- Jestem przy tobie, nie bój się. Wszystko jest już dobrze - mówił do mnie. Uśmiechnęłam się do niego, a przynajmniej starałam. Zaśmiał się żartobliwie z moich poczynań. Słyszałam głosy innych ludzi, w tym Grace i Deana oraz jego siostry.
- Możesz postawić mnie na ziemię? Nie chcę wywoływać sensacji - poprosiłam już w miarę pewnie, odzyskując świadomość. Dziwne uczucie w brzuchu wywołane traumatycznym wydarzeniem trochę zelżało.
- Nie uważasz, że trochę na to za późno? - Znowu się zaśmiał, nie zwracając uwagi na moją minę, która kwestionowała jego żarty, ale posłuchał. Trochę spoważniał i zapytał: - Wszystko w porządku?
- Tak, chyba tak - odparłam krótko, nie chcąc się wdawać w szczegóły moich dolegliwości.
- Tak, chyba tak - odparłam krótko, nie chcąc się wdawać w szczegóły moich dolegliwości.
- Nic ci nie jest!? - spytała zaniepokojona Grace, odrywając moje spojrzenie od Michaela.
- Chyba żyję - zażartowałam, ale dziewczyny to ani trochę nie rozbawiło.
- To nie jest śmieszne, mogłaś zginąć! - okrzyczała mnie.
- Ale żyję, Grace - odpowiedziałam jej spokojnie. Żeby rozładować sytuację, posłałam jej jak najbardziej szczery uśmiech. Na szczęście przyjaciółka go odwzajemniła. Rozglądnęłam się mimowolnie dookoła.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, co się dzieje. Chłopak (niezbyt miły dla mnie chłopak, tak warto dodać), o którego Sam jest zazdrosna, niedawno po raz drugi uratował mi życie, a właśnie w tym momencie mnie obejmował, martwiąc się o mój stan. O mnie całą. Chłopak, którego przecież wcale nie znałam i nie lubiłam.
- Bardzo przepraszam, nie wiem, jakim cudem się to stało! - Przybiegł do nas kierownik karuzeli. Na jego twarzy malowały się strach i wstyd. Gdy zobaczył, że jestem w jednym kawałku, wyraźnie odetchnął z ulgą, jednak wciąż pozostawał przerażony.
- Następnym razem uważniej sprawdzaj zabezpieczenia! - warknął na niego Michael.
Pomógł mi usiąść, wciąż nie przestając mnie do siebie przytulać, chociaż tak naprawdę już w pełni mogłam sobie radzić sama. Problem w tym, że nie chciałam. Chciałam, żeby mnie obejmował. Chciałam, żeby był obok, opiekował się mną.
Pomógł mi usiąść, wciąż nie przestając mnie do siebie przytulać, chociaż tak naprawdę już w pełni mogłam sobie radzić sama. Problem w tym, że nie chciałam. Chciałam, żeby mnie obejmował. Chciałam, żeby był obok, opiekował się mną.
Właśnie teraz.
Właśnie on.
- Na pewno wszystko w porządku? - spytał zakłopotany Charles, wyrywając mnie z zamyśleń. - Dzwonić po karetkę? Straż? Bo po policję wolałbym nie...
- A co, to nie byłby twój pierwszy raz? - Znowu naskoczył na niego ciemnowłosy.
- Ej, spokojnie. Nic mi nie jest. Nigdzie nie dzwońcie. - Próbowałam zapanować nad sytuacją, łapiąc Michaela delikatnie za rękę, żeby się rozluźnił. Chłopak spojrzał na mnie nieodgadnionym wzrokiem i uścisnął mi lekko dłoń. Dziwny gest.
Delikatnie rozdzieliłam nasze ręce i spojrzałam na przyjaciółkę. Grace zajęła miejsce koło mnie, a obok niej usiadła Emily. Dean stanął za ławką, nieznacznie opierając ręce na ramionach dziewczyn.
- Po prostu odpędźcie ten tłum - poprosiłam błagalnie ochrypłym głosem. Tyle ludzi zebrało się wokoło naszej piątki, że znowu zaczynałam odpływać, ale tym razem z braku prywatności i tlenu.
Nagle przyszła mi pewna myśl do głowy. Gdzie w tym momencie jest Sam z resztą?
- Zabiorę cię stąd. Ludzie łatwo sami nie odejdą. - Michael wstał, podając mi ponownie dłoń. Podałam mu ją, a on pociągnął mnie lekko w górę, po czym znowu objął mnie ramieniem. Pewnie musiałam wyglądać szkaradnie i mimowolnie prychnęłam pod nosem. Michael, ku mojemu zdziwieniu, to usłyszał.
- Co jest? - spytał ze ściągniętymi brwiami.
- Co ty taki opiekuńczy? Myślałam, że mnie nie znosisz - palnęłam pierwsze lepsze, co mi przyszło na myśl i delikatnie się od niego odsunęłam.
- Przestań.
- Przestać co?
- Zachowywać się tak dziecinnie.
- Dziecinnie?! - oburzyłam się, ale chłopak już nie zwracał na mnie uwagi.
- To ostatni raz, kiedy ci to uchodzi płazem - zwrócił się do Charlesa.
- Jeszcze raz przepraszam, nie miałem pojęcia... - Kierownik znowu zaczął się tłumaczyć.
- Dość - powiedziałam. Miałam tego po dziurki w nosie. - Zapominamy o sprawie. Do widzenia - mówiąc to, spojrzałam znacząco na Michaela.
- Chodźmy - powiedział i ruszyliśmy drogą w stronę parkingu. Z daleka dochodziły mnie dźwięki wydawane przez instrumenty na scenie. Ludzie nareszcie się od nas odczepili. Wkrótce mieliśmy już spokój i mogliśmy w miarę normalnie porozmawiać. Michael spojrzał na moją przyjaciółkę.
- Hej. Grace, tak? Możesz mi ją już zostawić. Nic jej nie grozi. Odwiozę ją.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Skąd wiesz, że chce gdzieś z tobą jechać?!
- Poza tym powiedziała ojcu, że zostaję u mnie na noc - dodała moja zakłopotana koleżanka.
- To nic. Wezmę ją do siebie, a rano odstawię pod twój dom.
- Ale ja nie chcę! - oburzyłam się.
- Muszę z tobą pogadać. - Michael nie musiał bardzo nalegać, bo jego spojrzenie mnie paraliżowało i w pewnym sensie miałam wielką ochotę spędzić z nim trochę czasu, dlatego tylko pokiwałam głową.
- Jesteś pewna? - Moja przyjaciółka nie odpuszczała.
- T-tak... - wyjąkałam - idź się bawić. Wszystko będzie w porządku. Czuję się świetnie - powiedziałam z uśmiechem do Grace. - Weź Deana i Emily i idźcie na koncert. Będziemy w kontakcie, powiesz mi jak tam zakończenie imprezy - zachęciłam dziewczynę.
- Trzymaj się - powiedziała zatroskana przyjaciółka. Emily oddała mi torebkę z poważnym i wciąż trochę przerażonym wyrazem twarzy. Grace mnie przytuliła, a już po chwili szła za rękę z chłopakiem swoich marzeń, co chwila obracając się i patrząc w moją stronę.
- Chodź. - Michael powiedziawszy to, złapał mnie za rękę.
Szliśmy tak kilka minut w milczeniu, gdy nagle stanęłam, coś sobie uświadamiając.
- Co znowu? - spytał z poirytowaniem. Pewnie podejrzewał, że zacznę tupać nogami i będę protestować.
- Dziękuję - wypowiedziałam zamiast tego. - Już drugi raz uratowałeś mi życie. Ale dzisiaj… Dzisiaj to było coś niesamowitego. Godne podziwu. Bardzo ci dziękuję. Gdyby nie twoja pomoc... - Nie mogłam wypowiedzieć już ani jednego słowa. Łzy ponownie stanęły mi w oczach.
Michael spodziewał się chyba zupełnie czego innego, bo wyglądał na zdezorientowanego. Następnie zrobił coś, czego ani trochę bym się nie spodziewała - przytulił mnie do siebie. Czułam się nieswojo w tym uścisku, myśląc o tym, że ten chłopak przecież przyjaźni się z Sam! A może nawet coś więcej...
Michael spodziewał się chyba zupełnie czego innego, bo wyglądał na zdezorientowanego. Następnie zrobił coś, czego ani trochę bym się nie spodziewała - przytulił mnie do siebie. Czułam się nieswojo w tym uścisku, myśląc o tym, że ten chłopak przecież przyjaźni się z Sam! A może nawet coś więcej...
- Nie przejmuj się, już jest okej - pocieszał mnie, ale ja wyrwałam się z jego uścisku, ocierając oczy. Nie miałam zamiaru się rozpłakać.
- Co miało oznaczać, że mnie odwieziesz? I co z twoimi znajomymi? A Sam? Ona mi nie odpuści… - zaczęłam zarzucać go pytaniami bez ładu i składu. Chłopak tylko cicho zachichotał, ale tak uroczo, że od razu odechciało mi się kontynuować swój wywód. Zamknęłam buzię i zacisnęłam usta w cienką kreskę.
- Przyjechaliśmy dwoma autami, zmieszczą się do jednego. Sam się nie przejmuj, wytłumaczę jej wszystko. Chodźmy do auta, bo zamarzniesz.
Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, że trzęsę się z zimna. Po kilku minutach dotarliśmy do jego samochodu. Był to srebrny cadillac, bardzo luksusowy i zapewne drogi. Pomógł mi wsiąść na tylne siedzenie i, ku mojemu zdziwieniu, nie zajął miejsca kierowcy. Otworzył tylko drzwi, żeby zapalić silnik. Domyśliłam się, że zrobił to dlatego, żeby ogrzewanie mogło działać. Wsiadł na tył, zamykając za sobą drzwi.
Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, że trzęsę się z zimna. Po kilku minutach dotarliśmy do jego samochodu. Był to srebrny cadillac, bardzo luksusowy i zapewne drogi. Pomógł mi wsiąść na tylne siedzenie i, ku mojemu zdziwieniu, nie zajął miejsca kierowcy. Otworzył tylko drzwi, żeby zapalić silnik. Domyśliłam się, że zrobił to dlatego, żeby ogrzewanie mogło działać. Wsiadł na tył, zamykając za sobą drzwi.
- Chodź się przytul, będzie ci cieplej - zachęcił mnie. Bez jakiegokolwiek sprzeciwu zbliżyłam się do niego i oparłam głowę o jego ramię, a on mnie nim otoczył.
- Po co to wszystko? - Zapytałam go po chwili milczenia.
- O co ci chodzi? - Znowu go zaskoczyłam.
- Nawet mnie nie znasz, a drugi raz ratujesz mi życie, ułatwiasz mi je i opiekujesz się mną, a ja w tym momencie przytulam się do ciebie w twoim aucie. O co tu chodzi, hm? Nie wiem jak mam to wszystko rozumieć, nie wiem co myśleć. Przecież nawet mnie nie lubisz… - Ale nie mogłam dokończyć, bo Michael przerwał mi, przykładając swój palec do moich ust.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie i nie przerywaj. Wiem, że to wydaję się być dziwne, ale po prostu… - Zamyślił się na chwilę. - Kiedy wtedy popchnąłem cię niechcący w kolejce, zachowałem się jak dupek. Najlepsze jest to, że nigdy nie miałem po czymś takim poczucia winy. Stało się, to się stało. Wtedy jednak zrobiło mi się dziwnie głupio... - Słuchałam go uważnie, starając się wszystko dokładnie zrozumieć. - Następnie to przypadkowe spotkanie w pizzerii. Kiedy tam wszedłem i cię zobaczyłem, od razu zacząłem się zastanawiać, jak cię przeprosić. Właściwie nic takiego, a jak potrafi człowieka męczyć, no nie? I to do tego takiego jak ja. Pamiętasz, jak mówiłem ci, że uchodzę za dupka? To prawda. Jestem strasznym frajerem, szczególnie wobec dziewczyn. Ale pewnie już to wiesz, po tym zachowaniu w szkole... Wrócę do tego zaraz. - Potrząsnął głową, jakby chcąc wrócić na właściwy tor rozmowy. - Wtedy w pizzerii wahałem się, czy podejść czy nie. Wtem twoja koleżanka uświadomiła mi, wychodząc do łazienki, że to moja jedyna szansa. I, że albo ją wykorzystam, albo już nigdy nie będę miał okazji cię przeprosić. Więc to zrobiłem. - Zamilkł na chwilę.
Wpatrywaliśmy się w siebie jak zahipnotyzowani. Przeniosłam głowę na jego kolana i wygodnie ułożyłam się na reszcie siedzeń. Patrzyłam na niego, a on delikatnie głaskał mnie po włosach. Bardzo dziwnie się czułam, bo jego zielone oczy wprawiały mnie w zakłopotanie. Po krótkiej chwili wrócił do swojej wypowiedzi.
- Czułem się nareszcie dobrze, bo to z siebie wyrzuciłem. Myślałem, że już nigdy nie będę miał z tobą do czynienia, co, rzecz jasna, nie radowało mnie zbytnio, ale takie życie. Potem to spotkanie w sklepie. Wiesz, jak zacząłem się martwić, kiedy tylko ty z siostrą nie wyszłyście? Myślałem, że coś wam się stało. Tobie. To samo się we mnie odezwało. Musiałem po ciebie iść, znaleźć cię. Gdyby nie twój telefon, szukałbym pewnie jeszcze długo, a wtedy ogień mógłby się znacznie bardziej rozprzestrzenić. Gdy w końcu was znalazłem, odetchnąłem z ulgą. Jak wróciłem do domu, nie mogłem o tobie zapomnieć. - Pogłaskał mnie po policzku. - W szkole znowu założyłem maskę dupka i idioty, który potrafi się tylko nabijać z innych, a dziewczynami bawić. Kiedy na mnie spojrzałaś wtedy na przerwie poczułem, że muszę iść z tobą porozmawiać, ale Sam przerwała mi rozmyślania na ten temat. I przepraszam za to moje bezczelne zachowanie, po prostu... taki już jestem. Znaczy, za takiego mnie mają. - Skrzywił się. - Pamiętam, jak potem na ciebie nadawała, ale nie mogłem się wydać, chociaż miałem ochotę odwrócić się i odejść, uprzednio jej wygarniając. Dzisiaj kolejny przypadek, że byliśmy w tej samej turze na karuzeli, ale usiadłem koło ciebie specjalnie. Sam prosiła, wręcz błagała, żebym poszedł z nią, bo będzie się bała, ale poszedłem na miejsce wolne koło ciebie. - Skrzywiłam się, przypominając sobie moje zachowanie.
- Ja... - zaczęłam, ale Michael pokręcił głową.
- Nie zaskoczyłaś mnie, spodziewałem się, że będziesz na mnie zła. Potem to, co się wydarzyło na tej maszynie… - Głos mu się urwał. Zaczął na nowo po niecałej minucie. Słuchałam go coraz bardziej nim oczarowana. - To samo się we mnie odezwało, co w markecie, po prostu... Nie wiem, co mam robić. Wiem tylko, że chcę cię lepiej poznać, chcę spędzać z tobą czas, chcę...
Wpatrywaliśmy się w siebie jak zahipnotyzowani. Przeniosłam głowę na jego kolana i wygodnie ułożyłam się na reszcie siedzeń. Patrzyłam na niego, a on delikatnie głaskał mnie po włosach. Bardzo dziwnie się czułam, bo jego zielone oczy wprawiały mnie w zakłopotanie. Po krótkiej chwili wrócił do swojej wypowiedzi.
- Czułem się nareszcie dobrze, bo to z siebie wyrzuciłem. Myślałem, że już nigdy nie będę miał z tobą do czynienia, co, rzecz jasna, nie radowało mnie zbytnio, ale takie życie. Potem to spotkanie w sklepie. Wiesz, jak zacząłem się martwić, kiedy tylko ty z siostrą nie wyszłyście? Myślałem, że coś wam się stało. Tobie. To samo się we mnie odezwało. Musiałem po ciebie iść, znaleźć cię. Gdyby nie twój telefon, szukałbym pewnie jeszcze długo, a wtedy ogień mógłby się znacznie bardziej rozprzestrzenić. Gdy w końcu was znalazłem, odetchnąłem z ulgą. Jak wróciłem do domu, nie mogłem o tobie zapomnieć. - Pogłaskał mnie po policzku. - W szkole znowu założyłem maskę dupka i idioty, który potrafi się tylko nabijać z innych, a dziewczynami bawić. Kiedy na mnie spojrzałaś wtedy na przerwie poczułem, że muszę iść z tobą porozmawiać, ale Sam przerwała mi rozmyślania na ten temat. I przepraszam za to moje bezczelne zachowanie, po prostu... taki już jestem. Znaczy, za takiego mnie mają. - Skrzywił się. - Pamiętam, jak potem na ciebie nadawała, ale nie mogłem się wydać, chociaż miałem ochotę odwrócić się i odejść, uprzednio jej wygarniając. Dzisiaj kolejny przypadek, że byliśmy w tej samej turze na karuzeli, ale usiadłem koło ciebie specjalnie. Sam prosiła, wręcz błagała, żebym poszedł z nią, bo będzie się bała, ale poszedłem na miejsce wolne koło ciebie. - Skrzywiłam się, przypominając sobie moje zachowanie.
- Ja... - zaczęłam, ale Michael pokręcił głową.
- Nie zaskoczyłaś mnie, spodziewałem się, że będziesz na mnie zła. Potem to, co się wydarzyło na tej maszynie… - Głos mu się urwał. Zaczął na nowo po niecałej minucie. Słuchałam go coraz bardziej nim oczarowana. - To samo się we mnie odezwało, co w markecie, po prostu... Nie wiem, co mam robić. Wiem tylko, że chcę cię lepiej poznać, chcę spędzać z tobą czas, chcę...
- Michael - przerwałam mu. Chłopak nie powrócił już do monologu, tylko lekko pochylił się w moją stronę. Dzieliły nas milimetry. I wtedy, jakby za sprawą magicznego czaru... delikatnie się odsunął, a ja głęboko odetchnęłam. Już otwierałam buzię, żeby coś powiedzieć, ale zamknęłam ją na widok miny chłopaka.
- Proszę cię, nie mów nic. Dość dużo rzeczy się dziś już wydarzyło. Jedźmy - powiedział trochę oschle. Odsunęłam się od niego, a on wysiadł, żeby przesiąść się na miejsce kierowcy. Wzięłam swoją torebkę i usadowiłam się na miejscu pasażera z przodu.
- Zanim ruszymy… - zaczęłam, czując nagły przypływ odwagi. Spojrzałam Michaelowi prosto w oczy, przybliżyłam się do niego na tyle, że czułam jego oddech na swojej twarzy. - Cały czas o tobie myślę, Michael. Mimo twojego zachowania w szkole. Chyba mogłabym nawet polubić tego chłopaka za maską dupka - wyszeptałam mu do ucha, a następnie moje usta lekko musnęły jego policzek. Momentalnie się odsunęłam, założyłam nogę na nogę i ręce na piersi. - No. Teraz możemy jechać - powiedziałam z entuzjazmem. Była to jedna z najcudowniejszych chwil w moim życiu. Czułam się, jakby to był sen. Chłopak zaśmiał się uroczo i odpalił samochód.
***
Obudziły mnie promienie słoneczne, które przedostały się przez firankę. Zapowiadał się piękny dzień. Usiadłam na łóżku, przeciągając się leniwie. Wtem zorientowałam się, że nie jestem w swojej sypialni. Rozglądnęłam się dookoła. Pokój był bardzo przestronny o turkusowych ścianach. Klimat nadawały mu industrialne meble. Przypomniałam sobie zdarzenia minionej nocy i zamarłam. Byłam pod opieką Michaela, który, kiedy byliśmy w aucie, mniej więcej wyznał mi, co czuł przez ostatnie parę dni. Serce zabiło mi mocniej. Drzwi skrzypnęły, a ja od razu zwróciłam przestraszony wzrok w ich stronę. Chłopak stanął w nich z przejętą miną, jednak widząc moją, od razu uśmiech zagościł mu na twarzy.
- Cześć, wyspałaś się? - zapytał uroczo. - Wiesz, nie musisz się mnie bać, nie gryzę. - Spuściłam wzrok zawstydzona. Chłopak rozejrzał się dookoła. - To pokój mojej siostry. Wyjechała na studia.
- Bardzo tu ładnie - odparłam, przeczesując ręką zmierzwione od snu włosy. - Nie chcę robić tobie i twoim rodzicom problemów, więc…
- Nie ma sprawy - przerwał mi - opowiedziałem mamie, co zaszło w parku rozrywki i okazała się wyrozumiała, nie masz się czym przejmować - poinformował mnie, siadając na brzegu łóżka. - Chcesz śniadanie?
- Nie, nie jestem głodna - skłamałam, ale w tym samym momencie zaburczało mi w brzuchu na tyle głośno, że Michael to usłyszał i zaśmiał się krótko.
- Tosty? - zaproponował mi. Pokiwałam głową z dziwnym uczuciem w dolnej części brzucha, a on wstał i udał się w stronę drzwi.
- Gdzie toaleta? - spytałam, zanim zdążył opuścić pokój.
- Obok, po lewej - poinformował i zamknął za sobą drzwi. Sięgnęłam do torebki, która leżała na szafce nocnej. Wyjęłam z niej telefon i spojrzałam na nieodebrane wiadomości i połączenia. Grace dzwoniła do mnie cztery razy, w tym raz przed paroma minutami. Postanowiłam z nią porozmawiać. Dziewczyna odebrała po pierwszym sygnale z zaniepokojonym głosem.
- Hej, nic ci nie jest?
- Nie, nie, wszystko w porządku - uspokoiłam ją. - Michael poszedł mi zrobić jakieś śniadanie. Zaraz jak zjem, powiem mu, żeby mnie do ciebie zawiózł.
- Nie jest dla Ciebie niemiły?
- Ani trochę, Grace.
- W takim razie nie chcesz z nim trochę dłużej posiedzieć? - Niepokój w głosie przyjaciółki momentalnie zamienił się w podniecenie. - Dziewczyno, korzystaj, blondi tego nie widzi i może cię nie zabije, więc ko-rzy-staj!
- Dobra, dobra - odparłam ze śmiechem. - Odezwę się później.
- Trzymaj się.
- Pa, Grace. - I zakończyłam połączenie. W końcu postanowiłam sprawdzić, jak wyglądam. Nie byłam pewna, czy się nie przestraszę, ale musiałam w razie czego w mgnieniu oka się ogarnąć.
Łazienka była tak samo nowoczesna jak sypialnia - nieduża i składająca się z dwóch części. W pierwszej, która ukazała mi się na początku, były dwie umywalki umieszczone w marmurowym blacie i szerokie na całą długość ścianki, prostokątne lustro. Zakładałam, że w drugiej części były toaleta i wanna lub prysznic.
Spojrzałam w lustro i ujrzałam siebie z potarganymi włosami i z lekko rozmazanym tuszem pod oczami w bluzie chłopaka, który się mną zaopiekował. Automatycznie przyłożyłam sobie dłoń do ust, by powstrzymać wydobycie się jęku, który skomentowałby to, jak wyglądałam. Gorzej niż trup, gorzej niż zawsze w sobotnie i niedzielne poranki. Okropnie.
Od razu wzięłam się za mycie twarzy, przy czym użyczyłam sobie odrobinę płynu do demakijażu i wacik.
Od razu wzięłam się za mycie twarzy, przy czym użyczyłam sobie odrobinę płynu do demakijażu i wacik.
Rozejrzałam się za jakąś szczotką. W koszyczku na marmurowym blacie zauważyłam czarny grzebień i od razu zabrałam się za rozczesywanie włosów. Wiedziałam, że to jest to własność kogoś innego, ale to był przypadek wymagający użycia bez pytania. Gdy już w miarę ogarnęłam swój stan, chciałam wrócić do pokoju, ale usłyszałam pukanie do drzwi.
- Wejdź - powiedziałam.
- I jak tam? - spytał, mierzwiąc swoje czarne włosy. - Śniadanie gotowe, zejdziesz?
- Okej. Jest twoja mama? Tata?
- Nie, mama poszła do kościoła - odparł.
- A tata? - Odruchowo dodałam, nie słysząc odpowiedzi Michaela na jego temat, ale od razu ugryzłam się w język. Był jakiś powód, jeżeli o nim mi nie wspomniał. - Idziemy? - dodałam z uśmiechem, żeby zapomniał o moim wcześniejszym pytaniu. Podeszłam do niego, a on, odwróciwszy się bez słowa, poszedł w stronę schodów.
Udałam się za nim. Gdy zeszliśmy na dół, moją uwagę ponownie przyciągnęło urządzenie tego domu. Kuchnia była tak samo modernistyczna jak pozostałe dwa pomieszczenia, w których byłam. Właściwie mogłam się tego spodziewać. Na niewielkim, szklanym stole leżał talerz z dwoma tostami, serwetka, a obok szklanka z sokiem pomarańczowym, nawiasem mówiąc moim ulubionym.
- O, dziękuję - zwróciłam się do Michaela. Chłopak odsunął mi drewniane, aczkolwiek nowoczesne krzesło. Jakoś nie pasowało do całego wystroju posiadłości, kontrastowało swoją mocną barwą i innym materiałem wykonania.
Usiadłam i od razu zabrałam się za jedzenie. Michael zajął miejsce naprzeciwko mnie i oparł podbródek na rękach, przyglądając się, jak jem. W pewnej chwili zaśmiał się krótko.
- No co? - spytałam urażona, bo pewnie to na mój widok tak zareagował.
- Nic, nic. Jedz dalej - powiedział, pokazując przy tym szereg śnieżnobiałych zębów. W geście protestu, założyłam ręce na piersiach i zacisnęłam usta. Chłopak znowu parsknął i pokręcił głową. - Ale ty jesteś...
- Jaka? - Weszłam mu w zdanie.
- Dziecinna.
- Skończ! - Rzuciłam w niego serwetką, chichocząc cicho.
Po chwili ciszy znów się odezwał, tym razem już bez uśmiechu.
- Pytałaś się o tatę. On... Jest w wojsku.
- Och - wyrwało mi się. Zrobiło mi się go żal. - Tęsknisz za nim?
Znowu zadałam pytanie, zanim przemyślałam, co właściwie powinnam teraz powiedzieć. Przecież w ogóle mnie nie znał, po co by miałby mi się zwierzać ze swoich uczuć?
Znowu zadałam pytanie, zanim przemyślałam, co właściwie powinnam teraz powiedzieć. Przecież w ogóle mnie nie znał, po co by miałby mi się zwierzać ze swoich uczuć?
- Jasne. Martwię się o niego - wyznał ku mojemu zdziwieniu.
- Na pewno wróci cały i zdrowy - pocieszyłam go. Michael jedynie prychnął, a ja nie miałam zamiaru tego komentować.
- Mam zawieźć cię do przyjaciółki? - zapytał z nikłym, najwidoczniej wymuszonym uśmiechem.
Niepotrzebnie pytałam o tego tatę.
Niepotrzebnie pytałam o tego tatę.
- Nie chcę ci się już narzucać - powiedziałam, kiwając głową, po wypiciu ostatniego łyka napoju. Wstałam, żeby odłożyć naczynia do zlewu, ale chłopak mnie uprzedził.
- Dziękuję - powiedziałam raz jeszcze i spojrzałam mu w oczy. Tym razem jak najbardziej przemyślałam to czy w ogóle się do niego jeszcze odezwać, zanim sam by to zrobił.
- Który to już raz? - zaśmiał się. Widocznie rozładowałam sytuację.
- A mówiłam przez sen?
- Nie wydaje mi się. - Po raz kolejny zachichotał.
- To pewnie tylko ze sto razy - powiedziałam, a na mojej twarzy zagościł uśmiech.
- To co, jedziemy? - zapytał, nie spuszczając ze mnie wzroku. Powoli przyzwyczajałam się do jego spojrzenia, ale wciąż była opcja, że zaraz utonę w tej tak bardzo intensywnej barwie. Jeszcze nigdy u nikogo, nie spotkałam się z tak soczystą zielenią w oczach.
Poszłam do góry, żeby zabrać torebkę z sypialni siostry Michaela i wyszliśmy na dwór. Zdążyłam mu jeszcze oddać bluzę, którą mi pożyczył zeszłej nocy, żeby nie było mi zimno. Po kilkuminutowej jeździe znaleźliśmy się pod domem Grace. Zadzwoniłam do niej w połowie drogi, żeby poinformować ją, że za niedługo będziemy. Przyjaciółka od razu stanęła w drzwiach, kiedy Michael zatrzymał się przed posiadłością państwa Desantis, jakby z niecierpliwością wyczekiwała mojego przyjazdu. Już miałam zamiar wysiąść z auta, gdy Michael złapał mnie delikatnie za ramię, a serce momentalnie zaczęło mi mocniej bić - standardowa reakcja na jakikolwiek kontakt z nim.
- Mogę cię gdzieś zabrać? - zapytał uroczo, starannie dobierając każde słowo. Zaniemówiłam.
- Co?
- Pytałem, czy nie chciałabyś gdzieś ze mną wyjść.
- Nie wiem czy to dobry... - Ale nie dokończyłam tego, co chciałam powiedzieć, widząc smutny wyraz twarzy Michaela. - Chociaż czemu nie. Okay.
Chłopak wyraźnie się rozluźnił i uśmiechnął.
- Wpadnę po ciebie jutro o osiemnastej. Odpowiada ci poniedziałek, czy będziesz miała coś do nauki?
- Raczej nie, może być jutro.
- To dobrze, bo nie wytrzymałbym do weekendu - odparł, mrugając do mnie jednym okiem. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi i powiedziałam:
- To do zobaczenia.
- To dobrze, bo nie wytrzymałbym do weekendu - odparł, mrugając do mnie jednym okiem. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi i powiedziałam:
- To do zobaczenia.
Wysiadłam z auta, podążając w stronę Grace z nieobecnym wzrokiem i z wciąż uniesionymi kącikami ust. Usłyszałam, jak chłopak odjeżdża, ale nie byłam w stanie się odwrócić. Aż tak to pytanie mnie oszołomiło.
Umówiłam się z Michaelem Websem.
Umówiłam się z Michaelem Websem.
- Co się stało? - Spytała zaciekawiona Grace, gdy ujrzała moją minę.
- Michael mnie gdzieś jutro zabiera - poinformowałam ją, wciąż nieco oszołomiona. Przyjaciółka pisnęła z podniecenia.
- O rany! To super!
- Czy ja wiem...
- Oj no przestań! Pogadamy w domu, musisz mi wszystko opowiedzieć! - I wciągnęła mnie za rękaw kurtki do siebie.
Świetny rozdział, nie spodziewałam się, że Michael tak myśli o Tess!! *.* Juz biore się za kolejne czesci, ale nie moglam sie powstrzymac przed skomentowaniem tego rozdzialu, calkowicie mnie zaskoczyłaś ;) Masz wielki talent no no! dobrze ze tworczoscserca polecila tego bloga:)
OdpowiedzUsuń