Obudziłam się tego dnia tym razem już w mojej sypialni. Zegarek wskazywał punkt siódmą. Wciąż nie mogłam uwierzyć we wczorajsze wydarzenia. Nie byłam tylko pewna, czy aby dobrze postąpiłam.
Pół niedzieli przesiedziałam u Grace, a potem dziewczyna odwiozła mnie do domu. To niewiarygodne, jak blisko mnie mieszka moja przyjaciółka, biorąc pod uwagę fakt, że miasteczko wcale nie jest takie małe. Zaproponowałam dziewczynie, że mogłybyśmy się przejść, ale ta nalegała na użycie swojego auta.
- Muszę korzystać, dopóki rodzice płacą za paliwo, Tess!
Wieczorem czytałam książkę, powtarzałam sobie materiał do sprawdzianu z chemii i odrobiłam parę zadań domowych zadanych na poniedziałek. Tak minęła mi cała niedziela.
Kiedy już spakowałam książki na dzisiejsze zajęcia, zeszłam na dół. Jedząc śniadanie, myślami wracałam do zdarzeń z minionego weekendu, dokładnie przypominając sobie chwile spędzone z Michaelem.
- Jesteś strasznie rozkojarzona - zauważył tato, odrywając wzrok od gazety porannej. - Byłaś tak zajęta wczoraj, że nawet nie miałem kiedy cię zapytać, jak bawiłaś się w sobotę. - Widocznie postanowił zacząć rozmowę, co nie było do niego podobne. Zazwyczaj skupiał się tylko na artykułach i kawie z ekspresu.
- Świetnie się bawiłam - odparłam od razu. - Zespół dał niezły koncert, tylko hot dogi były niesmaczne.
- A byłyście na jakichś karuzelach? - zapytał zaciekawiony.
Na samą myśl o tych urządzeniach i nieprzyjemnym wspomnieniu z soboty przeszły mnie ciarki po plecach. Przemyślałam wczoraj, co odpowiedzieć tacie czy Megan, gdyby zapytali o szczegóły wyjazdu. Zadecydowałam, że nie wspomnę nikomu o niedoszłym wypadku.
- Tak, tak. Grace nie mogłaby ominąć takiej atrakcji. Ja natomiast po jednej miałam dość, karuzele nie są dla mnie - odparłam, a głos mi zadrżał. Jednak ojciec, nie zwracając na to uwagi, skinął tylko głową i wrócił do czytania. Dokończyłam śniadanie w milczeniu i pospiesznie włożyłam talerz do zmywarki. Wyjęłam z lodówki butelkę soku pomarańczowego i pożegnałam się z tatą.
Powietrze było dzisiaj niewiarygodnie czyste, a wiaterek, który od czasu do czasu dawał o sobie znać, był ciepły i lekki. Stwierdziłam, że słońce grzeje wystarczająco mocno, by nie zakładać kurtki - zamiast tego przewiesiłam ją przez rękę. Minęło parę minut, nim Grace podjechała pode mnie swoim samochodem. Od razu do niego wsiadłam.
- Hej - przywitała się ze mną, jednak dziwnie przygaszona, co nie było do niej podobne.
- Cześć - odpowiedziałam jej bardzo przyjaźnie, lecz dziewczyna nie odezwała się do mnie już przez całą drogę do szkoły.
Coś było nie tak.
Coś było nie tak.
- No dobra. - Gdy zaparkowałyśmy pod budynkiem, podjęłam temat. - Gadaj, co się stało, Grace.
- Nic się nie stało - burknęła i wysiadła prędko z auta, zostawiając mnie samą. Gryzło mnie, co mogło spowodować takie zachowanie przyjaciółki, ale postanowiłam zapytać ją o to później.
Dziewczyna była cicho przez całą matematykę, chemię i angielski. Widziałam, że niezbyt dobrze szło jej na sprawdzianie, ale nie zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc. Następne było wychowanie fizyczne. I tu Grace się nie uśmiechała, nawet wtedy, kiedy jakaś dziewczyna stanęła Sam na nodze. Była czymś przybita - czułam to. Pomyślałam, że na pewno potrzebuje się wygadać. Zagadnęłam ją więc podczas długiej przerwy na stołówce, kiedy ta w ciszy jadła jabłko, wpatrując się w dal nieobecnym wzrokiem.
- Słuchaj, co się dzieje? - spytałam ostrożnie.
- Nie chce mi się o tym gadać - odfuknęła niemiło.
- Do cholery jasnej, Grace. Jeżeli masz zamiar być taka przez resztę dnia i nie wiadomo jak długo jeszcze, to sobie idę, bo naprawdę tego nie zniosę.
Blondynka milczała, stukając palcami o stół. Widocznie ani trochę nie ruszyła ją moja groźba. Może dlatego że dobrze wiedziała, iż nie odpuszczę.
- Ej, jestem twoją przyjaciółką, chcę wiedzieć co cię trapi i ci pomóc. Nie lubię, jak jesteś smutna. - Spróbowałam jeszcze raz, podejmując inną taktykę.
- Okej… - Przyjaciółka w końcu ustąpiła. - Nie gadałyśmy o tym, co robiłam potem. No wiesz, jak odeszłaś z Michaelem w Middland - zaczęła niepewnie. Słuchałam jej z uwagą. - Poszliśmy we trójkę na koncert, a po drodze Dean zaproponował, że postawi mi piwo. Ciężko było mi odmówić, rozumiesz, jak on na mnie działa. A wiesz też, że mam słabą głowę i po takich trzech dużych piwach mogę zachowywać się trochę dziwnie… Dobra, przejdę do sedna. Gdy wracaliśmy, to go pocałowałam. - Przerwała na chwilę, żeby zobaczyć moją reakcję. Widząc, że oczekiwałam ciągu dalszego, wróciła do opowiadania. - Nie wiem dlaczego, ale mnie poniosło. Na szczęście on odwzajemnił pocałunek, a następnie się uśmiechnął. Wszystko było dobrze, nawet rozmawiałam z nim przez telefon w niedziele rano i czułam się niesamowicie szczęśliwa... Ale gdy zadzwoniłam do niego pod wieczór, odpowiadał krótko i jakby z niechęcią. Powiedziałam, że nie chcę mu przeszkadzać, a ten, zgadnij, co odpowiedział.
- Nie przeszkadzasz mi? - strzeliłam z niepewną miną. Grace pokręciła głową.
- Ok. Po prostu głupie, krótkie ok. - Dziewczyna ukryła twarz w dłoniach. - Był taki nieczuły - mówiła dalej. - Odpowiedziałam “aha” i się rozłączyłam. Myślałam, że napisze mi jakiegoś SMSa, cokolwiek… Nie odezwał się. Strasznie mnie to zdołowało. Przepraszam, że tak się zachowywałam. Miałam nadzieję, że w szkole się coś zmieni, ale jeszcze go nie widziałam. Naprawdę poczułam się urażona. - Usłyszałam, jak nagle załamał się jej głos, a na blat spadły wielkie krople. Łzy. Obeszłam stolik dookoła, siadając koło niej.
- Hej, nie płacz. - Przytuliłam przyjaciółkę do siebie. - Nie wiesz, co mogło się stać przez ten czas, kiedy nie miałaś z nim kontaktu. Chodź do łazienki, umyjesz się i poprawisz makijaż. Weź się w garść, wszystko się ułoży, jak się z nim spotkasz i pogadasz. - Pomogłam Grace wstać i udałyśmy się do łazienki szybkim krokiem, żeby nie zwracać na siebie zbyt dużej uwagi innych uczniów.
- Jak ja wyglądam! - Przeraziła się, gdy zobaczyła swoje odbicie w lekko pobrudzonym lustrze w szkolnej toalecie. - Muszę się ogarnąć - mówiąc to, rozglądnęła się po łazience. - Kurczę, moja torebka! Musiałam zostawić ją na stołówce.
***
- Przyniosę ci, a ty zostań tu i się umyj! - Uśmiechnęłam się do niej, a następnie wyszłam.
Zostało jeszcze jakieś dziesięć minut przerwy. Osób na stołówce było bardzo dużo, ale zauważyłam tę jedną, w tym momencie bardzo ważną i potrzebną. Dean siedział z kolegami przy okrągłym stoliku, podśmiewając się z poczynań kucharki. Spojrzałam w tamtą stronę.
Kobieta była już nieźle rozzłoszczona, bo jakiś pierwszoklasista nie mógł się zdecydować, co woli, a ona stała jak głupia z łyżką, czekając, by mu nałożyć. Po chwili odwróciłam wzrok od tej sytuacji i zaczęłam machać Deanowi, żeby mnie dostrzegł. Nie musiałam długo czekać, bo dość dobrze było mnie widać - stałam w końcu na szczycie schodów. Chłopak spojrzał na mnie pytająco, a ja zachęciłam go gestem, żeby podszedł.
Wstał, udając się w moją stronę. Ruszyłam w dół trochę szybciej, bo wiedziałam, że muszę jeszcze zabrać torebkę przyjaciółki. Spotkaliśmy się przy stoliku, przy którym wcześniej siedziałam z przyjaciółką. Leżał na nim ogryzek po jabłku Grace, który zgarnęłam, żeby w drodze powrotnej wrzucić do kosza.
- Co jest? - zapytał Dean, lekko zdziwionym tonem.
- Nie wiesz, co z Grace? - odpowiedziałam mu pytaniem. - Jest jakaś przygnębiona.
- Przygnębiona? Czemu? - Widać było, że go to poruszyło.
Pokiwałam głową.
- Opowiedziała mi o tym, że cię pocałowała. I o tym, jak ją zbywałeś przy wieczornej rozmowie w niedziele - oznajmiłam mu, nie owijając w bawełnę.
- Ja ją zbywałem? Wcale nie! Po prostu… - zaczął się tłumaczyć. - Ech, cholera. Gdzie ona jest?
- W łazience. Kazałam jej się umyć, ale pewnie dalej…
Przerwałam, bo chłopak momentalnie pobiegł w stronę szkolnych toalet, prawie potykając się na schodach. Pospiesznie udałam się za nim. Zdążyłam zobaczyć, jak wchodzi do damskiej - jak dobrze, że żadna nauczycielka ani nauczyciel przy tym nie byli. Weszłam do środka i ujrzałam przyjaciółkę chowającą twarz w dłoniach i przejętego chłopaka, który ją do siebie tulił.
- Hej, przepraszam, słyszysz? Nie chciałem być taki oschły, wybacz mi. Po prostu pokłóciłem się z kimś i nie byłem w humorze, naprawdę przepraszam. Ej, spójrz na mnie, Grace… - mówiąc to, wziął ręce od jej twarzy i ujął ją w swoje dłonie. - Nie płacz, proszę cię. - Dziewczyna przyległa do niego, ocierając twarz.
Jest bardzo wrażliwa, pomyślałam, przyglądając się reakcji Grace na pojawienie się Deana. Stwierdziłam, że nie będę im przeszkadzać i udam się pod salę numer czterdzieści, w której miałam mieć geografię.
- Na waszym miejscu wyszłabym z toalety dla dziewczyn - uprzedziłam i uśmiechnęłam się lekko do Deana, który na mnie spojrzał, zauważając moją obecność. Dziewczyna dalej ukrywała twarz w jego ramionach.
- Myślałam, że się obraziłeś o ten pocałunek, czy coś…
- Niby dlaczego? Sam chciałem to zrobić, ale nie byłem na tyle odważny. - Usłyszałam jeszcze skrawki rozmowy, zanim zdążyłam zamknąć drzwi.
***
- Jak zgadniesz kto to, masz gwarantowaną kolację dziś wieczorem. - Ktoś zakrył mi oczy, kiedy usiadłam z otwartą książką na kolanach przy sali geograficznej. Byłam tak zajęta czytaniem ostatniego tematu, że nie zauważyłam, iż ktoś się zbliżał. Uśmiechnęłam się, bo rozpoznałam ten głos. To był jego głos.
- Michael? - odparłam uradowana, ale i lekko zdziwiona, po czym odwróciłam głowę.
- Co tam? - zagadnął uroczo, a po moim ciele rozpłynęło się przyjemne ciepło. W głębi duszy zakładałam, że weekendowe wydarzenia to tylko wymysł mojej wyobraźni, ale teraz namacalnie mogłam się przekonać, że były realne.
- Dobrze. Uczę się - odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem.
- Nie przeszkadzać? - spytał i nim zdążyłam odpowiedzieć, sam to zrobił. - Chyba tak…
- Nie przeszkadzasz! - Oznajmiłam, ściągając go za koszulkę w dół, bo już prostował nogi (do tej pory kucał przy mnie). Uśmiechnął się szeroko, marszcząc przy tym śmiesznie czoło.
Rozglądnęłam się dookoła. Kilka głów było zwróconych w naszą stronę. Szybko przeniosłam spojrzenie na Michaela, nie chcąc sobie tym zawracać głowy. Chłopak spytał:
- Pamiętasz o dziś, prawda?
- A co takiego miało być dzisiaj? - Udałam zdziwienie. - Ano tak, ja zmywam naczynia w domu.. Dzięki, gdyby nie ty całkowicie bym o tym zapomniała… - zażartowałam, a on roześmiał się tak, że i z mojego gardła wydobył się cichy chichot.
- Głupek z ciebie. - Zmarszczył nos, a ja zdałam sobie sprawę, że uwielbiam, jak to robi, bo wtedy jest uwodzicielsko uroczy.
- O osiemnastej pod moim domem. Oczywiście, że pamiętam! To z ciebie jest głupek… Jak mogłeś w ogóle pomyśleć, że zapomniałam? - Naburmuszyłam się teatralnie. W odpowiedzi znowu się zaśmiał i pocałował mnie w czoło.
Świetnie, teraz już na pewno wszyscy się na nas gapią.
- Wiesz, że każdy się tu patrzy? - spytałam szeptem. Michael rozglądnął się i zrobił zdumioną minę.
- Ja nic nie widzę - stwierdził również szeptem, przekrzywiając głowę. - Powinnaś być bardziej skromna. Nie zawsze będziesz w centrum uwagi.
- Hej, nie bierz mnie za Sam! - obruszyłam się, śmiejąc się do niego. - Właśnie, rozmawiałeś z nią?
- Tak, na poprzedniej przerwie - odparł, wywracając oczami. - Nie przejmuj się. Wyjaśniłem jej najdelikatniej jak mogłem, że nie jest jedną dziewczyną na świecie.
Kąciki ust lekko uniosły mi się do góry, mimo że wiedziałam, iż dziewczyna na pewno mi nie odpuści. Rozległ się dzwonek i Michael wstał.
- Idę na lekcję. Bądź gotowa punktualnie! - krzyknął do mnie z uśmiechem, po czym odszedł w kierunku swojej klasy. Jeszcze raz odwrócił się w moją stronę, nie przestając się uśmiechać.
Jeszcze w tamtym tygodniu nie miałam w ogóle z nim styczności, a dziś śmialiśmy się i sprzeczaliśmy, jak gdybyśmy znali się od kilku tygodni. Zarumieniłam się lekko, odgarniając kosmyk z twarzy. Nie mogłam uwierzyć w to, co się działo.
Dlaczego ja w ogóle mogłam za nim nie przepadać?
Szybko jednak przywołałam się do porządku, myśląc o Grace. Dziewczyny jeszcze nie było, a nauczycielka kroczyła już korytarzem w stronę klasy. Jak się spóźni, pani Lucas nie będzie jej przychylna, zwłaszcza, że moja przyjaciółka miała problemy z tym przedmiotem. Na szczęście dostrzegłam ją, jak nadchodziła z drugiego końca korytarza. Była całkowitym przeciwieństwem siebie sprzed parunastu minut. Poprawiła makijaż, miała w końcu szczery, piękny uśmiech na twarzy i szła za rękę z Deanem. Wstałam, a ona podbiegła do mnie i złapała mnie za ramiona.
- Dziękuję, że go znalazłaś, bardzo ci dziękuję - powiedziawszy to, przytuliła mnie mocno, ciesząc się jak głupia.
- Mówiłam, że nie ma się czym przejmować i się ułoży? Na przyszłość mnie słuchaj! - ochrzaniłam ją, śmiejąc się.
Grace zobaczyła, że nauczycielka już otwiera drzwi od sali, więc odkleiła się ode mnie, by na nowo spleść ręce z Deanem i pocałować go w policzek. Chłopakowi jednak to nie wystarczyło i przyciągnął ją do siebie, namiętnie całując w usta. Dziewczyna wróciła z krwistymi wypiekami na twarzy.
- On jest boski - skomentowała to szeptem, a ja zaśmiałam się ponownie.
Przez resztę zajęć Grace była rozpromieniona i szczęśliwa. Nawet kiedy geograficzka wzięła ją do odpowiedzi i dostała D, nie przejęła się tym zbytnio. Powiedziała, że przecież poprawi i od razu wyjęła po kryjomu telefon, żeby odpisać swojemu ukochanemu. To się nazywa miłość od pierwszego wejrzenia, pomyślałam sobie wtedy.
Po lekcjach Grace zdążyła jeszcze spotkać się z Deanem, a gdy wróciła pod auto, oznajmiła mi, że idzie z nim dzisiaj do kręgielni i jakiejś restauracji za miastem. Humor nie opuszczał nas obu przez całą drogę ze szkoły do domu, bo obie miałyśmy dzisiaj przyjemnie spędzić wieczór.
Kiedy przekroczyłam próg, zdjęłam buty, a kurtkę odwiesiłam na jej stałe miejsce - drugi wieszaczek od prawej, zaraz jak wchodziło się do domu. Nikogo nie było.
Najpierw przygotowałam sobie coś do jedzenia, a w między czasie odpisałam Michaelowi, gdzie mieszkałam, żeby wiedział, gdzie miał po mnie podjechać. Następnie poszłam do góry, żeby się trochę pouczyć. Jednak położyłam się na łóżku, by na chwilę odpocząć i - nie wiedzieć kiedy - zasnęłam. Przebudziłam się grubo po siedemnastej, a dopiero po dobrej chwili zdałam sobie sprawę, że miałam za niedługo wyjść.
Pośpiesznie wstałam z łóżka i wybrałam z szafy obcisłe rurki, szary top i z najniższej półki wyciągnęłam czarne botki na platformie, które wkładałam zawsze na specjalne okazje.
Poszłam do łazienki, żeby umyć zęby i ochlapać wodą twarz, licząc, że pomoże mi to szybko się rozbudzić. Rzęsy podmalowałam czarnym tuszem, bardzo je podkręcając. Włosy rozczesałam i lekko przejechałam po nich prostownicą, żeby je wygładzić.
Było już za dziesięć szósta. Założyłam srebrny naszyjnik, który kupiłam sobie w wieku szesnastu lat za pieniądze, które dostałam od taty na urodziny. Bo oprócz jednego wyjątku - Nuki - zawsze dawał mi kasę, a nie prezenty.
O nie! Zapomniałabym!
Szybko zbiegłam na dół. Mały pupil zaszczekał na mój widok.
- Tak bardzo cię przepraszam, naprawdę - zwróciłam się do psa, biorąc w tym czasie pustą miskę na jedzenie. Megan miała wrócić dopiero późnym wieczorem, a tata nigdy nie myślał o tym, żeby sprawdzić, czy Nuka miała co jeść. Po szkole zasnęłam, zapominając całkowicie, żeby napełnić miskę.
Zbiegłam do spiżarki po to, by nabrać trochę karmy, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyjęłam komórkę z kieszeni spodni, żeby sprawdzić godzinę. Było jeszcze sześć minut do szóstej, ale miałam jedno nieodebrane połączenie i dwie wiadomości. Dzwonił oczywiście Michael, a jedna z wiadomości (od operatora) informowała o tym, że ów numer próbował się ze mną połączyć. Jeszcze nie włączyłam dźwięków po lekcjach, wiec dlatego nic nie usłyszałam. Przeczytałam drugą wiadomość, którą dostarczono mi trzy minuty temu. Chłopak pisał w niej, że już po mnie jedzie, i żebym się nie przejmowała, jeżeli on przybędzie, a ja nie będę gotowa.
Zapominając o tym, że jestem w wysokich botkach, chciałam wybiec szybko ze spiżarki. Niestety potknęłam się na ostatnim schodku, zahaczając o niego obcasem. Przeklęłam pod nosem. Trochę karmy się wysypało, ale nie to było w tym momencie istotne. Leżałam na ziemi jak ostatnia pokraka, z kosmykami włosów na twarzy, a w drzwiach stał Michael razem z moim ojcem; oboje śmiejący się z mojego wypadku.
Zrobiłam minę pokrzywdzonego dziecka i spróbowałam wstać, gdy ktoś chwycił mnie za rękę. Spojrzałam w górę i ujrzałam najpiękniejszą twarz, jaką było mi dane zobaczyć w życiu. Michael miał piękne zielone oczy, wykrojone usta i ostre kości policzkowe, które dodawały mu męskości.
- Który to już raz cię ratuję z opresji? - zażartował, a ja prychnęłam ze złości, ale i rozbawienia. Otrzepałam się odruchowo, po czym zaniosłam jedzenie psu, który zamerdał ogonkiem na mój widok.
- Proszę, już masz. - Kucnęłam, żeby pogłaskać głodną Nukę, która właśnie zaczęła konsumować swój posiłek.
- Kto by pomyślał - skomentował ktoś za mną. Wstałam i zobaczyłam, jak Michael uśmiecha się szeroko.
- No co? - spytałam zadziornie. Przekrzywiłam głowę delikatnie w prawo, mrużąc przy tym oczy.
- Że potrafisz być tak kochana - wyjaśnił ze śmiechem. Odparłam mu wywróceniem oczami, a uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Wabi się Nuka - powiedziałam, spoglądając na pupila, a ten, na dźwięk swojego imienia, odwrócił głowę. Po paru sekundach znowu zajadał się karmą, zauważając, że nikt nic od niego nie chce. - Idziemy?
- Oczywiście, niezdaro - powiedziawszy to, podszedł i złapał mnie za rękę.
- Czekaj! Torebka! - zaprotestowałam jego próbie nagłego wyciągnięcia mnie z domu, ale chłopak tylko parsknął śmiechem.
- Po co ci? Masz telefon? Masz. Więc to wszystko, czego potrzebujesz.
- Nawet nie powiedziałam tacie, że idę. - Upierałam się przy swoim, zupełnie nie wiedząc dlaczego. Może nie byłam do końca przekonana, czy dobrze robię?
- Domyśli się, że wyszłaś.
Doszliśmy do auta, a chłopak obrócił się w moją stronę. Nasze twarze dzieliło jedynie kilka centymetrów. Powoli przywykałam do tego, jak działał na mnie jego dotyk, jego oczy, jego oddech, cały on. - Powiem ci, że nawet będzie wiedział, gdzie i z kim jesteś. A dlaczego? Bo to on otworzył mi drzwi. Kulturalnie się przedstawiłem oraz powiedziałem, gdzie cię zabieram, tak żeby się nie martwił.
- Ale mi tego nie powiesz? - zadałam retoryczne pytanie. Michael ze śmiechem kiwnął twierdząco głową.
- Wsiadaj - zarządził mi zabawnym tonem.
Gdy chłopak zajął miejsce kierowcy, kazał mi zamknąć oczy. Z lekkim wahaniem postąpiłam tak, jak prosił. Niespodziewanie poczułam coś na swojej głowie, zaciskającego się na moich powiekach. Otworzyłam oczy, ale zobaczyłam tylko ciemność.
- Co jest? - spytałam zaskoczona.
- Nie będziesz mi tu podglądać, ja tego dopilnuję - oświadczył.
- Jesteś stuknięty.
- Różnie mówią. - Nie musiałam na niego spoglądać, żeby wiedzieć, że się uśmiecha.
Po chwili Michael zatrzymał samochód, co mnie zdziwiło.
Gdzie on mnie bierze?
Otworzył drzwi po swojej stronie i wysiadł. Niestety mogłam jedynie nasłuchiwać, bo aktualnie nie miałam jak korzystać ze wzroku - na parę minut mnie tego pozbawił.
- Chodź - powiedział i złapał mnie za rękę, uprzednio otwierając drzwi z mojej strony. Powoli wysiadłam, ostrożnie stając na ulicy. Nie mogłam tym razem zapomnieć, że byłam w wysokich butach. Prowadził mnie, bo idąc samotnie, zapewne kolejny raz dzisiejszego dnia wylądowałabym na ziemi.
- Uważaj, stopień - poinstruował mnie.
Posłusznie podniosłam nogę i postawiłam ją na wyższym podłożu. Potem drugą. Udało się. Chłopak otworzył drzwi. Poznałam to po charakterystycznym skrzypnięciu. Znajomy zapach, pomyślałam. Michael zdjął mi opaskę z oczu. Otworzyłam buzię i jęknęłam. Łzy smutku stanęły mi w oczach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz