Poranek był rześki, a promienie wschodzącego słońca wyrwały mnie ze snu, przebijając się przez cienkie zasłony w naszej sypialni.
Dzień czwarty naszego pobytu tutaj.
Oceniłam sytuację. Na nocnej szafce stał zegarek, który czerwonymi cyframi oznajmiał, że jest godzina 6:20. Już nie byłam wtulona w Michaela, ale leżałam oparta na jego ręce tyłem do niego. Lekko uniosłam kołdrę, żeby po cichu wyślizgnąć się do łazienki, tej mniejszej, posiadającej jedyną w całym domku kabinę prysznicową. Ochlapałam wodą zmęczoną twarz i wyszorowałam porządnie zęby. Postanowiłam, że umyję włosy, bo zaczynały mi się tłuścić.
Z mokrymi włosami i wilgotnym ręcznikiem na ramionach zeszłam na dół, żeby przyrządzić coś sobie do jedzenia. Dalej byłam w bluzie Brada i w koszuli nocnej, bo nie zabrałam ze sobą do łazienki innych ubrań. Wiedziałam też, że już nie zasnę, więc nie było sensu wracać z powrotem do łóżka.
Jedząc płatki kukurydziane z jogurtem naturalnym (znalezione jedno w wiszącej, drewnianej szafce, a drugie w lodówce), rozmyślałam o poprzednim wieczorze.
Analizując fakty: Michael mnie okłamał, pokłóciliśmy się, a następnie powiedział słowa, które mnie urzekły i na tą chwilę złość, którą do niego czułam, ulotniła się. Ale też zachowanie Brada. Był bardzo zatroskany, kiedy zobaczył mnie zapłakaną nad jeziorem, dał mi swoją bluzę, żeby nie było mi zimno i - jak zwykle z resztą - wiedział jak poprawić mi humor. To było bardzo miłe z jego strony.
Z zamyśleń wyrwało mnie ciche i krótkie skrzypnięcie otwierających się drzwi od jadalni. Stanęła w nich Grace, w ręku trzymając przezroczystą miskę z płatkami kukurydzianymi i mlekiem.
- Jest mleko? Nie zauważyłam - tymi słowami przywitałam przyjaciółkę. Mimo tego że teoretycznie pogodziłam się z Michaelem zaraz po kłótni, nie byłam w najlepszym humorze i do tego spałam bardzo mało tej dość chłodnej nocy.
- Czemu nie śpisz? - Spytała mnie przyjaciółka. Widać było, że jest jeszcze porządnie zaspana.
- Po prostu się obudziłam i nie chciało mi się już potem.
- Aha.
Usiadła koło mnie i przez najbliższe pięć minut w ciszy jadłyśmy śniadanie.
- Co się stało zeszłej nocy? - Grace odezwała się, kiedy skończyła swój posiłek. O dziwo, bardzo szybko.
Wzięłam głęboki oddech i włożyłam metalową łyżkę do przezroczystej miski. Opowiedziałam jej ze wszystkimi szczegółami wydarzenia minionego wieczoru. O kłótni z Michaelem, o rozmowie z Bradem oraz o późniejszych przeprosinach mojego chłopaka. Przyjaciółka przerwała mi tylko raz, kiedy wspomniałam o szkole Juilliarda. Westchnęła i przyznała, że nic o tym nie wiedziała. Czyli tylko Brad wiedział? Niemożliwe, na pewno Michael pochwalił się również Deanowi.
- Dalej jesteś w jego bluzie - powiadomiła mnie Grace po chwili ciszy.
- Wiem, zaraz pójdę się przebrać - odpowiedziałam jej, nie podnosząc na nią wzroku.
- Moim zdaniem to wszystko jest jakąś pomyłką. Widać, że Brad coś do ciebie czuje, Tess - zaczęła bez ogródek, a ja spojrzałam na nią nieśmiało. - Michael nie zrobił nic złego.
- Okłamał mnie - przerwałam jej z oburzeniem.
- Nie zrobił tego, żebyś źle się poczuła. Chciał dobrze.
- Nie ma wytłumaczenia na jego kłamstwo i to, że mi o tym nie powiedział, Grace. Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Słyszałaś, że się jako tako pogodziliśmy na razie? Więc po co robić problemy?
- Nie powinnaś tak zbliżać się do Brada.
- Przyjaźnimy się. Nic więcej nas nie łączy.
- To twoje zdanie. A czy wiesz, co on czuje?
- Ma Kim - odparłam w celu wyprowadzenia porządnej riposty przeciwko jej wymysłom.
- Nie wierzę, że jesteś taka ślepa. - Przyjaciółka spiorunowała mnie wzrokiem.
- Ślepa? Co ci odbiło, żeby tak do mnie mówić?
- Nie chce, żebyś straciła Michaela przez Brada, po prostu.
- Po co robisz z tego jakiś cholerny trójkąt? On ma Kim, ja mam Michaela. Mam gorsze chwile z moim chłopakiem, ale to nie oznacza, że od razu polecę na mojego przyjaciela. Zastanów się czasami, zanim coś palniesz.
- Widzę, co się kroi i nie podoba mi się to - odpowiedziała podenerwowana.- Nic nie wiesz Grace - odpowiedziałam oschle i wstałam od stołu.
Odniosłam miskę do umywalki i pobiegłam na górę. Było już po 7, ale nie chciałam nikogo budzić. Zwykle wstawaliśmy około 9.
- Cześć. - Michael zaskoczył mnie, kiedy delikatnie otworzyłam drzwi od naszej sypialni.
- Hej. Przyszłam się przebrać.
- Czemu tak wcześnie wstałaś? - Zapytał mnie, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Obudziłam się i już nie mogłam spać. Wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie - mówiąc to, wyciągnęłam z szafy krótkie dżinsowe spodenki i kremową bokserkę z trzema guziczkami. Miałam nadzieję, że będzie dzisiaj ciepło. Koszulę złożyłam w kostkę i zamknęłam w szufladzie, a bluzę odwiesiłam na oparciu łóżka i przysiadłam się na łóżku ze szczotką w ręce. Siedzieliśmy w milczeniu przez parę minut, kiedy ja rozczesywałam włosy, on wstał i się ubrał.
- Ktoś już się obudził?
- Nie. Tylko Grace.
- Rozmawiałaś z nią?
Wiedziałam, że chodzi mu o to, czy powiedziałam jej o naszej wczorajszej kłótni.
- Tak. Posprzeczałam się z nią trochę.
- Dlaczego? - Zapytał zdziwiony, bo nie spodziewał się pewnie, że to usłyszy.
- Ciężko to wytłumaczyć i nie chce mi się o tym gadać. To po prostu śmieszne. Najzwyczajniej w świecie mamy tylko odmienne zdanie na parę tematów i tyle.
- No rozumiem, kiedy będziesz chciała powiedzieć, o co poszło, to śmiało. Pójdę chyba coś zjeść.
- Dobrze.
Chłopak słysząc moją odpowiedź, wstał i wyszedł z pokoju. Siedziałam przez parę minut w otępieniu. Ten dzień nie zapowiadał się za dobrze.
Kiedy wyszłam z pokoju, spotkałam na korytarzu Brada. Uśmiechnął się do mnie, a ja wręczyłam mu bluzę, którą i tak miałam zamiar mu oddać, więc dobrze się stało, że go spotkałam od razu.
- Dziękuję.
- Wiesz, że nie ma za co. - Nachylił się i pocałował mnie w policzek.
Trochę się zdziwiłam, bo zaskoczył mnie ten gest. Przypomniałam sobie, że zrobiłam to samo wczoraj w nocy, więc było to zrozumiałe z jego strony. Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało.
- Kim śpi?
- Poszła do łazienki. Idziemy na dół?
- No, możemy - odparłam nie do końca przekonana.
W kuchni zastaliśmy wszystkich oprócz rudowłosej.
- Cześć wszystkim - powiedział Brad i zabrał się za robienie kanapek.
- Hej, Dean. - Cicho przywitałam chłopaka siedzącego obok Grace przy stoliku, który właśnie pił herbatę po skończonym śniadaniu.
- No hej, hej. Jadłaś już? - Zagadnął mnie, kiedy usiadłam naprzeciwko, nie patrząc się nawet w stronę mojej przyjaciółki.
- Tak, już dawno wstałam.
Nagle Grace gwałtownie wstała od stołu i nie oglądając się za siebie, wyszła na werandę. Wywróciłam oczami i pokręciłam głową.
- Coś się stało? - Zapytał zdziwiony Dean. Michael, który do tej pory siedział zamyślony, jakby nagle się ocucił, a Brad odwrócił głowę od lodówki w naszą stronę.
- Poprztykałyśmy się wcześniej. Nic... poważnego. - Wytłumaczyłam, siląc się na uśmiech, jednak nic z tego nie wyszło.
- O co?
- Głupotę. Chyba pójdę się przejść. - Wstałam od stołu i poszłam w stronę tylnych drzwi, bo nie chciałam się mijać z Grace. Dróżka prowadziła do lasu, więc pomyślałam, że poranny spacer na świeżym powietrzu nie zaszkodzi.
- Gdzie leziesz? Jeszcze się zgubisz. - Zagadnął ktoś za mną, kiedy byłam już jakieś dziesięć metrów od domku.
- Brad? - Obejrzałam się za siebie i ujrzałam chłopaka z szerokim, zawadiackim uśmiechem.
- No a kto by inny?
- Nie wiem - odparłam zdezorientowana.
- Dean poszedł pogadać z Grace, a Michael powiedział, że idzie się umyć, oczywiście nie do mnie, tylko do Deana. Ze mną nawet nie wymienił spojrzenia. Pomyślałem, że pójdę za tobą, bo jeszcze zabłądzisz, znając twoje szczęście.
- Czemu tak się martwisz?
- Bo mi na tobie zależy, to oczywiste, prawda?
Słowa Grace dały mi do myślenia i każde słowo Brada odbierałam dość dwuznacznie.
- No tak, w końcu się przyjaźnimy.
Ruszyłam przed siebie. Chłopak dogonił mnie kilkoma susami i szliśmy przez parę minut w milczeniu.
- O co poszło z Grace? O wczoraj? Wie, co się wydarzyło?
- Opowiedziałam jej wszystko.
- Wszystko?
- Tak.
- Jak zareagowała na Juilliarda?
- Nie wiedziała o tym wcześniej, zdziwiła się lekko.
- Wiem tylko ja i Dean.
- Aha, no to wszystko jasne.
- A jak zareagowała na to, że on cię okłamał i na całą tą sytuację ze mną?
- No... Niezbyt dobrze. Nie podziela mojego zdania.
- Jak to? - Widać było, że go to zaskoczyło.
Doszliśmy do zejścia na staw, więc przysiadłam po turecku na spadzie.
- Nie do końca chce o tym mówić.
- Dlaczego? - Nie dawał za wygraną.
- Bo to o co nam poszło to śmieszna sprawa. Niedorzeczność...
- Powiesz mi, czy nie masz zamiaru i mam iść pogadać z Grace? - Nieustępliwy przyjaciel przysiadł się obok mnie.
Brad zawsze tym różnił się od Michaela. Mój chłopak po prostu odpuszczał, Brad nigdy by sobie na to nie pozwolił, chyba że by wiedział, że jest już naprawdę na straconej pozycji.
- Nie, nie powiem. - Postanowiłam, że nie chce mu o tym opowiadać. Jak chce, niech idzie do mojej przyjaciółki, ja mu nie pisnę słówka.
- Dobrze. Chcesz zostać sama? - Widać było, że chłopak ma podniesione ciśnienie.
- Jak chcesz iść, po prostu mi to powiedz. Nie ma sprawy. Ostatnio wszystkim coś we mnie nie pasuje.
- Tess... To nie tak.
- Wiesz, wszystko zaczęło mi się układać, kiedy poznałam Michaela - zaczęłam ni z tego ni z owego. Przyszła mi ochota, żeby to z siebie wydusić, a wydawało mi się, że to idealny moment i idealna osoba. - Mimo że miałam Grace czy Maddie, ciągle mi czegoś brakowało. Tu tata znalazł sobie jakąś panienkę, tu czułam się samotna ze swoimi problemami i wspomnieniami... Byłam strasznie zamknięta w sobie, praktycznie nie miałam znajomych. Śmieszne, prawda? - Zaśmiałam się z nutką histerii, wpatrując się w spokojną taflę jeziora.
Wiał lekki, letni wietrzyk i miałam gęsią skórkę, ale nie ruszało mnie to teraz.
- Poznałam Michaela... I mimo problemów, które stwarzała Sam... Było dobrze. Pojawiały się kłopoty, tak. Ale nie było mi aż tak ciężko stawiać im czoła, bo miałam wielkie wsparcie. Poznałam Deana, świetny koleś. Potrafi niesamowicie rozbawić. - Uśmiechnęłam się do siebie na myśl o koledze. - Później ty... Jesteś cudownym chłopakiem. Takiego przyjaciela niektórzy mogą sobie tylko wymarzyć, naprawdę. - Głos mi zadrżał. - Ale teraz wszystko zaczęło się komplikować. Michael wyjeżdża, nie dogaduje się z nim ostatnio zbyt dobrze, pokłóciłam się z Grace o... jej poglądy, a ty... - Łzy stanęły mi w oczach. - Wszystko zaczęło się psuć w ciągu kilku dni i to jeszcze na wczasach.
- Czemu widzisz to wszystko w takim złym świetle? Kłótnie umacniają więzy, przecież wiesz, że nie możecie się z Grace długo na siebie obrażać. Jesteście jak siostry, tak? A Michael... Mówiłem, jakoś wszystko się ułoży. Nie przejmuj się tak, bo kiedyś eksplodujesz od nadmiaru emocji. - Brad przytulił mnie do siebie i potarł dłonią moje ramię. Instynktownie się odsunęłam i wstałam.
- Pójdę już do środka, bo robi mi się zimno - Poinformowałam, przecierając sobie oczy.
- No... Dobrze. - Widać było, że chłopak jest zdezorientowany.
Szybkim krokiem udałam się do domku. Postanowiłam, że wejdę sobie do jacuzzi.
Po czterdziestu minutach wylegiwania się, poszłam do salonu.
Dzień zleciał naprawdę szybko, bo rozpadało się i nigdzie nie wychodziliśmy. Całe popołudnie nie zamieniłam z nikim praktycznie ani jednego słowa, bo wciągnęła mnie lektura, którą wynalazłam na jednej z półek.
Książką opowiadała historię dziewczyny, która miała wszystko, a pewnego dnia to wszystko utraciła. Ukazywała postawy prawdziwych przyjaciół, szczerej miłości i oddania dla bliskich. Mimo obszerności przeczytałam ją w zaledwie cztery godziny.
Z niektórych rozmów wywnioskowałam tylko, że Dean i Grace się do siebie nie odzywają, nie miałam pojęcia dlaczego, Grace przesiaduje cały czas z Kim i nikim się nie interesuje. Brad grał w jakąś grę planszową razem z Deanem przez większość czasu, bo strasznie ich pochłonęła, a Michaela gdzieś wcięło.
Postanowiłam, że dzisiejszego wieczoru wcześniej się położę i tak też zrobiłam. O dziesiątej byłam już bardzo zmęczona, więc kiedy Michael przyszedł wstawiony po pijaństwie z chłopakami, nawet nie zwróciłam na niego uwagi, tylko udawałam, że już zasnęłam.
Kolejne dni naszego pobytu w 'Lake House' minęły szybko i bez szczególnych zdarzeń. Całymi dniami pływaliśmy albo opalaliśmy się, a wieczorami siadaliśmy paczką na jachcie albo w salonie i przy popijaniu trunków śmialiśmy się donośnie. Mimo tego z pozoru zwyczajnego, sielankowego klimatu, panowała pomiędzy nami napięta atmosfera. Z Grace nie zamieniłam ani słowa od naszej poprzedniej rozmowy (a raczej kłótni), z Michaelem również było bardzo sztywno. Brad nie miał już zapędów do przytulania mnie albo całowania w policzek, mimo to byłam bardzo na dystans od niego, co mi przeszkadzało, bo lubiłam jego bliskość. Często rozmawiałam z Kim albo z Deanem, żeby po prostu nie było ciszy.
Na ostatni dzień planowaliśmy końcową imprezę na jachcie. Michael i Kim mieli nie pić dużo, bo oni będą prowadzić następnego dnia samochody, ale reszta mogła się wybawić na całego.
Grace siedziała z Kim i Bradem, a Dean stał przy grillu. Michael właśnie ode mnie odszedł, ponieważ udał się po kolejną butelkę wódki i zrobić kanapki, bo zabrakło.
Siedziałam otulona kocem, popijając dość mocnego drinka i wpatrywałam się w księżyc. Noc była wyjątkowo piękna i ciepła, nie było żadnych chmur, a niebo usiane samymi przepięknie lśniącymi gwiazdami.
- Hej smutasie. Co tam słychać? - Dean zagadnął mnie nieśmiało.
- Wiesz, jak jest. Ostatnia noc tutaj.
- No wiem, aż żal wyjeżdżać.
- Za dużo miłych wspomnień to stąd nie mam - palnęłam prosto z mostu.
- Wiem, ja też. - Dean przyznał mi niechętnie rację, siadając obok.
- Jak ci się układa z Grace? - Zapytałam go, nadal na niego nie patrząc.
Chłopak popijał drinka i przez dobrą minutę nie odpowiadał.
- Nie wiem. Praktycznie nie rozmawiamy, ciągle przebywa z Kim, a wczoraj nawet nie dała mi buziaka na dobranoc. Naprawdę nie wiem, co jej odbija.
- Przykro mi to słyszeć. Gdybyśmy rozmawiały, zapytałabym, o co jej chodzi. Na razie niestety to niemożliwe, wybacz.
- Nie ma problemu, widocznie tak musi być - westchnął zrezygnowany. - Przynieść Ci jeszcze drinka? - Zapytał, widząc, że skończyłam.
- Jakbyś mógł - mówiąc to, uśmiechnęłam się do niego szeroko, mimo braku humoru. Alkohol zawsze podnosił na duchu - w tym wypadku również, ale w mniejszym stopniu.
Wypiliśmy jeszcze po dwa drinki, zanim przyszła Grace.
- Dean... Możemy porozmawiać? - Zapytała nieśmiało, kiedy już przyglądnęła nam się uważnie.
- Oczywiście. - Chłopak mimo lekkiego wstawienia był w dobrym stanie, więc tylko w duchu pomyślałam sobie, żeby ich związek się nie zakończył, bo byli dla siebie stworzeni. Poszli na tył jachtu, gdzie mogli spokojnie porozmawiać.
Dokończyłam swojego drinka dość szybko i nieźle kręciło mi się w głowie, ale bywałam w gorszych stanach. "Co mi szkodzi, naleję sobie jeszcze jednego", pomyślałam.
- Ej! - Oburzyłam się, bo ktoś wyrwał mi butelkę z ręki, kiedy zapełniałam sobie szklankę przy barku.
- Co ty robisz? - Zapytał równie poruszony Brad. - Nie będzie pić, przynajmniej nie sama.
Kolejny drink.
- Unikasz mnie. - Stwierdził bez ogródek.
- Wcale nie - odparłam stanowczo, jednak język trochę mi się plątał.
- Ile już wypiłaś? - Zapytał, nagle zmieniając temat.
- Z pięć? Sześć? Nie mam pojęcia - odpowiedziałam niepewnie, patrząc w niebo.
Siedziałam na swoim poprzednim miejscu otulona kocem, a przyjaciel zaraz obok mnie, jednak kątem oka zauważyłam, że Michael wraca, ale ze zrezygnowaną miną udaje się do wnętrza jachtu, gdzie, o ile dobrze pamiętam, znajdowała się Kim.
Czułam, że jestem w złym stanie, ale podtrzymywało mnie na duchu to, że Brad prawie mi dorównywał.
- Te wakacje miały być cudowne, a już źle się zaczęły - Odezwałam się w końcu, bo krępowała mnie ta długa cisza.
- Przykro mi, nie zawsze mamy wpływ na wszystko.
Przyszła mi ochota, żeby się do kogoś przytulić, a tym kimś, był Brad. Chłopak niepewnie objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego jak małe dziecko.
- Czemu to robisz? - Zapytał mnie cicho.
- Co? - Zapytałam zdziwiona, unosząc głowę. W oczach chłopaka ujrzała troskę.
- Jesteś taka... perfekcyjna. Urocza, śliczna, pomocna, wesoła, wrażliwa, delikatna... - Chłopak przerwał na chwilę i skrzywił się.
- Co się stało? - Kręciło mi się w głowie, ale nie zwracałam na to teraz uwagi. W głowie brzmiały mi słowa Brada.
- Nie powinienem był.
- Co?
- Mówić to.
- To?
- Tak.
- Czyli?
- Wszystko. To nie na miejscu.
Brad delikatnie chciał się ode mnie odsunąć, ale ja kurczowo zacisnęłam palce na jego koszulce. Nie chciałam, żeby mnie zostawiał.
- Kto by się tym przejmował. I tak wszystko się już skomplikowało. - Mówiąc to, położyłam głowę na jego ramieniu, a chłopak objął mnie w talii. Przyszła mi dziwna ochota, aby przesiedzieć z nim tak całą noc, ale byłam bardzo senna, więc przymknęłam oczy, starając się uporządkować myśli. Alkohol mącił mi w głowie i miałam z tym niemałe trudności, ale z zamyślenia wyrwał mnie Brad.
- Nie zasypiaj - szepnął mi nad głową.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na przyjaciela. Jest naprawdę przystojny, pomyślałam sobie.
Chłopak dziwnie zbliżał swoją twarz do mojej, a mi coraz bardziej kręciło się w głowie. Nasze twarze dzieliło teraz parę centymetrów i czułam jego oddech na swojej skórze.
I nagle, w mgnieniu oka, jakbym wyszła z transu, zdałam sobie sprawę, w jakiej jesteśmy sytuacji. Przez ostatnie parę sekund miałam w głowie dwie myśli, dwa imiona, dwie sprzeczności.
Michael. Brad.
Przycisnęłam go mocniej do siebie i wtedy właśnie się pocałowaliśmy, mimo że cichutko szepnęłam "nie...". Było to dziwne uczucie, jednak wyjątkowo przyjemne. Całował delikatnie, ale czule. Pocałunek nie był długi, mimo tego przez te parę sekund trwania go nic się nie liczyło.
Momentalnie pchana jakimś uczuciem oderwałam się od Brada, zdając sobie sprawę z tego, co się właśnie wydarzyło.
Grace miała rację. W stu procentach.
- Zależy ci na mnie. - To nie było pytanie, lecz stwierdzenie. Brad wpatrywał się we mnie urzeczony, jakby odkrył coś niebywałego i niemożliwego.
- Tak - przyznałam. - A to źle Brad. - Spuściłam głowę.
- Przepraszam, nie powinienem był cię całować...
Poleciały mi łzy po policzkach. Już nie było mi tak luźno jak dotychczas, alkohol spotęgował moje zmartwienie i byłam bardzo przygnębiona.
Brad ponownie mnie przytulił, widząc w jakim jestem stanie. W tym momencie ktoś wyszedł z wnętrza jachtu, zapewne impulsywnie chcąc sprawdzić, co się stało, że ktoś płacze. Stawiałam, że to był Michael. Nie myliłam się.
- O co chodzi? - Zapytał zdezorientowany chłopak, podbiegając do naszej dwójki.
- Mam mętlik, Michael. Przepraszam - mówiąc to, wtuliłam się w swojego chłopaka najmocniej, jak mogłam.
- Ciii, nie płacz. Czego dotyczy ten mętlik, skarbie?
- Uczuć.
- Jakich?
- Nie wiem, kogo bardziej kocham - wyszeptałam pośpiesznie i uciekłam od nich, nie chcąc widzieć reakcji Michaela. Już sobie to wyobrażałam.
Wściekłość, smutek, rozczarowanie...
Było mi wstyd. chciałam zapaść się pod ziemię i nigdy już nie wychodzić.
Słyszałam, jak mnie wołają, ale nie chciałam się im teraz pokazywać. Nie widziałam za dobrze, a w głowie mi się kręciło, więc nie zdziwiłam się, kiedy zahaczyłam o coś na podłożu i upadłam, rozdzierając sobie spodnie. Cholera, pomyślałam, moje ulubione.
To było tak absurdalne myśleć o ubraniu w takiej sytuacji, że histerycznie zaśmiałam się sama do siebie. Nagle ktoś mnie objął, a ja pisnęłam przerażona. Na szczęście to było tylko Michael, więc kiedy się już uspokoiłam, poprosił mnie grzecznie, żebym mu wyjaśniła wszystko.
- Brad mnie pocałował. A ja nie miałam chyba nic przeciwko temu. Zależy mi na nim, Michael. Tak mi głupio... - Znowu się zapłakałam, starając ukryć się twarz w dłoniach.
Michael zesztywniał na parę sekund, ale momentalnie obrócił mnie do siebie. Miałam zapłakane oczy, ale jeszcze byłam w stanie dostrzec uczucia, jakie malowały mu się na twarzy. Ku mojemu zdziwieniu nie była to złość, czy smutek, nawet zero szoku czy zdziwienia.
- Nie płacz już, Tess. - Poprosił błagalnie, a mnie na jego kojący ton głosu zrobiło się słabo.
Odezwałam się dopiero po dobrej minucie, tak to siedzieliśmy w ciszy.- Nic nie powiesz.
- A co mam powiedzieć? - Westchnął. - To twoje uczucia. Żadne moje słowa na to nie wpłyną. Wiesz, co do ciebie czuję i to powinno wystarczyć, mimo tego, że nie układało nam się ostatnio za dobrze. Chciałbym jedynie, żebyś była szczęśliwa. Jeżeli on ci daje to, czego ja nie.. - Przerwał, bo próbowałam zaprzeczyć, ale uciszył mnie, kładąc palec na moich ustach. - Nic już nie mów. Jesteś spakowana?
Kiwnęłam głową zdezorientowana taką zmianą tematu.
- Dobrze. - Chłopak pomógł mi wstać, ale widząc, że nie ujdę, bo z kolana cieknie mi krew, wziął mnie bezproblemowo na ręce.
Gdy następnego dnia się obudziłam, strasznie bolała mnie głowa i nie pamiętałam prawie nic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz