poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział 17. Porządek emocjonalny

Kiedy po jakichś piętnastu minutach w końcu spazmy ustały, powiedziałam przyjaciółce, jaka sytuacja zaszła, a ta mocno mnie przytuliła i powiedziała, że Michael musi to przemyśleć, że za bardzo mnie kocha, żeby mnie tak naprawdę zostawić.
  Ale ja wiem, że to nieprawda. On najzwyczajniej w świecie mnie rzucił. Znam go. Wiem, że podjął tą decyzję ostatecznie, nie przybiegnie do mnie jutro z kwiatami, że chce wrócić, że popełnił błąd. On taki nie jest. To już na dobre.
  Aż dziwne, że nikt się nie obudził. Poszłyśmy późno spać, a następnego dnia, budząc się o świcie, nie byłam w stanie dobrze funkcjonować.
  Na stole w kuchni leżał jakiś większy pakunek, a w środku znajdowało się ciasto. Zapewne Michael przyniósł je wczorajszego wieczoru na prośbę mamy. I przyszedł na nogach, co dziwne. A może go ktoś podwiózł?
  Na 9:30 miałyśmy iść do fryzjera. Nie chciałam ekstrawaganckiej fryzury, ani nie miałam humoru do wybierania uczesania, dlatego postawiłam na klasycznym koku. U kosmetyczki również zdałam się na intuicję i talent pani pracującej tam, dlatego mój makijaż był delikatny i kobiecy. Grace miała burzę loczków upiętych dziwacznie, ale dawało to piękny efekt, który ciężko opisać. Kosmetyczka umalowała ją bardzo podobnie do mnie, jednak jej szminka nie była bladoróżowa jak moja, tylko mocno czerwona.
  W domu ubrałyśmy nasze sukienki. Moja była błękitna z przedłużanym tyłem i na ramiączkach, a do tego kremowe szpilki. Natomiast Grace miała elegancką, z jednym ramiączkiem sukienkę w odcieniu jasnej zieleni do kolan, a do tego czarne szpilki.
  Byłam totalnie nieobecna, dlatego kiedy rozmawiałam z podekscytowaną Megan, tylko przytakiwałam jej głową - nie byłam w stanie ją wesprzeć, musiałam sama siebie dobrze trzymać. Grace była za to pomocna dla każdego domownika, dlatego właśnie to ona przywdziała małą Maddie w różową, koronkową sukieneczkę, a jej włosy rozpuściła i lekko pofalowała lokówką, podpinając spadające kosmyki na twarz jedną ze srebrnym spineczek.
  Ceremonia kościelna była dość skromna i szybka. Wzruszyłam się przy przysiędze, jednak cały czas byłam głową zupełnie gdzie indziej. Tato nie pytał się mnie, czemu nie towarzyszy mi Michael. Był za bardzo zaabsorbowany całą sprawą, żeby przejmować się takimi szczegółami. Tylko moją siostrzyczkę zaciekawiło w połowie zaślubin, kiedy przyjdzie Michael. Zapewniłam ją, że powinien za niedługo być, tylko coś mu wypadło, jednak głos mi drżał. Grace siedziała z Deanem i rodzicami w trzeciej ławce. Chłopak przyjechał w gustownym, czarnym garniturze dopiero pod kościół, a ze mną się tylko uprzejmie przywitał, na pewno wiedział już, co zaszło.
  Porobiliśmy sobie zdjęcia, wszystkie wstępne ślubne akty się odbyły i teraz było gorące danie. Skubałam ziemniaki widelcem, bo w ogóle nie byłam głodna. Najgorsze było dla mnie puste miejsce obok, przy którym widniała wizytówka z nazwiskiem Michaela. Na szczęście obok mnie siedziała Grace, która cały czas mnie wspierała, jak mogła. Dean rozbawiał wszystkich przy stoliku, a i mnie czasami uniosły się kąciki ust. Ojciec poprosił mnie do tańca parę minut po zakończeniu posiłku, więc musiałam udawać, że bardzo się cieszę jego szczęściem.
- Pięknie wyglądasz - powiedział, kiedy sunęliśmy już po parkiecie. Nie przepadałam za tańcem, ale wiedziałam, że mój tata również nie jest urodzonym tancerzem, dlatego wszystkie kroki były przemyślane i delikatne.
- Dziękuję. Ty również, tato. Jestem szczęśliwa, że znalazłeś Megan.
- Jakoś tego po tobie nie widać. - Uśmiechnął się przejmująco.
- Oj tato, nie będę przecież skakać z radości, bez przesady. Jednak mam te osiemnaście lat i nie wypada. Ale dobrze to za mnie robi Maddie. Widać, że jest bardzo szczęśliwa.
- O tak. - Oboje spojrzeliśmy w stronę biegającej sześciolatki. Jej uśmiech rozbrajał wszystkich zgromadzonych. - Przepraszam, że pytam, ale dlaczego nie ma twojego przyjaciela oraz jego partnerki, ani Michaela?
- No więc... - Spodziewałam się tego pytania. Spuściłam wzrok, odpowiadając mu. - Brad miał wypadek na motorze i leży w szpitalu, dlatego niestety go nie ma, miałam ci przekazać, że mu przykro z tego powodu. Nie jest mu nic poważnego, szybko się wyliże.
- No dobrze. Nieszczęście. To równoznaczne z tym, że nie przyszła również ta jego dziewczyna, hm... Kim?
  Kiwnęłam głową.
- Ale Michael? Co się stało, że go nie ma? Jego mama przywiozła ciasto wczoraj.
- Wiem, wiem. Nie ma go, bo nie mógł być i tyle.
  Tato spojrzał na mnie podejrzanie.
- Oj, no weź, dzisiaj i jutro jesteśmy wyłącznie zainteresowani tobą i Megan.
  Piosenka się skończyła, a tato pocałował mnie w czoło i odszedł do gości. Ja wróciłam do stolika i podparłam się na łokciach. Nie tak to wszystko miało wyglądać.
  Wyjęłam telefon z torebki zawieszonej na ramieniu krzesła, żeby zobaczyć, która godzina i ujrzałam jedną wiadomość i dwa nieodebrane połączenia. Dzwonił Brad i Grace. Grace parę minut temu. Rozejrzałam się po sali, ale nie mogłam nigdzie dostrzec ani przyjaciółki, ani Deana. Przeczytałam sms'a od przyjaciela, który pisał, jak tam wesele i czy wszystko się udało do tej pory. Przeprosił też, za wczorajszą rozmowę (mimo że to ja zaczęłam właściwie ten niezręczny temat). Odpisałam mu, że wszystko jest wspaniale i że nie ma za co przepraszać, bo to ja zaczęłam głupio nawijać o czymś, co tak naprawdę jest już wiadome, oraz przeprosiłam, że nie mogę mu tak odpisywać, ale nie wypada. Potem zadzwoniłam do Grace.
- Co się dzieje? - Zapytałam się jej, kiedy dziewczyna odebrała. Muzyka bardzo przeszkadzała, mimo to mogłam zrozumieć wiele z jej słów.
- Szukałam cię. Musimy pogadać. Zejdź na dół, szybko, kretynko! - Mówiąc to, zaśmiała się na sam koniec, dając mi tym znać, że nie jest to jakaś poważna sprawa. Wstałam z krzesła, jednak zanim to zrobiłam, wypiłam nalany już wcześniej przez Deana kieliszek wódki. Akurat skończyła się jakaś szybka piosenka disco polo i zapuścili jakąś wolną z dedykacją "dla pary młodej i wszystkich zakochanych". Byłam w połowie drogi do drzwi, kiedy ktoś w nich stanął. Był to Michael ubrany elegancko w koszulę i spodnie od garnituru, ze zmierzwioną fryzurą, którą tak uwielbiałam. Spojrzał na mnie, a ja na niego i oboje wpatrywaliśmy się w siebie oczarowani. Byłam zaskoczona jego obecnością, nie wiedziałam, co myśleć. Stałam na środku jak sparaliżowana. Chłopak pokręcił głową i uśmiechnął się przejmująco, po czym szybkim krokiem ruszył w moją stronę. Ja byłam w stanie pokonać tylko metr, bo chłopak przylgnął do mnie w pocałunku, czule mnie obejmując. Podniósł mnie i okręcił dookoła, a potem oderwał swoje usta od moich i przytknął swoje czoło do mojego.
- Przepraszam. Nie powinienem był tak reagować. Zachowałem się jak idiota. Bardzo cię przepraszam, nie mogę bez ciebie żyć, więc nie mogę cię zostawić. - Wypowiedział te słowa ta szybko, że ledwo zdążyłam dobrze zareagować. Przytuliłam się do niego mocno.
- Ja też cię przepraszam. Nie powinnam była tego wszystkiego mówić. Zrozumiałam, że kocham Brada jak brata, ty jednak jesteś najważniejszy. Jesteś całym moim życiem.
- Strasznie cię kocham, kretynko.
- A ja ciebie, głąbie.
   I znowu się pocałowaliśmy.
  To była jedna z najszczęśliwszych chwil w moim życiu. Potem zaczęliśmy tańczyć, a on wyszeptał mi na ucho, że jestem najpiękniejsza na świecie, chociaż chyba woli mnie w wydaniu rozczochranej, zaspanej nastolatki w dresach i poplamionym od ketchupu podkoszulku.
  Raz, będąc u niego, jedliśmy zapiekanki i ketchup skapnął mi na bluzkę, a potem oglądaliśmy telewizor na kanapie i zasnęłam, a budząc się po pół godziny, wyglądałam jak totalna, niechlujna kretynka.
  Ja na to wyszeptałam mu, że go kocham jakieś piętnaście razy i na końcu dodałam , że najbardziej na świecie. Piosenka skończyła się zbyt szybko, jak dla nas. Następna była ponownie jakaś disco polo i idąc za rękę, zeszliśmy na dół, gdzie miałam przyjść do Grace.
- Kiedy ściągał marynarkę, zapomniał o bukiecie róż dla ciebie, co za idiota. - Dean stwierdził z dezaprobatą zachowanie Michaela, kiedy oboje z Grace ujrzeli nas idących w ich stronę.
- No to faktycznie idiota. Gdyby dał mi te kwiaty, nie musielibyśmy tańczyć - odpowiedziałam mu ze śmiechem, po czym wtuliłam się w Michaela. Chłopak sięgnął po róże i mi je wręczył, a ja spojrzałam na niego, jak na debila.
- Co ty sobie wyobrażasz? To nie jest w najmniejszym stopniu romantyczne. Przyjaciel musi ci przypominać o kwiatkach, hańba!
  Michael uklęknął na kolano i chwycił moją dłoń.
- Wybacz mi, księżniczko.
  Gdy tak klęczał i wpatrywał się we mnie jak w aniołka, zmiękłam i rzuciłam mu się na szyję, prawie go przewracając, tym niespodziewanym gestem. Róże nieomal wyleciały mu z rąk, ale miał dobry chwyt. Trzymając mnie za biodro, wręczył mi bukiet, a ja pocałowałam go czule.
Grace i Dean przyglądali się nam, śmiejąc się głośno i kręcąc głowami.
- Tyle z nimi problemów, nie uważasz? - Dean żartobliwie drwił z naszego zachowania.
- Też tak myślę, jak z dziećmi. - Grace go poparła, a potem ponownie zachichotała. - No dobra, weź już przeczytaj tą karteczkę, która jest doczepiona do tego bukietu, bo już nie wytrzymam!
  Spojrzałam na przyjaciółkę zaskoczona, zanosząc się śmiechem.
- Dobrze, już dobrze - mówiąc to, przyjrzałam się malutkiej, białej, tekturowej karteczce.

"Dla najlepszego, co mnie w życiu spotkało.
Chcę być z Tobą wiecznie, bo przyszłość bez Ciebie,
 jest dla mnie niczym; jest po prostu równoznaczna ze śmiercią.
 Kocham Cię najmocniej, Moja Kretynko."

  Czytając te piękne słowa napisane kursywą, łzy naszły mi do oczu. Walnęłam Michaela w ramię.
- Baranie, wszystko by było super, tylko musiałeś zawalić tą "kretynką"!
- Jak zwykle coś źle robię - odparł urażony, a ja mocno się do niego przytuliłam.
- Żartuję. Jesteś najlepszy.
  I czule go pocałowałam.


***



  Wesele bardzo się udało. Tato był szczęśliwy przez cały ten czas - dawno go takiego nie widziałam. Mieli wyjechać na dwa tygodnie pierwszego września, wtedy kiedy zaczyna mi się rok szkolny. W poniedziałek postanowiłam odwiedzić Brada w szpitalu. Akurat trafiłam na jego rodziców, którzy właśnie wychodzili od niego z sali. Uśmiechnęłam się do nich ciepło, a oni to odwzajemnili. Dobrze przemyślałam, co chce mu powiedzieć.
  Brad leżał tak samo jak w piątek, teraz miał przymknięte oczy. Usłyszał, że siadam obok niego i uśmiechnął się do mnie słabo.
- Cześć, jak się udało wesele? Czemu nie odsypiasz?
- Już pospałam. Jest przecież trzynasta. Jak się czujesz?
- Wyśmienicie, tylko żarcie tutaj jest do bani i to pogarsza mój stan.
- No tak, ty lubisz sobie dobrze pojeść.
Obje zachichotaliśmy.
- Brad... Przyszłam tutaj, żeby z tobą o czymś porozmawiać.
- Naprawdę? Czy naprawdę musimy ciągle o czymś poważnym rozmawiać? Nie możemy się pośmiać i powygłupiać jak za dawnych, a właściwie nie aż takich dawnych, czasów?
- Obiecuję, że to ostatni raz. Przynajmniej mam taką nadzieję. Proszę, wysłuchaj mnie.
- No dobrze.
- Oszczędzę ci opowiadania, co się wydarzyło przez ostatni weekend, bo to teraz już naprawdę mało istotne, a chce mieć to z głowy. Więc... - Mimo że w drodze do szpitala miałam ułożone w głowie, co mam mu powiedzieć, teraz nagle wszystko to wyleciało mi z głowy i ponownie miałam mętlik. Wzięłam głęboki wdech. - Przemyślałam to wszystko ostatecznie, Brad. Kocham cię. Naprawdę bardzo cię kocham, ale... tylko jak brata. Michael jest dla mnie najważniejszy, to z nim chce być. Przykro mi, że może ranię teraz twoje uczucia, ale musiałam ci powiedzieć, co postanowiłam. Naprawdę chcę, żebyśmy się dalej przyjaźnili, bo jesteś dla mnie bardzo ważny i bez ciebie nie dam rady, wiesz o tym.
  Brad miał nieodgadniony wyraz twarzy. Odezwał się po paru ciągnących się chwilach,a głos miał przepełniony smutkiem, jednak na twarzy była namalowana obojętność.
- Dobrze, rozumiem. Ja.. Muszę to wszystko teraz przemyśleć i w ogóle... Sądzę, że odezwę się do ciebie, kiedy już wszystko sobie uporządkuję, ale nie wiem, kiedy to nastąpi. Może za tydzień a może za parę miesięcy. Do zobaczenia, Tess.
- Dobrze, pa.
  Schyliłam się i szepnęłam mu na ucho:
- Nie rań Kim złudnymi uczuciami.
 
***


  Dzisiaj był 27 sierpnia. Michael wczoraj powiadomił mnie, że wyjeżdża dwudziestego dziewiątego, a ja do teraz nie mogę się pogodzić z tym faktem.
- Chcę z Tobą wyjechać.
- Wiesz, że to niemożliwe. - Michael odpowiedział mi bardzo spokojnie, po czym pocałował mnie w czoło. Leżeliśmy objęci u mnie na łóżku. Wczoraj został u mnie na noc.
- Nie wytrzymam, będąc tak daleko od ciebie. Musimy coś wymyślić. - Wciąż histeryzowałam, ale wypłakałam się wczoraj, więc teraz miałam suche oczy.
- Wiesz, że byłbym bardzo szczęśliwy. Moja siostra tam studiuje... Zaopiekowalibyśmy się tobą.
- Muszę porozmawiać z ojcem - oświadczyłam stanowczo, po czym wstałam z łóżka, bo Maddie wołała mnie z sąsiedniego pokoju.
  Wieczorem zeszłam do salonu, gdzie tata siedział na kanapie i czytał jakąś starą książkę. Megan pojechała po południu z Maddie do małpiego gaju i miały wrócić za niedługo.
- Tato, musimy porozmawiać... - Mówiąc to, przysiadłam się obok niego.
- Tak, Tessie? - Ojciec uniósł zmęczone oczy znad książki i ściągnął okulary z oczu.
- Posłuchaj, Michael wyjeżdża na studia. Bardzo mi na nim zależy, ja.. kocham go. I nie poradzę sobie bez niego.
- Rozumiem, że ta rozłąka będzie dla ciebie czymś wyjątkowo trudnym, ale ze wszystkim sobie trzeba poradzić, nie zawsze jest tak, jak się chce.
- Wiem, tato. Tylko... Tylko że właśnie jest opcja, że nie będę musiała się z nim rozdzielać.
- Może uczyć się tutaj w college'u?
- Nie, tato. Nawet bym mu na to nie pozwoliła, niech spełnia swoje marzenia. Zasłużył na to.
- Więc o co chodzi?
  Tata chyba jeszcze nie rozumiał, co mam mu zamiar przekazać.
- Chcę wyjechać z nim. Jego siostra tam studiuje, opiekowaliby się mną. Poza tym jestem już wystarczająco dorosła i umiem sobie poradzić. Mam osiemnaście lat, tato. Dam sobie radę. Przepiszę się do jakiegoś tamtejszego liceum, potem będę uczęszczać tam na studia, mam wiele możliwości w tak wielkim mieście. Wszystko się uda, proszę. Pozwól mi wyjechać, zależy mi na tym.
  Tata nie odpowiadał przez dłuższą chwilę, wpatrując się w kolana.
- Kochanie - zaczął poważnie, zamykając książkę i spoglądając na mnie spokojnie z uśmiechem. - Nie.
  Zatkało mnie. Wiedziałam, że będzie go ciężko przekonać, ale myślałam, że od razu poda jakieś argumenty przeciwko mojemu pomysłowi. Nic, po prostu krótkie "nie" i milczenie. Nie mogłam tego znieść.
- Dlaczego, tato? Wiesz, jakie to dla mnie ważne, wiesz, że go kocham jak nikogo na świecie.
- Bo nie.
- Musisz mi powiedzieć dlaczego! - Krzyknęłam, za bardzo podniósł mi już ciśnienie.
- Naprawdę muszę ci to wszystko mówić? - Dalej był niebywale spokojny, nie to co ja. Gotowało się we mnie jak w wybuchającym wulkanie, który był uśpiony od kilkuset lat.
- Tak.
- Jest wiele powodów, dla których nie zgadzam się, żebyś się wyprowadziła. Zaczęłaś tutaj szkołę, mieszkasz tu od małego, nie jesteś przystosowana do życia w wielkim mieście. Nowy Jork... Niebezpieczne dzielnice, wiele niebezpiecznych ludzi. A ty tam nikogo ani niczego nie znasz. Może i masz osiemnaście lat, ale nic nie wiesz jeszcze o życiu. Gdzie byś mieszkała? Z czego byś się utrzymywała? Masz kwalifikacje do jakiejkolwiek pracy, na przykład głupiej kelnerki? Nie. Wiem, że zależy ci na Michaelu, ale jesteś jeszcze młoda. Może to tylko zauroczenie, może spodoba ci się ktoś inny, kto zawiruje ci w głowie jeszcze bardziej niż Michael. Widzę, że jemu również bardzo na tobie zależy, ale to chłopak, Tess. Gdy wyjedzie do NY, zacznie całkiem nowe życie. On także może poznać jakąś dziewczynę, którą pokocha, a ciebie zostawi. I co wtedy? Ty, sama w Nowym Jorku? Kochanie, to za wiele przeszkód jak dla ciebie. Poza tym zostawisz swoją siostrzyczkę? Przyjaciół? Na przykład taką Grace. Co by z nią było, huh? A ja? A Megan? To jeszcze nie pora skarbie, żebyś urządzała sobie jakieś spontaniczne wyjazdy szczególnie tak daleko. To są właśnie powody, dla których całkowicie się nie zgadzam.
- Ty nic o mnie nie wiesz. - Zadrwiłam z niego. - Nie wiesz, ile do tej pory już przeszłam. Niewiele dziewczyn w moim wieku przetrwało strzelaninę w restauracji, śmierć matki poprzez tragiczny wypadek, nieomal zginięcie na karuzeli, pobicie przez nieznajomych facetów na imprezie, albo napadu i pożaru w supermarkecie. Niewiele osób musi znosić nową żonę swojego taty i uczucie, ze tylko siostra i pies trzyma je w domu, a nawet rzekłabym mieście. Niewiele nastolatek w swoim życiu przeszło tyle co ja. Ale tak, ja dalej nie wiem nic o życiu. Faktycznie, może o takim samodzielnym w wielkim obcym mieście nie, ale za rok i tak bym pewnie wyjechała, żeby studiować, wiec co to za różnica? Poza tym kto powiedział, że będę sama? Mieszka tam siostra Michaela i będzie Michael. Kocham go. Nie jesteś w stanie chyba nawet pojąć, jakie są moje uczucia do niego, nie wiesz ile już przeszliśmy. Nie wiesz kompletnie nic, a myślisz chyba przeciwnie. Wiem, że zawsze jest ryzyko, że Michael mnie zostawi. Ale czy to nie o to w tym wszystkim chodzi? Trzeba podejmować ryzyko, bo inaczej nic się nie osiągnie. Może mam według ciebie tylko osiemnaście lat, ale moja wiedza na temat świata przekracza twoje domysły. Nic o mnie nie wiesz tato. Nawet nie jestem pewna, czy wiesz coś poza podstawowymi informacjami na mój temat. Ile słodzę? Ile ważę? Jaki jest mój ulubiony kolor? Przedmiot? Czy piszę pamiętnik? Czy miewam koszmary? Czy lunatykuję? NIC O MNIE NIE WIESZ! - I z krzykiem wybiegłam z salonu jak oparzona.
  Kiedy siedziałam już u siebie w pokoju zamknięta na klucz, zadzwoniłam do Michaela, żeby do mnie przyjechał, bo muszę z nim porozmawiać. Chłopak pojawił się w niecałe dwadzieścia minut i opowiedziałam mu o całej rozmowie z tatą. Powiedział mi, że Diego jest moim tatą i muszę się go słuchać, ale że jakoś damy radę, bo nasze uczucie jest w stanie przezwyciężyć wszystkie przeciwności.
  Michael posiedział jeszcze chwilę u mnie, po czym wrócił do siebie, a ja nie wychodziłam ze swojego pokoju. Następnego dnia zeszłam na dół, żeby zrobić sobie śniadanie.
- Dzień dobry, Tess. - Megan przywitała mnie już od progu.
- Hej.
- Posłuchaj, musisz porozmawiać z ojcem. On chce dla ciebie jak najlepiej. Wie, ile znaczy dla ciebie Michael, ale troszczy się o ciebie i boi się puścić cię bez opieki tak bardzo daleko. Dla niego w głębi serca jesteś jeszcze małą dziewczynką, która potrzebuje ochrony. Przemyśl to i porozmawiaj z nim, bo jest bardzo przejęty. - Megan nie czekała nawet, aż usiądziemy do stołu, tylko od razu powiedziała, co myśli na temat wczorajszej kłótni z moim tatą, o której musiał jej opowiedzieć, kiedy już wróciła z Maddie.
- Dobrze.
  Tak też zrobiłam, bo złość na ojca ulotniła się już za całą noc rozmyślań. Kiedy przepraszałam tatę za moje wczorajsze zachowanie, on tylko pokręcił głową.
- Nie przepraszaj, Tess. To ja zawiniłem. Ale zrozum, że chce dla ciebie jak najlepiej. Martwię się o ciebie i nie jestem jeszcze w stanie wypuścić cię tak daleko na tak długo. Będziesz mogła do niego jeździć, obiecuję ci to.
  Tak właśnie na nowo pogodziłam się z tatą.
  Nadszedł dzień wyjazdu Michaela. Przyszłam do niego do domu o dziewiątej trzydzieści rano, wtedy gdy on pakował walizki do samochodu, a jego mama stała obok niego.
- Dzień dobry, proszę pani.
- Dzień dobry, Tess.
  Michael uśmiechnął się do mnie, kiedy stanęłam obok jego zatroskanej mamy.
- No, gotowe. - Michael przetarł dłońmi o siebie i podparł się pod boki. Matka podeszła do niego i mocno go przytuliła.
- Zadzwoń, jak dojedziesz do Vivienne. Szczęśliwej drogi, synku.
Ucałowała go w policzek i wyściskała ostatni raz. Udając się w stronę domu, odwróciła się jeszcze i pomachała Michaelowi ze łzami w oczach. Chłopak odmachał jej z uroczym uśmiechem i zwrócił wzrok w moją stronę.
- Będzie mi brakowało tego widoku na co dzień.
- Czego? Mnie?
- Nie ciebie? Miasta, domu, ogródka, ulic... Oczywiście, że ciebie, głuptasie.
- Mnie też będzie brakować tego widoku. Tych pięknych oczu, uroczego uśmiechu. I tych ramion, które kiedy mnie obejmują, są dla mnie najbezpieczniejszym schronieniem.
- Mogłaś się chociaż ładniej uczesać na dzisiaj. - Mówiąc to, przyciągnął mnie do siebie.
- Coś ci nie pasuje? Podobno w kucyku mi do twarzy.
- Kto ci tak powiedział? - Udawał zdziwionego i głupiego, a był wtedy taki słodki, że zrobiło mi się jeszcze bardziej przykro na myśl, że muszę się z nim żegnać.
- No nie wiem, jakiś pajac, który do dziś do godziny dziewiątek trzydzieści jeden mieszkał w tym domu, dopóki nie spakował swoich walizek do samochodu, z zamiarem wyjazdu do jakiegoś głupiego Nowego Jorku.
- Czemu głupiego?
- Bo jest tak daleko.
  Wtuliłam się w niego mocno, marząc o tym, by ta chwila trwała wiecznie, by nie musiał mnie opuszczać.
- Pożegnałeś się z Deanem i Grace?
- Tak, wczoraj wieczorem się z nimi widziałem. Nie chcieli przyjeżdżać dzisiaj, wiedzieli, że się ode mnie nie oderwiesz.
  Na te słowa uśmiechnęłam się do niego przez łzy.
- Nie płacz, proszę. Już dość się wypłakałaś ostatnio.
- Będę tęsknić.
- Ja też. - Michael pocałował mnie w policzek, następnie w kącik ust, a potem dokładnie w usta. - Zadzwonię.
- Przyjadę.
- Będę czekać.
- Jak wszystko dobrze pójdzie, zobaczysz mnie tam za trzy tygodnie. Mam nadzieję, że znam kurs na prawo jazdy.
- A jednak?
- A jednak.
  Michael uśmiechnął się szeroko.
- Kocham cię najmocniej.
- Ja ciebie też, głąbie. - Objęłam go za szyję, jednak on ściągnął moje ręce i zakrył nimi moje oczy.
- Nie podglądaj.
- Oczywiście.
  Wolałam dotrzymać danego słowa, dlatego nawet dłonie mi nie drgnęły, póki Michael nie powiedział, że mogę już się popatrzyć.
- Proszę, ślicznotko.
  Chłopak wręczył mi złotą bransoletkę ze znakiem nieskończoności. Pocałowałam go namiętnie, po czym mu podziękowałam.
- Jesteś niesamowity.
- Nie tak jak ty.
- Musisz już jechać.
- Wiem.
  Przytuliłam się do niego mocno, nie chcąc go wypuścić już przenigdy.
- Do zobaczenia, mała. Uważaj na siebie.
  Michael pocałował mnie w czoło, po czym pogłaskał mnie po policzku, a w oku zakręciła mu się łezka. Mi za to jedna zleciała po policzku.
- Dla ciebie wszystko. Niebawem się zobaczymy, ale może zdążysz się za mną choć trochę stęsknić.
  Chłopak uśmiechnął się łobuzersko i walnął mnie w ramie.
- Trzymaj się, Rodriguez.
- Szerokiej drogi, Webs! - Krzyknęłam za nim, bo chłopak już siedział w aucie i odpalał silnik. Pomachałam mu jeszcze na pożegnanie, kiedy zniknął za zakrętem.
  Wracając do domu z rękami w kieszeniach dresów, nie spodziewałam się dostać sms'a. Kiedy go przeczytałam, serce zabiło mi mocniej, a po ciele rozlało się ciepło, które zniknęło parę minut po tym, jak przestałam wtulać się w Michaela i nasze ręce się rozłączyły.
  Chłopak napisał "Już tęsknię skarbie".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs. Punk