Droga Izzy, drogi Michaelu.
Bardzo za Wami tęsknię. Nie wiem, kiedy ten list do was dojdzie, oby szybko. Świadomość, że jestem tak daleko od domu codziennie spędza mi sen z powiek. Nie ma mnie przy Was i to najgorsze, co mogło mnie spotkać w życiu, ale cieszę się, że służę naszemu krajowi w chociaż małym stopniu. Mam nadzieję, że wszystko układa się po waszej myśli. Wiedzcie, że kocham Was najbardziej na całym świecie i nie mogę doczekać się chwili, kiedy znowu Was ujrzę.
Michaelu, zapewne zrobił się z Ciebie prawdziwy mężczyzna, możliwe również, że dorównujesz mi urodą i charakterem, więc jesteś związany z jakąś cudowną, godną Ciebie dziewczyną, ale to tylko moje domysły. Bardzo chciałbym, abyś był szczęśliwy. Abyś skończył szkołę z jak najlepszymi stopniami, abyś opiekował się matką i domem. Kto by tego nie chciał dla swojego dziecka? Jednak dla mnie, w mojej sytuacji, takie prośby i życzenia są bardzo szczególne. Przykro mi, że nie mogę Cię wspierać w ciężkich chwilach, że nie pomogę Ci wybrać Twojego pierwszego samochodu, że nie poznam na razie, jakim cudownym człowiekiem jesteś.
Izzy, domyślam się, jak musisz się czuć samotnie w taki wielkim domu z wychowaniem syna na głowie. Przykro mi, że nie mogę Ci mówić codziennie rano, jak bardzo Cię kocham, a chcę, żebyś była tego świadoma każdego dnia, o każdej porze, w każdym miejscu. Małżeństwo z Tobą, to była jedna z najlepszych decyzji mojego życia, której przenigdy żałować nie będę. Nie mogę się doczekać, aż ujrzę Twój najpiękniejszy z uśmiechów i zamknę Cię w swoich ramionach. Wierzę, że dajesz sobie znakomicie radę, bo zawsze byłaś zaradna i samodzielna.
Na szczęście pociesza mnie myśl, że służba za parę miesięcy się kończy, a wtedy wrócę do domu i uściskam Was tak mocno, aby móc nadrobić stracony czas z Wami. Jesteście dla mnie najważniejsi, nigdy o tym nie zapominajcie. Czekam na Waszą odpowiedź, która mam nadzieję, że niebawem przyjdzie.
Wasz na zawsze, Joshep.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Łzy wzruszenia stanęły mi w oczach. Spojrzałam na Michaela i mocno go do siebie przytuliłam.
- Popatrz na datę. - Powiedział, a ja wykonałam jego prośbę.
17.05.2012 r.
- To dawno.
- Wiem.
- Na pewno nic się nie zmieniło od tego czasu. Twój tata żyje. Ciesz się z tego faktu.
- Żył 17.05.2012 r. Następnego dnia już mógł go ktoś zastrzelić - odpowiedział mi beznamiętnie.
- Wierzę w to, że żyje, Michael. Twoja mama na pewno też, ty również powinieneś i w sercu na pewno masz nadzieję.
- Nie mam.
- Przestań tak mówić. - Odsunęłam się od niego delikatnie, bo jego słowa, mimo że dotyczące jego sytuacji, raniły mnie.
- Jestem po prostu szczery.
- Okłamujesz samego siebie. Proszę cię, zrób to dla mnie i przestań.
- Tess.. - Zwrócił się do mnie płaczliwie.
- Słucham? - Nachyliłam się w jego stronę, a on wziął mnie za rękę.
- Dziękuję za twoje wsparcie.
- Zawsze je ode mnie otrzymasz. - Uśmiechnęłam się do niego, mówiąc to i ścisnęłam mu dłoń. - A drugi list?
- Uczelnia.
- Juilliard?
Chłopak przytaknął.
- Przyjęli cię?! - Prawie krzyknęłam, ciesząc się, a jednocześnie smucąc.
- No.. tak. Wybacz, ale nie mam ze sobą tego listu, matka wzięła go i pojechała chwalić się wszystkim naokoło.
- To chyba dobrze. Cudowna wiadomość misiek!
Uściskałam go mocno, a on uśmiechnął się szeroko.
- Niby tak.. - Mówiąc to, posmutniał. - Ale będę od ciebie strasznie daleko. Nie wiem, czy pojechać. Nie wiem, czy wytrzymam.
- Damy radę wszystkiemu. Dla ciebie mogę przenieść się na ostatni rok liceum do NY, żeby być blisko ciebie.
Pamiętam, jak kiedyś chciałam mu to powiedzieć, ale się powstrzymałam. Tylko że kiedyś byłam bardziej pewna tego, co mówię. Teraz wszystko się komplikowało przez moje uczucie do Brada, którego dalej nie potrafię rozszyfrować. Michael zobaczył, że się nad czymś zastanawiam.
- Więc przeprowadź się ze mną.
Zatkało mnie.
- Wiesz, że nie mogę. Choćbym nie wiem jak bardzo chciała. Nie mogę. Tutaj mam rodzinę, dom, Grace...
- Brada.. - Dopowiedział cicho, ale usłyszałam.
- Tęskniłabym za nim. Jak za wszystkimi.
- Rozumiem. Domyślałem się, że się nie zgodzisz, tak tylko palnąłem.
- Myślałeś nad tym wcześniej? Przed moimi słowami? - Zdziwiłam się na to, co mi powiedział, ponieważ do tej pory myślałam, że to pytanie było nawiązaniem do mojej odpowiedzi. Chłopak milczał.
- Wszystko się ułoży - zapewniłam go, chociaż nie byłam tego taka pewna.
- Mam nadzieję.
Nie ubłagalnie zbliżał się osiemnasty sierpnia.
***
Przygotowania do zaślubin zajmowały większość mojego czasu, dlatego też mało poświęcałam go przyjaciołom, wliczając w to Brada. Dzwonił parę razy, ja do niego też. Mimo to nasze kontakty dalej są niezbyt rewelacyjne, brakuje mi tej jego opiekuńczości, jego uśmiechu, jego poczucia humoru, jego całego. A to dlatego, że poniekąd i mimo wszystko był moim najlepszym przyjacielem, który w potrzebie zawsze był, a przecież to się liczy, prawda? Co z tego, że się całowaliśmy, co z tego, że nie wiem, co do niego czuję. Teraz go przy mnie nie ma, a przynajmniej nie tak jak kiedyś był. Michael jakby całkowicie zapomniał o tamtej sytuacji na wakacjach. Grace i Deanowi też się bardzo dobrze układało. Nie miałam pojęcia, co słychać u Kim, bo Brad zawsze zbywał to pytanie w jakiś sposób, a ja nie byłam skora do namawiania go na odpowiedź, bo poniekąd moją winą było to, że się pomiędzy nimi popsuło.
Było ciepłe sierpniowe popołudnie. Za dwa dni miał nastać ważny dzień dla mojego ojca. Dzisiaj kończyliśmy dekorować salę i układać wizytówki na miejscach siedzących przy stołach.
- Te wakacje nie były dla ciebie idealne, prawda? - Zapytał się mnie tato, kiedy dmuchałam balony dla mniejszych gości.
- Dlaczego miałyby nie być?
- Jedyne, co cię miłego spotkało, to ten wyjazd na samym początku z przyjaciółmi. Potem wciąż pomagałaś nam z przygotowaniami i mało czasu spędzałaś ze znajomymi. Nie miałaś dużo wspólnych wyjazdów nad wodę lub do kina, albo na jakieś koncerty. Przykro mi, nie musiałaś się aż tak poświęcać.
- Tato - zaczęłam wzruszona - naprawdę nie było dla mnie problemem poświęcenie tego czasu na pomaganie wam. Jeździliśmy przecież na różne pikniki czy na baseny. Nie przejmuj się tato, te wakacje dzięki temu były oryginalne. Gdyby nie to, pewnie zanudziłabym się w domu.
Wydawało mi się, że go pocieszyłam swoimi słowami, ale poniekąd miał rację. Rok temu na przykład kręciłam z Wilsonem Bruck'iem z mojego roku, a Grace była w związku z z pewnym chłopakiem z innej szkoły z Mainblice. Często nie było mnie na noc w domu, bo urządzaliśmy sobie libacje alkoholowe pod namiotami, albo taplaliśmy się codziennie nad wodą. Wydałam wtedy więcej kasy niż za cały rok szkolny, dlatego też czas zapełniały mi nie tylko spotkania ze znajomymi, ale dorywcza praca w sklepie odzieżowym u przyjaciela mojego ojca.
Te wakacje były zupełnie inne niż jakiekolwiek wcześniejsze.
- Przyszła odpowiedź na list mamy od mojego taty. - Powiedział tego wieczoru Michael.
- O, to cudownie! Mówiłam, że nic mu nie jest?
Mimo tego chłopak miał markotną minę.
- Co się stało?
- Został postrzelony w ramię na początku lipca, ale rana już się dobrze goi, więc po sześciu dniach odpoczynku znowu wrócił na front.
- Nic poważnego mu się nie stało, to zapewne tylko draśnięcie, a na wojnie nie trudno o takie. Przykro mi z tego powodu, ale ważniejsze jest to, że nic mu nie jest i za niedługo się zobaczycie. - Próbowałam go pocieszyć, on za to przytulił mnie mocno do siebie. - A właściwie odkąd twój tata jest w wojsku?
- Od czterech lat. Kiedy minął pierwszy rok jego służby, miał podjąć decyzję, czy podpisuje kontrakt na dłużej czy nie.
- Rozumiem, że przedłużył?
- Tak. Wtedy właśnie zdecydowaliśmy się przenieść z Anglii do Kalifornii. Poszczęściło nam się, bo mama znalazła dobrą pracę, mimo to, przeprowadziliśmy się jeszcze parę razy, zanim osiedliśmy tutaj - w Goldhill. Było to niecałe dwa lata temu. Wtedy ostatni raz ujrzałem ojca. Rzadko bywał w domu, było nam ciężko, ale zawsze kiedy przyjeżdżał chociażby na ten jeden tydzień, radości nie było końca.
- To smutna historia, Michael. Ale spójrz. Od czterech lat służy dla kraju, poświęca sporą ilość swojego życia i wciąż trzyma się na nogach i tęskni za wami. Jeszcze parę miesięcy i wróci do was. Jestem tego pewna.
- A co jak będzie chciał znowu przedłużyć kontrakt?
- Wątpię. Czytałeś list od niego. Myślę, że strasznie mu was brakuje. Poświęcił tyle czasu dla wojska i bardzo ryzykował. Wróci.
- Oby. - Chłopak rzadko wyrażał przy mnie skruchę czy jakąś ukrytą delikatność i wrażliwość, ale jeżeli rozmawialiśmy na temat jego ojca, wszystkie bariery znikały i zamieniał się w smutnego syna, który tęskni za tatą. To było straszne widzieć go niekiedy w takiej rozpaczy, ale szybko mu przechodziło - chociaż tyle.
Następnego dnia umówiłam się z Grace, że porozkładamy talerze i sztućce na stołach w sali weselnej.
- Jak ci się układa z Deanem? - Zapytałam przyjaciółkę, kiedy zrobiłyśmy sobie małą przerwę.
- Bardzo dobrze. A tobie i Michaelowi?
- Właściwie to też. Niesamowite jak wszystko potrafi wrócić do normy.
- Mi to mówisz?
Obie się zaśmiałyśmy.
- A miałaś jakiś kontakt z Bradem? - Przyjaciółka spytała się mnie o to ostrożnie, a ja odczekałam dłużącą się minutę, zanim udzieliłam jej odpowiedzi.
- Ostatnimi czasy nie za bardzo.
- Kiedy z nim rozmawiałaś?
- Na początku sierpnia? Może tak jakoś... Przyszłam do niego, żeby wręczyć mu zaproszenie na ślub. Nieoficjalnie wiedział już wcześniej, ale pasowało mi się w końcu do niego pofatygować.
- Z tego co słyszałam... Jemu i Kim również się dobrze układa.
- Z tego co słyszałaś? - Zdziwiłam się.
- No rozmawiałam ostatnio parę razy z Kim... Brad stwierdził, że bardzo mu zależy na niej, a o tobie już prawie zapomniał, gdyż wie, że to i tak nie miało by sensu, a nie chce stracić Kim.
- Cieszę się. - Tylko na tyle było mnie stać.
Wzięłyśmy się za ponowną pracę, wtem nagle zadzwonił mi telefon.
- Halo? Kto mówi?
- Dzień dobry, przepraszam, że przeszkadzam. Tutaj mama Brada.
- Słucham, co się stało? - Zapytałam zdezorientowana. Kobieta po drugiej stronie słuchawki miała niespokojny głos.
- Brad miał wypadek na motorze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz