czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 31. Odpowiedzialne zadanie

  Nie wiem, o której się obudziłam. Nie mam pojęcia, jak zakończyła się impreza ani co robili moi przyjaciele przez resztę nocy. Ja, zamiast się bawić, spałam w najlepsze w gabinecie ojca, a obok mnie pochrapywał Dean. Dopiero koło poranka się zmył, rozbudzając mnie trochę.
  Zeszłam na dół, żeby ocenić wygląd domu po imprezie. Ku mojemu zdziwieniu, wszystko było posprzątane. Na pierwszy rzut oka nic nie zdradzało, że odbyła się tutaj "epicka" impreza, dopiero gdy zaglądnęło się do zmywarki i umywalki, można się było czegokolwiek domyślać. Interesowało mnie, kto to wszystko za mnie posprzątał. Byłam przygotowana, że zastanę niemały bałagan, a tu proszę! Nawet po krzesłach, które zwieziono tutaj parę godzin przed rozpoczęciem imprezy, nie było śladu. Wzruszyłam ramionami i poszłam ociężale do góry. Nie wypiłam wczoraj dużo, a mimo to czułam się, jakbym sama opróżniła co najmniej jednolitrową butelkę wódki.
  Kiedyś przeraziłabym się nie na żarty, widząc, w jakim jestem stanie. Włosy rozczochrane gorzej niż zawsze, tusz rozmazany na policzkach, worki pod oczami, których nie mogłam do końca otworzyć, bo bardzo mnie piekły... Za dużo płaczu i zmartwień.
  Bez dłuższych rozmyślań napuściłam sobie wody do wanny, a po kilku minutach już byłam zanurzona w odprężającej, gorącej kąpieli. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów zrobiłam sobie bąbelki i dużo piany.
  Jak dobrze było być dzieckiem, pomyślałam i westchnęłam, zanurzając się jeszcze bardziej z zamkniętymi oczami.
  Nie chciałam, naprawdę nie chciałam myśleć wtedy o Michaelu. Nie udało mi się to jednak. Od razu przed oczami pojawiła mi się scenka z północy. Potrząsnęłam energicznie głową, by odpędzić od siebie te przygnębiające myśli, powodując tym rozchlapanie pewnej ilości wody na podłogę. Postanowiłam, że za wszelką cenę przestanę się tym zadręczać.
  To w końcu Nowy Rok. Trzeba zacząć go porządnie i dobrze, a nie z takim smutkiem.
  Ojciec wrócił wieczorem, zaskoczony tak dobrym stanem domu. Za to mój stan wcale go nie zadowolił. Mimo dobrego makijażu, nie uszły jego uwadze ciemne worki pod oczami, co wytłumaczyłam nieprzespaną nocą ("No wiesz, tato, sylwester..."). Nie zdziwiłam się, kiedy wzruszył na to ramionami i odszedł, nie pytając nawet o to, jak się bawiłam.
  Widocznie miałam rację - martwił się tylko z powodu imprezy w jego domu.
  Resztę dnia spędziłam w łóżku, a to oglądając filmy, to śpiąc. Telefon komórkowy pozostawiłam wyłączony. Kompletnie nie zdawałam sobie sprawy, jakie skutki może to przynieść.
  Kiedy uruchamiałam go pod wieczór, wiedziałam, że będę miała niezły spam w wiadomościach i nieodebranych telefonach. Ale naprawdę nie spodziewałam się stu dwunastu sms'ów i siedemdziesięciu dziewięciu połączeń!
  Połowa z nich była od Michaela, za to resztę zapełniały takie osoby jak Brad czy Dean. Telefon od Grace dostałam tylko jeden raz - wczoraj, zaraz przed przyjściem Deana. Prawdopodobne nawet, że wybrała ten numer przypadkiem...
  Stwierdziłam, że nie będę odczytywać nawet wiadomości, więc po prostu wszystkie usunęłam. Leżąc tak, zdałam sobie sprawę, że Michael jutro z rana wyjeżdża, a ja nawet nie mam zamiaru się z nim pożegnać. Sama sobie dokładam cierpienia, ale postanowienie to postanowienie. Nie potrafię z nim teraz rozmawiać, potrzebuję trochę czasu.
  Nawet nie wiem, kiedy zdołałam zasnąć.


***


- Cholera, co jest... - wymamrotałam, przewracając się na drugi bok. Nie chciałam jeszcze otwierać oczu.
  Dajcie mi spać, ludzie, błagam! - pomyślałam.
  I wtem dzwonek ucichł. Odetchnęłam z ulgą i spróbowałam z powrotem zagłębić się w błogim, przyjemnym śnie. Wkurzona walnęłam dłonią w poduszkę, kiedy usłyszałam melodyjkę po raz kolejny. Uniosłam leniwie rękę i powędrowałam nią niezdarnie w stronę, z której dochodził irytujący dźwięk. Już miałam ze złością zrzucić połączenie, kiedy dostrzegłam, kto dzwoni. Przez krótką chwilę nie wiedziałam, co zrobić, ale że przed momentem się obudziłam i nie myślałam jeszcze racjonalnie, nacisnęłam zieloną słuchawkę. Ścisnęło mnie w gardle, kiedy moich uszu dobiegł ten cudowny głos, przepełniony ulgą, wypowiadający moje imię...
- Tess! W końcu odebrałaś!
  Przewróciłam się na plecy, ale komórkę odłożyłam na poduszkę obok siebie, uprzednio włączając głośnomówiący. Michael westchnął.
- Słuchaj, przepraszam... Mam nadzieję, że mnie chociaż wysłuchasz. Zrozum, szukałem cię, gdy nagle podeszła do mnie Kim i... nie spodziewałem się, Tess. Nawet nie wiesz, jak mi przykro. To nie moja wina, proszę cię, wybacz mi, no! Błagam, powiedz coś, porozmawiaj ze mną.
  Uparcie milczałam.
- A więc dobrze. - Jego głos wyrażał frustrację. - Nie odpowiadaj, świetnie. Wiesz, że dzisiaj wyjeżdżam? Zaraz znoszę walizkę do samochodu i wracam do Nowego Jorku. Liczyłem, że się chociaż pożegnasz. - Łzy naszły mi do oczu. - Kocham cię najbardziej na całym świecie, Tess i dobrze o tym wiesz. To, co się wczoraj stało... Chciałbym ci to wynagrodzić w jakikolwiek sposób, tylko powiedz, a tak zrobię. Naprawdę nie spodziewałem się takiego zachowania ze strony Kim, proszę, nie wkurzaj się już. Powiedz coś. Cokolwiek, Tess. - Błaganie w jego głosie było nie do zniesienia. Westchnęłam cichutko i mogłabym w tamtym momencie przysiądź, że poczułam, jak sztywnieje i czeka, że a nuż mu w końcu coś odpowiem. Może wyczułam to przez jakąś naszą więź, która nas łączyła? W końcu kochamy się. I to nad życie.
  Kochamy się tak, że aż boli...
- Bezpiecznej podróży, Michael - wyszeptałam, uprzednio przykładając do ucha telefon. Powstrzymałam cisnące się do oczu łzy i zakończyłam połączenie.
  Nie zdołałam już zasnąć, więc zeszłam do na dół, żeby zrobić sobie coś do jedzenia. Nie obchodziło mnie, czy tata zrobi mi aferę, że nie poszłam dzisiaj do szkoły. Właściwie to wątpię, żeby go to w jakimkolwiek stopniu poruszyło.
  Jak poprzedniego ranka w domu unosiła się błoga cisza, słychać było jedynie moje kroki. Zabrałam się za robienie kanapek, kiedy zadzwonił domowy.
- Halo? - Odebrałam, smarując chleb razowy margaryną.
- Nie poszłaś do szkoły, co, leniu? - usłyszałam wesoły głos przyjaciela.
- Brad! Jak super, że dzwonisz! - Naprawdę się ucieszyłam. Miałam tylko nadzieję, że nie będzie miał ochoty poruszać tematu Michaela.
- Dopisuje ci humor, mała.
  Uśmiechnęłam się krzywo, ciesząc się, że mnie nie może zobaczyć.
- Ta, no - burknęłam cicho. - Co tam słychać?
- Jak najbardziej okej. Właśnie skończyłem rozmawiać z Deanem.
  Dean! Jak mogłam zapomnieć o moim przyjacielu, milcząc przez cały dzień?! Gdybym była takiej sytuacji jak on, od razu by pewnie przyjechał! Ale ze mnie egoistka, pomyślałam.
- I co u niego?
- Nie najlepiej, ale no cóż...
- Grace to idiotka - fuknęłam, podenerwowana całą tą sytuacją. - Gdybyśmy tylko jeszcze rozmawiały...
- Myślisz, że by cię posłuchała? Czy ty już przypadkiem nie próbowałaś jej przemówić do rozumu?
- Tak, ale...
- Daj spokój, dobrze ją znasz. Jest bardziej uparta niż ty, a to rzadkie!
- Masz rację. - Westchnęłam z rezygnacją. Nie było o co się wykłócać, Brad mówił najszczerszą prawdę. - A czy... rozmawiałeś może z Kim?
- Tak. Tess, ona mi powiedziała, że kompletnie nie pamięta tego jej pocałunku z Michaelem. Ostatnie co kojarzy, to nasz taniec we czwórkę.
  Nie odpowiadałam, bo też nie wiedziałam, co bym mogła powiedzieć. "Nie pamięta". Wiadomo, że to zawsze jakieś usprawiedliwienie, ale wcale nie zmienia to faktu, że ukradła mi MÓJ pocałunek z MOIM chłopakiem. O północy. W Sylwestra!
- Wybaczyłem jej, Tess. Powinnaś to samo zrobić z Michaelem.
- Daj mi, proszę, samej podjąć decyzję. Teraz powinniśmy się interesować wyłącznie Deanem. Potrzebuje naszego wsparcia, mimo że tego nie ukazuje.
  Przytaknął, a potem rozmowa toczyła się już tylko na temat naszego zranionego kumpla.


***


  Siedziałam nad esejem z angielskiego już prawie godzinę, a to dlatego że kompletnie nie mogłam się na niczym skupić.
  W szkole Grace nie zwróciła na mnie najmniejszej uwagi - jakbyśmy się w ogóle nie znały. Udając, że wszystko jest w porządku, na stołówce dosiadłam się do Kylie z dodatkowej lekcji angielskiego, a na lekcjach siedziałam z różnymi uczniami, podśmiewając się co chwilę z różnych tematów. Nikt nie pytał, o co mi poszło z Grace, za to dużo mówione było o imprezie sylwestrowej. Tu również kłamałam, mówiąc, że świetnie się bawiłam, po czym udawałam zainteresowanie, wypytując, jak inni spędzili tę noc.
  Temat zadanej pracy, który brzmiał "Prawdziwe i fałszywe źródła szczęścia" nie był najgorszy, ale jakoś nie mogłam sobie z tym poradzić. Uwielbiam panią Harris, ale dlaczego, do cholery, zaraz po Nowym Roku zadaje nam tak ciężkie i wymagające czasu zadanie do wykonania?
  Miałam już napisane nieco ponad połowę, jednak nie byłam z tego nawet w najmniejszym stopniu zadowolona. Mimo że miałam cały weekend na napisanie go lub dopracowanie, wolałam się za to zabrać już dzisiaj, póki jako tako jeszcze mój mózg funkcjonował. Całe dwa kolejne dni planowałam przeleżeć w łóżku, odpoczywając i ciesząc się spokojem (mówiąc spokój, nie brałam pod uwagę swoich myśli, dlatego że byłam pewna, iż będą one krążyć wokół Michaela i Grace).
- Tess, ktoś do ciebie! - Usłyszałam z dołu kobiecy głos.
- To niech tu przyjdzie! - odkrzyknęłam, po czym ponownie zagłębiłam się w jednej z pomocy naukowych. Nie minęła minuta, gdy moje uszy dopadł czyjś zachrypnięty śmiech.
- Kujonka.
  Oderwałam się od książki, dostrzegając z niemałym zaskoczeniem, kto mnie odwiedził. Od razu na moją twarz wstąpił krzywy grymas.
- Co ty tu robisz? - syknęłam, ściskając długopis w ręce tak mocno, że aż pobielały mi knykcie.
- Też cię miło widzieć, kochanie - wyszczebiotał i podszedł bliżej.
  Zane nie był chłopakiem brzydkim i bez gustu. Należał do jednych z najbardziej pociągających osobników płci męskiej, których było mi dane znać osobiście. Ale wygląd to nie wszystko, mimo że to przecież ciągnie do ciebie ludzi. Jedyne, czym ich możesz zatrzymać, to charakter.
  Zane'owi tego kompletnie brakuje. Ciężko byłoby mi wymienić jakąś jego zaletę, ponieważ odkąd go znam, nie zrobił nic, co byłoby dobre.
  Aczkolwiek tak, kiedyś uważałam go za fajnego chłopaka, który umie się zabawić i organizuje dobre imprezy. Ale to było kiedyś, a mianowicie w tamte wakacje. Niedługo po rozpoczęciu znajomości z nim, zrozumiałam, że coś w tym chłopaku jest nie tak. Wyjawiłam swoje podejrzenia Grace, jednak ta zbyła to machnięciem ręki. Dopiero kilka dni później dziewczyna zaczęła zauważać jego głupie, dziecinne i debilne zachowanie. Wtedy to z nim zerwała bez chwili namysłu i wydawało nam się, że wszystko skończone.
  Niestety musiał stanąć Grace na drodze, podczas pobytu w Nowym Jorku.
- Wyjdź stąd - powiedziałam i zabrałam się za esej. Liczyłam, że chłopak posłucha, ale to tak jakby marzyć o wygraniu na loterii. Zane nie był typem człowieka, który tak po prostu sobie odpuszcza, szczególnie, gdy może mieć z tego niezły ubaw.
- Wracam do Nowego Jorku w niedziele - poinformował obojętnym tonem, robiąc powoli małe kroczki w moją stronę, co dostrzegałam jedynie kątem oka.
  Nie odpowiedziałam mu, tylko zaczęłam kolejny akapit. Nie było mi jednak dane nawet dokończyć pierwszego zdania, bo chłopak rozproszył mnie swoim nonszalanckim gestem - zbliżył się niebezpiecznie, opierając bezceremonialnie dłonie o blat stołu. Jego twarz znajdowała się teraz parę centymetrów od mojej, a na nieszczęście związałam sobie włosy w wysokiego, luźnego kucyka, co dawało mi ogromne poczucie niezręczności, bo uniemożliwiało ukrycie twarzy za opadającymi kosmykami włosów - tak jak się dzieje zazwyczaj, kiedy nachylam głowę w przód. Gdy uniosłam swój wzrok na niego, uśmiechał się łobuzersko.
- Wiem, że nie możesz zapomnieć o naszym pocałunku - wychrypiał, wpatrując się w moje oczy.
  Aż długopis wypadł mi z ręki, tak wstrząsnęła mną jego wypowiedź. On przecież musiał żartować! Prychnęłam z rozbawienia, ale i podenerwowania.
- Jesteś nienormalny, Zane - odparłam pewnie i ponownie wzięłam do ręki długopis. - Muszę się uczyć. Odwiedź Grace, jeżeli nie możesz usiedzieć w domu aż do czasu, kiedy wyjedziesz z powrotem do Nowego Jorku.
- Grace? Grace to dobra dziewczyna i nieźle całuje, ale... powiedzmy, że mi to nie wystarcza. - Uśmiechnął się szelmowsko, a mi zrobiło się dziwnie niedobrze na ten widok.
- Wynoś się, Whiters - mruknęłam złowrogo.
- Nie mów, że ci się nie podobało.
- Idiota.
- Wciąż nie zaprzeczasz.
- Nie podobało mi się, okej? Czemu by niby miało? Daj mi spokój, bo niepotrzebnie tracisz swój cenny czas! Wypad! - Powoli traciłam nad sobą kontrolę.
- Tess, spokojnie. Zachowujesz się jak dziecko - powiedział, tak łudząco podobnie do Michaela.
- Idź już, proszę. 
- A tak w ogóle, spodobał ci się prezent?
- Jaki prezent? – zdziwiłam się.
- Kwiaty. 
  Wytrzeszczyłam na niego oczy.
- Chyba muszę zadzwonić do Grace.
- Poważnie? I myślisz, że odbierze?
- To do niej pojadę.
- I co jej powiesz? O ile w ogóle zgodzi się na spotkanie z tobą. - Wyraźnie bawiła go ta wymiana zdań.
- Że jesteś dwulicowym kobieciarzem, który ma ją gdzieś. I dodam, że całujesz przypadkowe dziewczyny, podczas gdy powinieneś zajmować się swoją partnerką.
- Nie jesteś przypadkową dziewczyną, Tess - wymruczał, a ja miałam już pewność, że zaraz zwrócę swoją kolację. - Ale - dodał już głośniej i pewniej - po co Grace miałaby ci wierzyć? W końcu nie pochwalasz jej związku ze mną. Nie jest głupia, będzie myśleć, że wymyślasz jakieś bzdury, byle tylko mnie jak najszybciej rzuciła. Ale tak nie będzie, ponieważ mnie kocha.
- Wydaje jej się, bo zamąciłeś jej w głowie jakimiś tandetnymi tekstami.
- Trzymaj się ciepło, Rodriguez i rób jak uważasz - powiedział, po czym oddalił się w stronę drzwi. - Przyjaciółki już i tak nie odzyskasz - dodał na odchodnym i opuścił pokój.
  Cisnęłam długopisem w tamtą stronę z nadzieją, że trafi go w głowę. Dosłyszałam tylko cichy śmiech Zane'a, który brzmiał przerażająco, mimo że nieco seksownie.
  I co ja teraz zrobię?


***


  Weekend minął nieprzyjemnie szybko, tak że nie zdążyłam się nawet nacieszyć odpoczynkiem. Powitała mnie kartkówka z matematyki z materiału, którego zupełnie nie rozumiałam. Nauczyciele powariowali?! Chodzimy do szkoły dopiero trzy dni (ja dwa), a oni już zasypują nas różnymi wymogami. Normalnie w takiej sytuacji ratowała mnie Grace, ale tym razem siedziałam sama i musiałam się przygotować na wielkie F w dzienniku.
  Cieszyłam się, że po stresującej pierwszej lekcji, mogłam się całkowicie rozluźnić na angielskim. Pani Lisa siedziała przy biurku, jak zwykle zagłębiona w jakichś papierach.
  Była taka niepisana zasada, że jeżeli zadano nam jakieś zadanie domowe typu wypracowanie czy właśnie esej, to na początku lekcji musieliśmy złożyć wszystko w kupce po prawej stronie jej biurka. Gdy zbliżyłam się do kobiety, zauważyłam ze zdziwieniem zmiany na jej twarzy.
  Kości policzkowe stały się bardziej widoczne, ciemne worki pod oczami mocno kontrastowały z jej jasną cerą, a włosy wyglądały niezdrowo - zdawało mi się, że gdyby ich nawet delikatnie dotknąć, pokruszyłyby się w palcach.
- Wszystko w porządku? - spytałam, stając naprzeciwko niej. Pani Lisa uniosła głowę, a na jej twarz wstąpił nikły uśmiech.
- Oczywiście, Tess. Usiądź, zaraz zaczynamy.
  Kiwnęłam głową i zajęłam swoje miejsce.
- Mam dla was pewną informację - zaczęła, gdy w sali zaległa całkowita cisza.
  Nikt nie rozmawiał na jej lekcjach, a przynajmniej nie tak głośno i lekceważąco w stosunku do nauczyciela, jak na innych przedmiotach (przykładowo matematyce). Wszyscy darzyli panią Harris ogromnym szacunkiem, co bardzo mnie cieszyło, bo ta przemiła kobieta nie zasługiwała na złe traktowanie.
- Pani dyrektor oświadczyła mi, że przyjeżdża do naszej szkoły pewna grupa uczniów w ramach wymiany.
  Po klasie rozszedł się pomruk zaciekawienia i zaskoczenia. Faktycznie, w przeciągu ostatnich trzech lat nie odbywały się w naszej szkole żadne takie wydarzenia. Co też oni planowali w takim wypadku?
- A skąd? - zapytała jakaś szatynka, której imienia nie znałam.
  Dziwne, pomyślałam, ale wzrok miałam utkwiony w pani.
- Z Włoch - odparła z szerokim uśmiechem.
- I my tam też pojedziemy? - Dziewczyna nie ukrywała podekscytowania.
- Możliwe, możliwe... Ale tylko wybrane osoby, oczywiście. Poza tym na razie pewne jest to, że musimy ich ugościć w jakiś przyjemny sposób. Przylatują z daleka, dlatego trzeba urządzić coś naprawdę wielkiego.
- Zorganizujmy konkurs!
- Lepszy będzie festyn! 
- A może...
- To będzie dobre!
- A gdzie będą spać?
- Ciekawe, czy będą przystojni chłopcy, och...
- Zróbmy festyn!
  Wszyscy zaczęli się przekrzykiwać, bo nagle zaświtało w ich głowach mnóstwo pomysłów. Mi też przyszło coś na myśl, więc nie chciałam być gorsza i milczeć.
- Przedstawienie?
- Dobrze, dobrze, cisza! - powiedziała spokojnie pani Harris, po czym wstała i zaczęła przechadzać się po klasie. - Wszystkie wasze propozycje, te które oczywiście zdołałam zrozumieć, są rewelacyjne i aż ciężko mi uwierzyć w to wasze zaangażowanie. - Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Podeszła do tablicy, biorąc uprzednio do ręki białą kredę. - A więc, zapiszemy pomysły... Słyszałam coś o jakimś festynie...
  Po paru minutach prawie cała tablica była zapełniona różnorakimi formami ugoszczenia młodzieży z Europy. Uśmiechnęłam się delikatnie, kiedy ujrzałam swoją propozycję. Może mi się tylko zdawało, ale chyba była napisana jakby minimalnie większą czcionką niż pozostałe, co mnie jeszcze bardziej rozweseliło.
- Przyjeżdżają na całe siedem dni, kochani, dlatego też sądzę, że uda nam się zrealizować większość waszych pomysłów jak nie wszystkie!
  Cała klasa wybuchnęła oznakami zadowolenia. Następnie pani Harris, gdy już udało jej się uciszyć wszystkich, wspomniała, że następnego dnia da nam znać o decyzji pani dyrektor.


***


  Nie wiem, czy pozostałym uczniom z grupy zajęć języka angielskiego, do której ja uczęszczałam, tak samo jak mi ciągnęła się reszta poniedziałku i pięć pierwszych wtorkowych lekcji. Dopiero na szóstej - ostatniej - czekało nas spotkanie z panią Harris.
  Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, w klasie nie siedziała wyłącznie nauczycielka angielskiego, ale również pani dyrektor Jocelyn Grand. Była ubrana w czarną sukienkę i włosy spięła w kok, a w dłoniach trzymała filiżankę z parującym napojem - zgadywałam, że kawą.
- Witam, drodzy uczniowie - zaczęła oficjalnym tonem. Nigdy nie byłam do niej jakoś uprzedzona, aczkolwiek słyszałam pogłoski, że jej poprzednik był o wiele lepszy na tymże stanowisku. - Doszły mnie słuchy o waszej wysokiej aktywności na wczorajszej lekcji. Pani Lisa przedstawiła mi wszystkie pomysły i ustaliłyśmy wspólnie plan tygodniowego pobytu uczniów z wymiany. Jako że ta oto nauczycielka zaproponowała tą klasę, to właśnie wam zostanie przydzielona opieka nad nimi i całym tym wydarzeniem. Zaraz poprosimy dwójkę z was o rozdanie karteczek z planem i wierzymy, że wszystko przypadnie wam do gustu.
- W razie jakichkolwiek kłopotów czy poczucia niezadowolenia, proszę się zwracać do nas, a postanowimy, co z tym zrobić - dodała pani Lisa, uśmiechając się półgębkiem. Następnie wyznaczyła dwie osoby do rozdawania planów - Grace i tą rozentuzjazmowaną szatynkę, której imię poznałam dopiero dzisiaj.
- Dzięki, Pam - powiedziałam, gdy dziewczyna wręczyła mi kartkę formatu A5.
  Z zaciekawieniem i rosnącą euforią przyjrzałam się planowi, słuchając jednocześnie, co mówi nauczycielka.
- Każdemu epizodowi przeznaczone są dwie osoby, które są kimś w rodzaju przewodniczących. W pierwszy dzień ich pobytu tutaj wykluczyliśmy imprezy z kategorii festynów, tylko po prostu oprowadzimy ich po szkole i miasteczku, damy im się zaaklimatyzować i wypocząć po podróży. Zajmie się tym Pamela i Jamie. Następnie planujemy...
  Nie potrafiłam już niestety słuchać, co postanowiły, dlatego że utkwiłam wzrok na pewnym wydarzeniu, a mianowicie słowie przedstawienie. Nie wcisnęło mnie w krzesło to, że zaakceptowano mój pomysł, tylko to, kto jest wyznaczony do bycia na czele.
  Ja i Grace.
  Przełknęłam głośno ślinę. Nie chciałam widzieć miny dziewczyny, kiedy to przeczyta.
- W sobotę odbędzie się festyn, na którym zagra szkolna kapela. Całość zorganizuje Meredith i Frank. A na ostatni dzień...
- Poważnie? - Usłyszałam, jak dziewczęcy, sfrustrowany głos przerwał pani Lisie w połowie wypowiedzi.
- Grace, coś nie w porządku? - spytała pani Grand, ściągając brwi z dezorientacją. Spojrzałam w stronę byłej przyjaciółki.
- Nie, spoko - odburknęła, osuwając się na krześle. Wzrok miała wlepiony w plan, dlatego nawet nie wiedziałam, czy zauważyła, że się jej przyglądam.
- A więc, wracając do tematu - zaczęła ponownie pani Harris, odwracając wzrok od Grace - na ostatni dzień zaplanowane jest przestawienie i uroczyste pożegnanie waszych kolegów. Jako że co nie co wiem o waszych zdolnościach, bo uczę tę grupę już trzeci rok, przydzieliłam do tego zadania osoby, które na pewno podołają mu bezproblemowo. Grace i Tess. Grace, jako że jest zdolną członkinią kółka teatralnego, a Tess, bo ma talent pisarski i jestem pewna, że albo napiszę coś poruszającego i ciekawego, albo wybierze jakąś sztukę i doskonale ją wyreżyseruje.
- Dodatkowo, po lekcji proszę podejść do mnie i składać podpisy pod zgłoszeniem, które dotyczy tego, kto przyjmie ucznia z wymiany pod swój dach - wtrąciła dyrektorka.
- A do Tess zwracać się w sprawie przedstawienia! Czy to o scenografię, rolę, czy kostiumy - oznajmiła anglistka. - Kochana - zwróciła się do mnie, uśmiechając się pokrzepiająco - wierzę, że sobie poradzisz. Grace poda ci nazwiska osób z kółka, które również możesz zaangażować do twojej sztuki.
  Kiwnęłam głową.
- Przepraszam, a tak właściwie to kiedy oni przyjeżdżają? - spytała jakaś dziewczyna siedząca za mną.
- Za trzy tygodnie - odparła beztrosko dyrektorka.
- Co?! - Nie mogłam się powstrzymać przed wypowiedzeniem tego.
- Poradzisz sobie - powtórzyła cicho pani Lisa i właśnie wtedy rozbrzmiał dzwonek kończący lekcję.

9 komentarzy:

  1. Zostałaś nominowana do Liebster Award. Więcej informacji tutaj : http://www.wiatriamy.blogspot.com/p/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  2. super opowiadanie. :)
    jestem ciekawa co będzie w następnych rozdziałach :)
    a w między czasei zapraszam do mnie http://iveneverfeltlikewithyou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi i mam nadzieję, że z chęcią przeczytasz kolejne rozdziały ;) I już zaglądam. :)

      Usuń
  3. kiedy następna część. ?

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy będzie kolejny rozdział? Tyle czekać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam czasu na razie zbyt dużo, bo pisałam egzaminy teraz i ogólnie wena mnie opuściła, ale może w tym tygodniu dodam - postaram się, aczkolwiek nie obiecuję :)

      Usuń
  5. Kiedy w końcu będzie kolejny rozdział? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że dodawałam bardzo dużo i szybko w kwietniu, ale teraz nie jestem w stanie przez sprawy osobiste, brak weny i naukę. Chcę pisać, ale nie umiem. Postaram się coś napisać, ale nie obiecuję, że szybko się pojawi 32 rozdział. :)

      Usuń

Mrs. Punk