sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 29. Odwiedziny

  Wybiła godzina osiemnasta. Michael był u nas od jakichś dwudziestu minut i właśnie wszyscy siedzieliśmy w salonie. Warto chyba wspomnieć, że dziadkowie zakochali się w nim od pierwszego wejrzenia. Zaraz po przywitaniu babcia Suzanne przykleiła się do niego i wypytywała o jego rodzinę, a dziadek Jeffrey wypytywał go o jego plany na przyszłość, a kiedy chłopak wspomniał, że uczęszcza do Julliarda, dziadek zacmokał.
- Niesamowite! Bardzo dobra partia, Tesso - powiedział z uznaniem w moim kierunku. Dziadek Jeffrey nigdy nie zwracał się do mnie Tess, ale Tessa, dlatego że jego matka tak miała na imię. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi i włożyłam do ust kawałek ciasta świątecznego. Na szczęście babcia Mildreda trzymała się na uboczu.
  Wieczór mijał wspaniale, ale trochę popsuł mi się humor, bo Maddie przypomniała sobie o naszym konkursie. Co oznaczało, że musiałam powiedzieć siostrze, iż Grace się nie pojawi. Nie musiałam dostawać od niej odpowiedzi, żeby wiedzieć, że tak będzie. Maddie pobiegła do góry, żeby się "upiększyć" wraz z Megan, a ja siedziałam przygnębiona na fotelu, myśląc, co powiedzieć siostrze, gdy ktoś wyrwał mnie z tego stanu.
- Tess, czy Michael też weźmie udział w tym konkursiku? - zagadnęła babcia Suzanne, a ja powstrzymałam się, żeby nie parsknąć śmiechem, bo wypowiedziała imię mojego chłopaka w taki sposób, jakby co najmniej miała mi go ochotę odbić.
- Nie wydaje mi się, ta konkurencja dotyczy tylko księżniczek, nie królewiczów - odpowiedziałam, widząc, że babcia wzdycha z niesmakiem.
- Wielka szkoda - mruknęła i odwróciła wzrok w stronę ojca. Kiedy już jej oczy nie świdrowały mojej twarzy, dyskretnie się uśmiechnęłam, żeby dać lekki upust rozbawieniu. Michael też się uśmiechał.
  Po paru minutach usłyszałam nadbiegającą Maddie. Stanęła w drzwiach w swojej różowej sukience, ze świecącym plastikowym diadem na główce, który przyozdabiał jej piękne, blond loczki. Na nadgarstkach miała po dwie bransoletki, a Megan założyła jej na szyję jakiś wisiorek, który po raz pierwszy widziałam na oczy. Widząc, że się temu przyglądam, czarnowłosa wyjaśniła mi, że mała wygrzebała to z jej szkatułki z biżuterią i uparła się, żeby jej to założyć. Uśmiechnęłam się do macochy i odparłam, że wcale się temu nie dziwię. Dziewczynka bardzo lubiła świecące lub połyskujące rzeczy - poczynając od kolczyków, poprzez sukienki dla laleczek barbie, a kończąc na baletkach, które właśnie miała na sobie. Wyglądała jak malutka, różowa gwiazdeczka, a widząc jej uśmiech, miękły kolana. Była uosobieniem radości, szczęścia i wiecznego zadowolenia. Rzadko kiedy płakała lub była smutna. Mój mały aniołeczek, pomyślałam z szerokim uśmiechem.
- Tessie! - krzyknęła i klasnęła w dłonie. - Gotowa jesteś?
- Oczywiście, nie widać? - odpowiedziałam, wstając z fotela.
- Ależ tak, tak. A gdzie Grace? - zapytała, po czym rozglądnęła się po salonie w nadziei, że ujrzy moją przyjaciółkę.
- Nie mogła przyjść. Kazała przekazać, że bardzo jej przykro - odparłam z wymuszonym kłamstwem. Dziewczynka trochę zmarkotniała, ale zaraz na powrót się uśmiechnęła.
- Masz większe szanse na wygraną.
- I tak przegram. - Podeszłam do siostrzyczki i podniosłam ją, jak gdyby ważyła tyle ile piórko, po czym ustawiłam ją w wyznaczonym miejscu - przed wszystkimi jurorami. Stanęłam obok niej, a Megan zajęła miejsce po drugiej stronie dziecka. Maddie podczas Wigilii poprosiła macochę, żeby również wystąpiła w konkursie, a ta, długo nie myśląc, zgodziła się, żeby zadowolić małą blondyneczkę.
  Stałyśmy tak we trzy na środku pomieszczenia i zaległa dziwnie ciążąca cisza. Spojrzałam znacząco na Michaela z nadzieją, że zrozumie moją niewypowiedzianą prośbę. Dzięki Bogu, tak właśnie się stało.
- Ekhem - odchrząknął, biorąc do ręki pilota od telewizora, który miał mu służyć za mikrofon. Maddie perliście się zaśmiała. - Witamy na pierwszym świątecznym konkursie na Najpiękniejszą Księżniczkę Zimy! - powiedział, zaczynając aplauz. Reszta się do niego dołączyła i gdy po parunastu sekundach przestali nas oklaskiwać, Michael powrócił do przemowy. - Są z nami trzy kandydatki, które dzisiaj będą walczyć o tenże wspaniały tytuł. Pierwsza - zaczął przedstawianie nas ode mnie - to śliczna, osiemnastoletnia licealistka  Tess! - Wszyscy zgodnie zaklaskali. - Następna - powiedział, wskazując na drobną Maddie - to urocza blondyneczka w niesamowitej kreacji, Maddie! - Kolejny aplauz. - Idealnie weszła w swoją rolę, ponieważ już udekorowała się diademem. - Ja, cała moja rodzina i Michael wybuchnęliśmy śmiechem. Maddie była wprost oniemiała z radości. - Trzecia i już ostatnia kandydatka to piękna, czarnowłosa pani imieniem Megan! Zaraz okaże się, która z nich zasługuje na tytuł Najpiękniejszej Księżniczki Zimy!
  Michael rozdał po trzy kartki papieru i pisaki osobom zasiadającym w jury: tacie, babci Mildredzie, babci Suzanne i dziadkowi Jeffrey'owi. Sam zajął miejsce obok mojego taty, również mając przed sobą tenże zestaw do wymierzania oceny.
  Pierwsza miała zaprezentować się Megan, dlatego że szło się od najstarszego. Usiadłam na fotelu, a mała Maddie na moich kolanach i razem obserwowałyśmy pierwszą kandydatkę. Megan najwyraźniej nie mogła się powstrzymać od śmiechu, bo co chwila wydawała z siebie dziwny odgłos, jak gdyby chciała zapobiec wybuchowi.
  Ocenianie polegało na tym, że przez minutę jury przygląda się kandydatce, a potem wypisuje na kartkach dużą czcionką cyfrę, która będzie wyznacznikiem ich opinii. Skalę przyjęto umownie od jeden do dziesięciu. Na trzy, cztery mieli unieść arkusz w górę, ukazując nam wszystkim wynik. Następnie każdy z nich miał omówić swoją ocenę, tak by Megan wiedziała, dlaczego takową uzyskała.
  Tata wraz z Michaelem wystawili Megan dziesiątkę, babcia Milderda dziewiątkę, a dziadek Jeffrey wraz z drugą babcią, Suzanne, po ósemce. Razem dawało to trzydzieści pięć punktów. Megan uśmiechnęła się w podziękowaniu i ukłoniła się jak prawdziwa dama, na co zareagowałam śmiechem. Wszyscy spojrzeli na mnie z lekkim zdziwieniem, a ja tylko wzruszyłam ramionami. No co? Nie mogłam się powstrzymać!
  Każdy wypowiedział się dość krótko i bez większej krytyki - przecież to logiczne, że w takim "konkursie" rodzinnym nie ma co przeginać w ocenianiu i słowach.
  Następna byłam ja. Wzięłam głęboki oddech i ustawiłam się przed jury, które lustrowało mnie przez okrągłą minutę. Bardzo dziwnie się czułam, stojąc tak przed nimi w totalnym bezruchu, ale mój wzrok spoczywał tylko na uśmiechającym się od ucha do ucha Michaelu, co mnie relaksowało.
  Tata, jak i babcia Milderda, nagrodził mnie dziesiątką, co dawało mi już dwadzieścia punktów. Dziadkowie z Denver uznali, że zasługuję na dziewiątkę, za to opinia Michaela okropnie mnie zaskoczyła. Kiedy ujrzałam cyferkę na jego kartce, pomyślałam, że może odwrotnie ją przedstawił. Nie tylko ja miałam taki wyraz twarzy - wszyscy zebrani byli równie zdziwieni. Chłopak wzruszył ramionami, wpatrując się we mnie tak jak wcześniej. Kiedy nadeszła jego kolej wypowiadania się na temat swojej oceny, powiedział krótko:
- Dostałaś szóstkę, bo na takową zasłużyłaś.
  Nikt nie wymagał od niego dalszego wyjaśniania, więc odeszłam na swoje poprzednie miejsce z czterdziestoma czterema punktami na koncie. Zajmowałam aktualnie pierwsze miejsce, ale dobrze wiedziałam, że tak to wszystko miało wyglądać i że zaraz Maddie otrzyma pięćdziesiąt punktów, wygrywając całą konkurencję, dlatego całkowicie mnie to nie ruszało. Za to zaprzątałam sobie głowę opinią Michaela. Rozumiem, że przecież Maddie miała zająć pierwsze miejsce, ale czy to oznaczało, że musiał mnie tak nisko ocenić? Czy uważał tak naprawdę? Zupełnie nie wiem, czemu się tym przejmowałam, ale w końcu to mój chłopak. Tato dał Megan dziesiątkę. Zapewne gdyby babcia Suzanne wystąpiła wraz z nami, bez zastanowienia dziadek Jeffrey nagrodziłby ją taką samą oceną. Ja też postawiłabym Michaelowi najwyższy stopień. To było bardzo dziwne.
  Tak jak się spodziewałam, Maddie zdobyła maksimum punktów. Właściwie każdy wiedział, że tak będzie, z wyjątkiem jej samej. Dziewczynka pisnęła z radości, słysząc werdykt, a kiedy dostała wielką mleczną czekoladę i została poinformowana, że po świętach, gdy tylko sklepy będą już otwarte, pojedzie wraz z tatą i Megan kupić sobie jeszcze jeden prezent (jaki by tylko chciała), oczka jej się zaszkliły.
- Jak fajnie! Ale się cieszę! - powiedziała, podbiegając do mnie. - Szkoda, że nie wygrałaś. Oddam ci swoją czekoladę, bo zajęłaś drugie miejsce. - Pogłaskała mnie po policzku, jakbym to ja była młodsza i potrzebowała pocieszenia. Parsknęłam cichym śmiechem i przytuliłam małą.
- Zasłużyłaś, Maddie, gratuluję. Nie chcę czekolady, bo już dość najadłam się słodyczy za ostatnie parę dni, ale podaruj ją Megan, na pewno się ucieszy - szepnęłam siostrzyczce, a ta od razu pobiegła do macochy, wskakując jej w ramiona.
  To pierwsze takie święta od trzech lat, gdzie panuje niesamowicie radosna atmosfera i wszyscy się dobrze bawią, a do tego to Boże Narodzenie umilił pierwszy konkurs na Najpiękniejszą Księżniczkę Zimy.
  Kiedy dziadkowie byli zajęli już rozmową na swoje nudne tematy, a ojciec wraz z Megan zajmowali się rozpromienioną Maddie, wyszłam do góry, do swojego pokoju.
  Miałam dzisiaj coś jeszcze zrobić. Coś, co robię już standardowo dwa razy w roku.
- Śliczna, czemu sobie poszłaś z dołu? Przecież uwielbiasz świąteczną atmosferę, a lepszej chyba jeszcze twoje oczy nie ujrzały! - usłyszałam znajomy głos dobiegający zza mnie. Odwróciłam się, dostrzegając Michaela. Uśmiechał się i szedł w kierunku łóżka, na którym leżałam. Przekręciłam się na plecy i wpatrzyłam się w sufit z ponurą miną.
- Widziałam lepsze święta. Kiedy mama żyła - odburknęłam mu, nie wiedząc, czemu powiedziałam to na głos.
- Hej, coś się stało? Przepraszam, że to powiedziałem. Rozumiesz, chciałem nawiązać do twojej poprawy kontaktów z Megan i... - zaczął zdezorientowany, ale mu przerwałam.
- Wiem, co chciałeś.
- Sorry no. Co jest, piękna? Smutno ci? - zapytał, siadając na łóżku.
- Piękna? - zdziwiłam się, ale nie przeniosłam na niego wzroku.
- O co ci chodzi? - zapytał z lekkim rozdrażnieniem w głosie.
- Po prostu zastanawia mnie... czemu sześć - palnęłam i przewróciłam się na brzuch, chowając twarz w poduszce i rozrzuconych na niej długich włosach. Ku mojemu zdziwieniu, usłyszałam głośny śmiech Michaela i poczułam na plecach jego dłoń.
- Tess.
  Spojrzałam na niego kątem oka, delikatnie odwracając głowę w jego stronę, bo chciałam wiedzieć, co wywołało w nim taką reakcję. Przecież to zwyczajne pytanie.
- Co? - fuknęłam mało wyraźnie, bo mój głos był przytłumiony przez poduszkę.
- Usiądź, kretynko - rozkazał, a ja delikatnie podniosłam się na rękach. Wspierając się na nich, siedziałam bokiem na łóżku, a nogi leżały luźno i prosto wzdłuż materaca. Przekręciłam głowę lekko w prawą stronę i spojrzałam na niego spode łba.
- I jeszcze mnie wyzywasz.
  Chłopak wywrócił młynka oczami.
- Uspokój się i słuchaj - powiedział, łapiąc mnie za rękę. Wciąż się uśmiechał. - Maksimum to było dziesięć punktów, tak? Spadło na dziewiątkę z powodu twoich włosów - powiedział, przesuwając delikatnie wolną dłonią po prostym, długim kosmyku, który złapał w palce, jak gdyby od niechcenia. - Zdecydowanie jesteś piękniejsza w potarganej, poplątanej czuprynie, kiedy budzisz się rano obok mnie z tym swoim zaspanym wyrazem twarzy. Potem na ósemkę, dlatego że wolę cię w moim dresie i koszulce, niżeli w odświętnej, eleganckiej sukience. Chyba kiedyś coś podobnego ci już mówiłem. - Mimowolnie się uśmiechnęłam, aczkolwiek był to bardzo nikły półuśmieszek, który od razu zniknął. - Na siódemkę, ponieważ naturalność jest lepsza niż jakieś czerwone szminki, tusz do rzęs i podkład. - mówiąc to, przejechał po moim policzku zimnymi opuszkami palców. Kiedy ponownie wznowił wyjaśnienia, jego dłoń przesunęła się na szyję. - Ostateczna ocena spadła o jeszcze jeden stopień i zatrzymała się na szóstce, bo nie masz naszyjnika, który ode mnie dostałaś.
  Spojrzałam na niego ze zdezorientowaniem.
- Naszyjnika? - mruknęłam, marszcząc brwi. Tak, dostałam jakiś wisiorek pod choinkę, ale nie pomyślałabym, że to mój chłopak mi go kupił. Och! - Michael, czemu mi nie powiedziałeś?! Myślałam, że to tata go wybrał...
- Twój tata z takim dobrym gustem? - zażartował, a ja tym razem uśmiechnęłam się już w pełni szczerze i szeroko.
- Cicho - odparłam, lekko go szturchając w ramię.
- Tess, dla mnie jesteś najpiękniejsza na świecie - wyszeptał, a potem jeszcze ciszej dodał coś, co ledwo zrozumiałam. - Jesteś idealna. - Może było tak ze względu na zaskoczenie, które wywołały we mnie jego słowa i wyjaśnienia szóstki, a może nie chciał po prostu, żebym to dobrze usłyszała.
- Co powiedziałeś? - spytałam podejrzliwie z jeszcze szerszym uśmiechem, przekrzywiając głowę bardziej w bok.
- Powiedziałem, że jesteś idealna.
  Na jego twarzy malował się spokój i powaga, na szczęście nikły uśmiech utrzymywał się w dalszym ciągu. Westchnęłam cicho i krótko, ale nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo Michael mnie pocałował.
- Będzie mi ciebie brakować - wyszeptałam, kiedy już skończyliśmy.
- Mamy jeszcze kilka dni, skarbie. Ale obiecaj mi jedno. - Spojrzał na mnie poważnie.
- Hm?
- Nie zachowuj się już więcej tak dziecinnie, dobrze? - zapytał się o to z szerokim uśmiechem, odsuwając się znacznie ode mnie, zapewne dlatego żeby uniknąć ciosu, którego się spodziewał. Pokręciłam głową z niedowierzania.
- Jesteś niemożliwy!

***


  Michael pojechał do domu parę minut przed dwudziestą. Jakieś pół godziny po nim zeszłam na dół, ubierając na siebie płaszczyk.
- Tato, wychodzę! Będę za niedługo! - krzyknęłam głośno w stronę salonu z nadzieją, że ojciec mnie usłyszy, bo zważając na to, jak głośno tam było, występowało duże prawdopodobieństwo, że nie złowi tego uchem.
  Na polu było bardzo zimno. Moje kozaczki nie były wystarczająco ciepłe, dlatego wiedziałam, że zaraz skostnieją mi palce u nóg. Wsiadłam do swojego samochodu i odpalając go z trudnością, ruszyłam z podjazdu. Droga nie dłużyła mi się właściwie wcale, dlatego po dziesięciu minutach byłam na miejscu.
  Dziwne było to, że nigdy nie bałam się tutaj przychodzić, nawet gdy słońce już dawno zaszło, a chmury spowiły granatowe niebo. Wokół mnie rozlegała się całkowita cisza. Ruszyłam w stronę głównego wejścia. Stanowiła je wielka, stara brama, a obok znajdowała się mała, równie stara furtka. Kiedy przekroczyłam granicę cmentarza, odczułam przygnębiający klimat tego miejsca.
  Wszędzie dookoła umiejscowione były różne groby zmarłych osób. Na jednych znicze paliły się tuzinami, za to na innych jeden mały ogarek dogasał samotnie. Przeszłam parę kroków chodnikiem, oświecając sobie dróżkę telefonem, po czym skręciłam w prawo - wąską, ziemistą ścieżkę wydeptaną pomiędzy grobami. Nie minęły dwie minuty, a już byłam na miejscu.
  Grób matki wyglądał tak jak zawsze: marmurowa płyta była wyczyszczona, a na niej znajdowało się wiele zniczy i kilka wieńców - mniejszych i większych. Ze zdjęcia spoglądała na mnie uśmiechnięta mama. Przychodziłam tutaj dwa razy w roku - w rocznicę jej śmierci i w Boże Narodzenie. Usiadłam na drewnianej, małej ławeczce na przeciwko nagrobka.
- Cześć, mamo - powiedziałam szeptem, a oczy zaszły mi łzami.
  Zaczęłam opowiadać zachrypniętym głosem, jak co roku od trzech lat, o naszej tegorocznej Wigilii, jaka była atmosfera, jak byli wszyscy ubrani, co dostaliśmy, ale też co wydarzyło się w ostatnich paru miesiącach szczególnego, między innymi o osiągnięciach Michaela, pobycie w Nowym Jorku i kłótni z Grace. Mówiłam to wszystko z nadzieją, że jej duch jest gdzieś teraz obok mnie i słucha tego z uśmiechem na twarzy.
- Tęsknię za tobą, mamo - dodałam na sam koniec, zalewając się łzami. - Nawet sobie nie wyobrażasz, jak ciężko jest każdego dnia radzić sobie bez twojego wsparcia i pomocnych rad. Kocham cię najmocniej. - Wstałam, ocierając oczy. Uśmiechałam się jeszcze przez chwilę, żeby wykazać, że jestem silna, stojąc przed grobem w zimnie, kiedy poczułam, że coś mokrego się na mnie osadza. Spojrzałam w górę i westchnęłam głośno. Śnieg.
  Wyciągnęłam dłoń przed siebie i po chwili spoczął na niej na dwie sekundy malutki płatek śniegu. Po policzku spłynęła mi ostatnia łza, po czym odeszłam od miejsca, gdzie spoczywała moja mama. Zwykle wracałam z powrotem do samochodu i jechałam do domu, ale tym razem musiałam odwiedzić jeszcze jeden grób.
  Był on nowszy od tego mojej mamy i równie zadbany, jednak bardziej ubogo udekorowany. Tylko jeden bukiet i parę zniczy i nie miałam gdzie przysiąść, dlatego że nikt nie umiejscowił tutaj ławeczki.
  Pogrzeb zorganizował mój ojciec, dlatego że Annabelle nie miała już żadnej rodziny, z wyjątkiem swojego ojca, który spoczął tutaj razem z nią. Jej matka leżała na cmentarzu w odległym miasteczku i nikt nie chciał się męczyć z dojazdem i załatwianiem całych formalnych spraw tam. Czułam odrazę do Theodora, który odebrał mi przyjaciółkę i było mi smutno na wspomnienie drobnej szesnastolatki. Pogrzeb pamiętałam jak przez mgłę, a potem nie rozmyślałam o tym wszystkim za często z powodu bólu w sercu i przygnębienia.
  Nie opowiadałam Annabelle o świętach, jedynie wspomniałam, że bardzo mi jej brakowało w tym gronie, bo byłam przekonana, że to Boże Narodzenie spędzi z nami.
- Kocham cię, Ann. I cholernie za tobą tęsknię - wyszeptałam, wypowiadając przekleństwo swobodnie - nie zważałam na to, że jestem na cmentarzu. Pożegnałam się z przyjaciółką i przetarłam zaszklone oczy. Pośpiesznie wróciłam do samochodu i udałam się do domu. Śniegu gromadziło się coraz więcej, dlatego nie zdziwiłam się, kiedy wjeżdżając na podjazd, ujrzałam małą Maddie przyklejoną do szyby w kuchni.
- Czemu jeszcze nie śpisz, Maddie? - zapytałam się jej, gdy już byłam w domu, a ona przybiegła, żeby mnie przywitać. Nie miała już na sobie swojej odświętnej sukienki, tylko pidżamkę, a lśniące loczki zamieniły się w ociekające wodą strączki blond włosków. Zastanawiało mnie, po co Megan ją kąpała, skoro zrobiłam to rano. Kiedy zapytałam o to siostrzyczkę, lekko poczerwieniała i spuściła wzrok.
- Wpadłam w Megan, a ona niosła tackę z placuszkiem i spadło mi dużo na głowę. Wyglądałam jak klaun! Ale na szczęście sukience nic się nie stało! - odpowiedziała mi. Wzięłam ją na rączki i zaniosłam do jej pokoju. Pożegnałam się z nią, kiedy wszedł do niej tata i wróciłam do swojego pokoju.
  Na początek przyszła mi ochota odpalić laptopa, bo dawno nie byłam na facebook'u. Zdziwiło mnie powiadomienie o jednej nowej wiadomości, a fala gorąca oblała moje ciało na parę sekund, kiedy zobaczyłam od kogo przyszła.
  "Przeproś ode mnie Maddie, że nie przyjechałam." - tak pisała Grace godzinę temu. W tym momencie była dostępna, więc ciekawiło mnie, czy coś odpisze na moją wiadomość, aczkolwiek wątpię, bo wystukałam na klawiaturze jedynie krótkie "okej" i kliknęłam wyślij. Zaskoczyło mnie znowu to, że w ramce wyświetliło się powiadomienie o przeczytaniu mojej odpowiedzi, ale i słowa "Grace pisze...". Przełknęłam ślinę. Co też takiego chciała mi przekazać? Życzenia świąteczne? Coś jeszcze na temat Maddie? A może rozpocznie kolejną kłótnię, tym razem wirtualnie? Kompletnie nie spodziewałam się, że mogłaby w takiej sytuacji jaka jest teraz pomiędzy nami napisać to, co napisała.
  " Byłaś u mamy?"
  Nie wiedziałam, co odpisać. Ona jako jedyna wiedziała, gdzie chodzę wieczorami w Boże Narodzenie. Ojciec myślał, że jeżdżę do Grace, ale tak naprawdę odwiedzałam cmentarz. Wzięłam głęboki oddech, jakbym się stresowała przed ważną rozmową i wystukałam krótkie "tak" z nadzieją, że już więcej nie odpiszę. Tak też się stało. Grace tylko wyświetliła moją wiadomość, a zaraz potem zielona kropeczka koło jej nazwiska zniknęła. Ja również wyszłam z tego portalu społecznościowego i pośpiesznie się przebrałam w pidżamę. Poszłam zmyć makijaż i rozczesać włosy, odpinając przy tym dwie czarne wsuwki. Następnie wskoczyłam do łóżka.
 Chciałam po prostu jak najszybciej odpłynąć i odpocząć po Bożym Narodzeniu pełnym wrażeń.

2 komentarze:

  1. Dziś wieczorem zacznę czytać, ale myślę, że zajmie mi trochę czasu aż będę na bieżąco. Ale z tego co spojrzałam to bardzo mi się podoba :)

    www.wiatriamy.blogspot.com
    www.porwana-ksiezniczka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super :) Czekam na jakieś Twoje ewentualne spostrzeżenia czy uwagi co do rozdziałów :)

      Usuń

Mrs. Punk