rudowłosą, która wiązała sobie właśnie tenisówkę.
Siedziałyśmy w niemal pustej szatni, a Grace poszła sobie zrobić kucyka do łazienki, bo tam znajdowało się najbliższe lustro. Stwierdziłam, że to dobry moment, by zagadać koleżankę.
– O, hej. – Uśmiechnęła się płomiennie, a w jej lewym policzku zamajaczył dołek. Miała chochlikowatą twarz, co dodawało jej dziecięcego uroku. Nie dziwiłam się, że spodobała się Bradowi.
– Słuchaj, czy...
Nie bardzo wiedziałam, jak zacząć. Wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, jak rozegram tę rozmowę, bo wydawało mi się to oczywiste, ale gdy nadszedł jej czas, cała ta pewność wyparowała. W końcu jak miałam powiedzieć dziewczynie, którą znam tylko z wf'u, że spodobała się mojemu przyjacielowi? Mogłaby to uznać za podstęp albo głupi żart. Westchnęłam.
– Powiem prosto z mostu. Hmm, masz kogoś? Bo znam pewnego chłopaka, któremu bardzo się podobasz – mówiąc to, uśmiechnęłam się nieśmiało. Nie chciałam, żeby źle to odebrała, ale najwidoczniej jedynie ją to zaskoczyło.
– Nie, nie mam nikogo – odpowiedziała wysokim głosem, który idealnie pasował do jej wyglądu. – Naprawdę się komuś podobam? – Z jej twarzy wyczytałam szczere zdziwienie jak i zainteresowanie. Dziwne, ja bym raczej podchodziła do czegoś takiego sceptycznie, ale to dobrze, że ona nie jest tak podejrzliwa i nieufna. Przynajmniej w tym przypadku.
– Kojarzysz Brada Reed'a? Wydaje mi się, że tak, skoro byłaś u niego na imprezie – zaczęłam zagłębiać temat. Modliłam się w duchu, żeby dziewczyna była chociaż trochę zainteresowana moim przyjacielem, bo inaczej nie byłoby za ciekawie. I dla mnie i dla niego.
– Pewnie, że tak – oznajmiła pospiesznie. Zauważyłam w Kim pewną zmianę; uciekła wzrokiem i lekko się zmieszała. Mogło to oznaczać tylko jedno, co bardzo mnie cieszyło. – Pamiętam cię. Na początku chwilę stałaś z nami w grupce, a potem zniknęłaś.
Pokiwałam głową, ciesząc się, że dziewczyna kojarzy fakty.
– On też ci się podoba? – dopytywałam Kim, która chyba zrobiła się pewniejsza, przypominając sobie moją osobę z imprezy.
– Jest całkiem przystojny. – Rudowłosa prawie wyszeptała te słowa. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, widząc zakłopotanie na jej twarzy. Na domówce nie wydawała się tak nieśmiała, ale może teraz odnosiłam takie wrażenie, bo poruszyłam delikatny temat.
– A do tego jest przesympatyczny – skomplementowałam Brada, by dziewczyna nabrała do niego większej sympatii. – Kim, on bardzo chce się z tobą umówić, ale boi się zagadać. Czyli mogę go powoli naprowadzać, tak? Jesteś już sprawdzona, więc raczej nie zostanie odrzucony, czego się pewnie najbardziej obawiał.
– Oczywiście – ucieszyła się jeszcze bardziej. – Rozumiem, że mam nie wspominać mu przy ewentualnej rozmowie, że powiedziałaś mi o jego obawach?
– Z ust mi to wyjęłaś dziewczyno! – Obie się zaśmiałyśmy, ale ktoś postanowił przerwać ten szczególnie wesoły moment.
– Możemy porozmawiać? – Usłyszałam za plecami, więc odwróciłam się, by przyjrzeć się danej osobie. Zdziwiłam się, widząc Sam. Wyglądała tak jak zwykle, z mocnym makijażem i opiętą bluzką, tyle tylko, że włosy miała już spięte na lekcję. Pokiwałam głową i odeszłyśmy trochę na bok.
– Jak się czujesz? – spytała, a w jej głosie wyczułam przyjazną nutę.
Czy ja mam jakieś urojenia? Chyba musiało mi się coś pomylić...
– Nieźle. A ty?
– Jest spoko. – Pierwszy raz w życiu widziałam Sam z tak niepewną miną. Wydawało mi się, że nie wiedziała, jak dobrać poszczególne słowa. – Słuchaj, to było niemądre z twojej strony. Wtedy... na imprezie. Ale dziękuję. – Po długiej pauzie, jaką wcześniej zrobiła, te słowa wyrzuciła z siebie nadzwyczajnie szybko.
– Nie ma sprawy. – Zdobyłam się tylko na taką odpowiedź. Dziewczyna poprawiła kucyk i odeszła bez słowa.
***
Na lunchu usiadłam wraz z Michaelem, Deanem i Grace. Nie miałam szczególnej ochoty na posiłek, za to chłopaki obładowali się przeróżnym jedzeniem. Widząc ich zapełnione tace, nie mogłam powstrzymać śmiechu. Chciałam spytać, jak mieli zamiar to wszystko skonsumować na jednej, piętnastominutowej przerwie, ale Grace pierwsza zaczęła rozmowę.
– No więc za niedługo wakacje. Co planujemy?
– Od razu mówię ci Grace, że mój ojciec ma na głowie ślub, wesele i miesiąc miodowy. Nie mają chyba za bardzo czasu i pieniędzy na wakacje – wyznałam, markotniejąc. Nie spodziewałam się, że wakacje w tym roku będą wyglądały jak poprzednie, ale odpowiedź przyjaciółki mnie zaskoczyła.
– Spokojnie. Uprzedziłam mamę, więc ta wybiera się z chłopcami i tatą gdzieś dalej, a mnie pozwoliła samej decydować o swoich wakacjach. – W głosie blondynki dało się słyszeć podniecenie, a w brązowych oczach widziałam co chwilę dziwny błysk. – Myślałam, że wybierzemy się gdzieś razem. Macie jakieś pomysły? Gdzie jechać?
– Zacznijmy od tego, w jakim gronie? I czy wszyscy mogą? – odezwał się Dean. Spojrzałam na niego, ale miał typową dla siebie, wesołą minę. Zabrał się właśnie za odpakowywanie kanapki, która już na pierwszy rzut oka nie wydawała się smaczna. Dziwiłam się jego bezproblemowemu podejściu do tematu wyjazdu, bo trochę poznałam jego sytuację w domu, ale nie chciałam o nic pytać. Widocznie jakoś to sobie poukłada albo już to zrobił.
– Może Brad się z nami zabierze? – zaproponowałam, rozglądając się po stołówce.
Wyłapałam blond czuprynę po kilku sekundach, a przyjaciele powiedli za moim wzrokiem. Chłopak siedział przy stoliku sąsiadującym z dużym oknem wychodzącym na północ i plakatem szkolnej drużyny koszykarskiej. Był pogrążony w rozmowie z rudowłosą Kim. Po wf'ie, na którym ciężko mi było wykonywać jakiekolwiek ćwiczenia przez obolałe plecy, zagadnęłam przyjaciela, by opowiedzieć mu o rozmowie z Kim. Widać nie próżnował.
Michael, który do tej pory nic się nie odezwał na temat wyjazdu i jedynie trzymał mnie za rękę, lekko zesztywniał.
– Spiknął się z tą Kim, co? – zauważył Dean. – Ona też może jechać, to spoko dziewczyna.
– Mogę z nimi potem porozmawiać, jeżeli każdy się stąd zgadza – powiedziałam, po czym podążyłam wzrokiem po całej trójce, zatrzymując się na dłużej na moim chłopaku. Michael patrzył na mnie cały czas, a ja nie mogłam odgadnąć z jego miny, co miał oznaczać ten wzrok. Po chwili wzruszył ramionami i pocałował mnie we włosy. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na Grace.
– Czyli zakładając, że Kim i Brad się zgodzą, jedziemy w szóstkę, tak? – Grace podsumowała, bo nikt długo nie przerywał ciszy, która zapadła.
– Tak. – Po raz pierwszy w tej dyskusji odezwał się Michael. Gdy przyjrzałam się jego twarzy, dalej nic się w niej nie zmieniło. Ta sama neutralność, co poprzednio.
– No to trzeba się teraz zastanawiać nad miejscem – oznajmił Dean, klaskając w ręce.
– Ale przecież trzeba dogadać się również z nimi! – zaprotestowała szybko Grace, unosząc ręce w geście sprzeciwu. Jej chłopak zaoferował, że po nich pójdzie i już go nie było. Potem przez moment obserwowaliśmy w trójkę, jak chłopak siada koło Brada i Kim i rzetelnie im coś tłumaczy, uśmiechając się przy tym zawadiacko. Kim spojrzała na Brada, a on na nią i wzruszyła ramionami. Z tej odległości mogłam dostrzec, że się uśmiechała, co świadczyło o tym, że propozycja prawdopodobnie się jej spodobała.
– Cześć – rzuciła Kim, kiedy po chwili w trójkę podeszli do naszego stolika. Dean zajął swoje poprzednie miejsce obok Grace.
– Hej, Kim – odpowiedziałam z uśmiechem. – Brad – dodałam, kiedy chłopak wciąż stał sztywno i spojrzałam na niego znacząco. Od razu zauważył moje spojrzenie i jego ramiona lekko opadły, a twarz przybrała pogodny wyraz.
– Siema – przywitał się z resztą. – Dean wspominał coś o jakimś wypadzie w wakacje. Wchodzę w to.
– Myślę, że będzie fajnie – dodała z uśmiechem Kim, jednak po chwili na twarz wkradło jej się lekkie zakłopotanie. – Ale gdzie mamy zamiar się wybrać? Mój budżet na te wakacje nie jest zbyt obszerny. Przepraszam, oczywiście, jeżeli popsuje to wam jakieś plany. Jak planowaliście coś takiego, to nic się nie stanie, mogę nie jechać.
– Nie ma sprawy, Kim – uspokoiłam rudą – mój tato ma wesele. Czuję, że mój budżet będzie bardzo zbliżony do twojego. – Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie.
Nagle wstał Michael, a jego dłoń wyślizgnęła się niespodziewanie z mojej przez to, że byłam skupiona na Kimberly. Nie wiedziałam, dlaczego się zerwał, bo z jego twarzy nic nie mogłam wywnioskować, a jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, co powiedział.
– Grace – zaczął – rozmowa w cztery oczy?
– Pewnie. – Przyjaciółka wstała i odeszli razem na bezpieczną odległość. Widać było, że nie miała pojęcia, o co może chodzić ciemnowłosemu. Wydawało mi się, że Michael po prostu nie chciał, żebym coś usłyszała. Mimo wszystko potrafiłam wyczytać emocje z twarzy przyjaciółki, bo Michael był do mnie odwrócony tyłem.
Najpierw zdziwienie, które ustąpiło miejsca podejrzliwości i ciekawości (dziewczyna zmrużyła oczy i lekko przekręciła głowę na bok), a na koniec szeroko się uśmiechnęła i odpowiedziała coś Michaelowi. Widać było po niej, że to, co oznajmił mój chłopak, bardzo ją ucieszyło i wcale się z tym nie ukrywała. Zżerała mnie ciekawość, ale starałam się tego nie ukazywać. Zaczęłam bawić się kartonikiem z sokiem pomarańczowym w środku, gdy poczułam dłoń Michaela na mojej talii. Nie spojrzałam jednak na niego, by nie wyczytał z mojej twarzy, jak bardzo byłam ciekawa, o czym minutę wcześniej rozmawiał z Grace.
Blondynka zaczęła snuć różne pomysły dotyczące miejsca wyjazdu i wkrótce potem zawtórowała jej Kim. Brad i Dean słuchali ich uważnie, ale nie byli aż tak przejęci jak one dwie, czasami tylko coś dopowiadali lub kiwali głowami. Nie skupiłam się jednak na słowach, które cała czwórka wymieniała pomiędzy sobą, bo całą uwagę poświęciłam Michaelowi. Nie mogłam już dłużej wytrzymać, tak mnie korciło, żeby zapytać go o tę rozmowę z Grace.
– O co chodziło?
– Nic, nieważne – odpowiedział z obojętnością. Już otworzyłam usta, by spróbować to z niego wyciągnąć, ale Grace pozbawiła mnie tej okazji, głośno odchrząkając i wszyscy zwrócili na nią uwagę.
– No więc tak – zaczęła podekscytowana. Kątem oka zauważyłam, że Michael bardzo uważnie przygląda się przyjaciółce. – Kim zaproponowała morze, a ja podzielam jej zdanie. Brad również nie ma nic przeciwko, tylko oczywiście Deanowi coś nie pasuje.
– Wolałbym klimaty gór – usprawiedliwił się z grymasem.
– Mówiłam ci, że w góry to sobie jedź sam, chyba że namówisz Michaela. To wakacje, trzeba się zrelaksować i wybawić! – oburzyła się Grace, na co chłopak wywrócił oczami i zatkał sobie uszy. Prawie leżał na stoliku.
– Już to słyszałem. Cicho.
Teraz to dziewczyna zrobiła sceptyczną minę, ale zaraz wróciło jej pierwotne podekscytowanie.
– Znam parę fajnych miejsc, gdzie są domki letniskowe zaraz na plaży, całkiem niedrogo. Więc?
– Może być fajnie – zgodził się Michael.
Byłam załamana. Mogłam się tego spodziewać. Przecież wyjazdy nad morze to jedne z najpopularniejszych form spędzania czasu w wakacje. Ale przecież przyjaciółka dobrze wiedziała, że w takich kwestiach podzielałam gust Deana. Morze mnie najzwyczajniej nie kręciło. Jednak widząc, jaka była zgodność w całej paczce, po co miałam ich zawodzić tym, że mi takie rozwiązanie nie pasuje?
– Spoko – wydukałam, sztucznie się uśmiechając. Michael pocałował mnie w policzek, a Grace rozpromieniła się jeszcze bardziej.
W tym momencie zabrzmiał dzwonek.
***
Po powrocie ze szkoły zastałam wszystkich w kuchni. Maddie na stole kuchennym rysowała coś, co z daleka przypominało łąkę z kwiatami. Megan myła naczynia, a ojciec jadł placka ziemniaczanego ze śmietaną.
Kiedy ja też się posiliłam, pojechaliśmy do miasta, żeby poszukać ładnych zaproszeń. Nie od razu udało nam się coś wybrać - każdemu podobało się co innego. Ale, o dziwo, to na zaproszenie wyłowione przez małą Maddie się zdecydowaliśmy. Wyglądało dość prosto, ale przecież nie oczekiwaliśmy nie wiadomo jakich urozmaiceń - tata powiedział to na wstępie, jeszcze przed wyjściem z domu.
Na początku nie byłam chętna, ale gdy patrzyłam, jak siostrzyczka biega uradowana po sklepach i wyciąga przeróżne kartki, po moim ciele rozlewało się ciepło i zapomniałam o tym, jak zawiedli mnie moi przyjaciele planami na wakacje.
Zaproszenie było w kolorze białym, składane na trzy części w kształcie koperty. Wykonane z grubego papieru wizytówkowego i wykończone na dole zewnętrznej strony zaproszenia lśniącą perłowo-białą tasiemką, na której środku znajdowała się przepiękna, równie lśniąca, w takim samym odcieniu kokardka.
Megan zachwyciła się kartką i uścisnęła dziewczynkę, a ja poklepałam ją po główce. Gdy już ojciec razem z narzeczoną ustalili z właścicielką przedsiębiorstwa, jaka czcionka ma być użyta do wykonania napisów na wewnętrznej stronie zaproszenia, udaliśmy się do domu. Musieli jeszcze parę razy odwiedzić to miejsce w najbliższym czasie, żeby omówić, co będzie zawarte w zaproszeniu, na kiedy ma być gotowe, ile sztuk mają zamówić i inne szczegóły, na szczęście nie była potrzebna już do tego obecność moja i siostry.
Reszta tygodnia minęła bardzo szybko.
Następnego dnia na lunchu w szkole omawiali wyjazd, ale ja nie miałam ochoty się w to zagłębiać, dlatego poinformowałam paczkę, że pójdę pouczyć się pod klasę. Kim z Grace bardzo do siebie zbliżyło to planowanie wakacji, a i chłopcy lepiej się poznali i kontakty wszystkich wyglądały bardzo poprawnie.
W późniejszych dniach dużo się uczyłam, bo do ostatecznego wystawiania stopni pozostały dwa tygodnie, więc musiałam się brać za przedmioty, z których oceny mi się wahały. Pewnego wieczoru, siedząc nad hiszpańskim, zdałam sobie sprawę, że Brad, Michael, Dean, Kim, a nawet Sam wychodzą i kończą szkołę, kiedy to ja z Grace będziemy musiały tkwić w niej jeszcze rok. Przez te przemyślenia nie miałam za dobrego humoru, bo wiedziałam, że Michael wyjedzie do college'u, ale nie chciałam jeszcze o tym z nim rozmawiać.
W pierwszą miesięcznice moją i Michaela, która odbyła się następnego dnia po jego rewelacyjnym koncercie w "The Blue Tiger", tylko we dwoje udaliśmy się do parku na piknik i przeleżeliśmy na kocu prawie całą noc, gdy nagle zaczęło padać. Prędko zaczęliśmy zbierać wszystkie rzeczy do samochodu. Przez to sprzątanie byłam cała mokra, ale Michael miał w aucie bluzę, więc mi ją oddał. Z włosów kapały mi strużki wody, a gdy tylko wsiedliśmy do auta i automatycznie zapaliło się małe światełko rozjaśniające mrok, chłopak zaczął się głośno śmiać. Naburmuszyłam się teatralnie jak małe dziecko, ponieważ zobaczyłam w lusterku, że cały tusz mi się rozmazał. Po chwili się opanował i założył mi kaptur na głowę, który był tak wielki, że zmieściłyby się w nim głowy dwóch osób, po czym rozczochrał mi włosy jeszcze bardziej, niż były wcześniej. Myślałam, że go zaraz uduszę, ale nagle jego dłoń zjechała z kaptura na policzek, a następnie pod prawe oko. Otarł mi ślad tuszu jednym krótkim gestem i powtórzył ruch pod drugim okiem.
– Jesteś piękna – powiedział, unosząc kącik ust do góry. Tego wieczoru usłyszałam, że mnie kochał, chyba ze sto razy, a jednak dalej mi się to nie znudziło i wątpiłam, że kiedykolwiek tak się stanie.
Rok szkolny kończył się dwudziestego drugiego czerwca. Wyjazd zaplanowali na dwudziestego siódmego, bo dopiero wtedy ponoć mogli nam udostępnić domek. Tyle wiedziałam na temat naszych wakacji, bo nie interesowałam się niczym więcej, ze względu na miejsce pobytu. Nie chciałam być wybredna, ale gdy słyszałam, jak rozprawiali o piasku, który zapewne będzie parzyć w stopy po pierwszym kontakcie i o cudownej wodzie, która w rzeczywistości w morzu jest lodowata i pełna glonów, nie wyjawiałam takiego entuzjazmu jak Grace czy Kim. A że nie chciałam kogokolwiek urazić, trzymałam się na uboczu. Ojcu nie spodobał się termin, bo bardzo chciał, żebym swoje osiemnaste urodziny spędziła w domu, ale mógł się spodziewać, że nie pójdzie po jego myśli.
Bal końcowy odbył się dziewiętnastego czerwca, trzy dni przed zakończeniem roku szkolnego. Było naprawdę cudownie. Ciągle tańczyliśmy, było mnóstwo śmiechu, a jedzenie i poncz były rewelacyjne. Sukienka idealnie podkreślała mi moją figurę. Była błękitna, bez rękawów, na karczku, odcięta pod biustem z rozkloszowanym dołem. Największą ozdobą całej kreacji był modny, przedłużany tył. Włosy rozpuściłam i idealnie wyprostowałam. Grace prezentowała się równie elegancko. Miała sukienkę typu bombka w kolorze krwistej czerwieni, bez ramion. Przy okazji podkreślała smukłe i szczupłe nogi Grace. Dziewczyna prezentowała się olśniewająco, a siateczka w stylu "Calineczki" fantastycznie ozdabiała dół sukienki. Rozszerzana ku dołowi bombka efektownie prezentowała się podczas tańca, mimo że samej Grace nie szło najlepiej, ponieważ ubrała wysokie srebrne szpilki. Jej blond włosy były poskręcane w loczki, tak że bezpośrednio nie dosięgały teraz nawet ramion. Michael był ubrany w jasnoniebieską koszulę, którą włożył luźno do czarnych spodni od garnituru. Dean był ubrany podobnie, ale jego koszula miała kremowy odcień. Brad przybył na ten bal z Kim. Dziewczyna była ubrana w krótką, złotą sukienkę midi bez rękawów, wyszywaną milionami cekinów, tworzących ,,rybią łuskę". Jej ognisto czerwone włosy były kręcone i spięte w luźny kok, odsłaniając ramiona. Brad prezentował się równie elegancko, ubrany bardzo prosto w białą koszulę z podwiniętymi rękawami do łokci i szarymi spodniami od garnituru. Było bardzo gorąco, dlatego żaden z chłopaków nie posiadał marynarki, a dziewczyny nie zaopatrzyły się w żakiety, jedynie nieliczne z nich posiadały lekkie bolerka. Podczas tegorocznego balu nic ciekawego się nie wydarzyło, wszyscy się po prostu dobrze bawili.
W dniu zakończenia roku szkolnego była równie piękna pogoda, co dziewiętnastego czerwca. Obie z Grace otrzymałyśmy naprawdę niezłe świadectwa, ale reszta paczki znacznie odstawała. Jedynie Brad miał średnią niewiele niższą od nas dwóch.
On jak i Kim, Michael i Dean skończyli szkołę. Naprawdę. Nie wyobrażałam sobie, co będzie po wakacjach. Nie chciałam myśleć o tym, że we wrześniu nie spotkam na korytarzu roześmianego Deana, że na wf'ie nie będę się z nikim kłócić, bo Sam zniknie, a szczególnie nie wiedziałam, jak to będzie bez porannego buziaka przed klasą, obejmowania w talii z zaskoczenia i tych zielonych, przenikliwych oczu mojego Michaela.
Nadszedł dwudziesty siódmy czerwca.
W późniejszych dniach dużo się uczyłam, bo do ostatecznego wystawiania stopni pozostały dwa tygodnie, więc musiałam się brać za przedmioty, z których oceny mi się wahały. Pewnego wieczoru, siedząc nad hiszpańskim, zdałam sobie sprawę, że Brad, Michael, Dean, Kim, a nawet Sam wychodzą i kończą szkołę, kiedy to ja z Grace będziemy musiały tkwić w niej jeszcze rok. Przez te przemyślenia nie miałam za dobrego humoru, bo wiedziałam, że Michael wyjedzie do college'u, ale nie chciałam jeszcze o tym z nim rozmawiać.
W pierwszą miesięcznice moją i Michaela, która odbyła się następnego dnia po jego rewelacyjnym koncercie w "The Blue Tiger", tylko we dwoje udaliśmy się do parku na piknik i przeleżeliśmy na kocu prawie całą noc, gdy nagle zaczęło padać. Prędko zaczęliśmy zbierać wszystkie rzeczy do samochodu. Przez to sprzątanie byłam cała mokra, ale Michael miał w aucie bluzę, więc mi ją oddał. Z włosów kapały mi strużki wody, a gdy tylko wsiedliśmy do auta i automatycznie zapaliło się małe światełko rozjaśniające mrok, chłopak zaczął się głośno śmiać. Naburmuszyłam się teatralnie jak małe dziecko, ponieważ zobaczyłam w lusterku, że cały tusz mi się rozmazał. Po chwili się opanował i założył mi kaptur na głowę, który był tak wielki, że zmieściłyby się w nim głowy dwóch osób, po czym rozczochrał mi włosy jeszcze bardziej, niż były wcześniej. Myślałam, że go zaraz uduszę, ale nagle jego dłoń zjechała z kaptura na policzek, a następnie pod prawe oko. Otarł mi ślad tuszu jednym krótkim gestem i powtórzył ruch pod drugim okiem.
– Jesteś piękna – powiedział, unosząc kącik ust do góry. Tego wieczoru usłyszałam, że mnie kochał, chyba ze sto razy, a jednak dalej mi się to nie znudziło i wątpiłam, że kiedykolwiek tak się stanie.
Rok szkolny kończył się dwudziestego drugiego czerwca. Wyjazd zaplanowali na dwudziestego siódmego, bo dopiero wtedy ponoć mogli nam udostępnić domek. Tyle wiedziałam na temat naszych wakacji, bo nie interesowałam się niczym więcej, ze względu na miejsce pobytu. Nie chciałam być wybredna, ale gdy słyszałam, jak rozprawiali o piasku, który zapewne będzie parzyć w stopy po pierwszym kontakcie i o cudownej wodzie, która w rzeczywistości w morzu jest lodowata i pełna glonów, nie wyjawiałam takiego entuzjazmu jak Grace czy Kim. A że nie chciałam kogokolwiek urazić, trzymałam się na uboczu. Ojcu nie spodobał się termin, bo bardzo chciał, żebym swoje osiemnaste urodziny spędziła w domu, ale mógł się spodziewać, że nie pójdzie po jego myśli.
Bal końcowy odbył się dziewiętnastego czerwca, trzy dni przed zakończeniem roku szkolnego. Było naprawdę cudownie. Ciągle tańczyliśmy, było mnóstwo śmiechu, a jedzenie i poncz były rewelacyjne. Sukienka idealnie podkreślała mi moją figurę. Była błękitna, bez rękawów, na karczku, odcięta pod biustem z rozkloszowanym dołem. Największą ozdobą całej kreacji był modny, przedłużany tył. Włosy rozpuściłam i idealnie wyprostowałam. Grace prezentowała się równie elegancko. Miała sukienkę typu bombka w kolorze krwistej czerwieni, bez ramion. Przy okazji podkreślała smukłe i szczupłe nogi Grace. Dziewczyna prezentowała się olśniewająco, a siateczka w stylu "Calineczki" fantastycznie ozdabiała dół sukienki. Rozszerzana ku dołowi bombka efektownie prezentowała się podczas tańca, mimo że samej Grace nie szło najlepiej, ponieważ ubrała wysokie srebrne szpilki. Jej blond włosy były poskręcane w loczki, tak że bezpośrednio nie dosięgały teraz nawet ramion. Michael był ubrany w jasnoniebieską koszulę, którą włożył luźno do czarnych spodni od garnituru. Dean był ubrany podobnie, ale jego koszula miała kremowy odcień. Brad przybył na ten bal z Kim. Dziewczyna była ubrana w krótką, złotą sukienkę midi bez rękawów, wyszywaną milionami cekinów, tworzących ,,rybią łuskę". Jej ognisto czerwone włosy były kręcone i spięte w luźny kok, odsłaniając ramiona. Brad prezentował się równie elegancko, ubrany bardzo prosto w białą koszulę z podwiniętymi rękawami do łokci i szarymi spodniami od garnituru. Było bardzo gorąco, dlatego żaden z chłopaków nie posiadał marynarki, a dziewczyny nie zaopatrzyły się w żakiety, jedynie nieliczne z nich posiadały lekkie bolerka. Podczas tegorocznego balu nic ciekawego się nie wydarzyło, wszyscy się po prostu dobrze bawili.
W dniu zakończenia roku szkolnego była równie piękna pogoda, co dziewiętnastego czerwca. Obie z Grace otrzymałyśmy naprawdę niezłe świadectwa, ale reszta paczki znacznie odstawała. Jedynie Brad miał średnią niewiele niższą od nas dwóch.
On jak i Kim, Michael i Dean skończyli szkołę. Naprawdę. Nie wyobrażałam sobie, co będzie po wakacjach. Nie chciałam myśleć o tym, że we wrześniu nie spotkam na korytarzu roześmianego Deana, że na wf'ie nie będę się z nikim kłócić, bo Sam zniknie, a szczególnie nie wiedziałam, jak to będzie bez porannego buziaka przed klasą, obejmowania w talii z zaskoczenia i tych zielonych, przenikliwych oczu mojego Michaela.
***
Nadszedł dwudziesty siódmy czerwca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz