środa, 2 kwietnia 2014

Rozdział 27. "Duma i Uprzedzenie"

  Dom państwa Websów był jak z jakiegoś czasopisma o wymarzonych posiadłościach - dosłownie. Może pan Joseph zabrał projekt z któregoś numeru "Her Dream Home"? Zbudowano go z ciemnego kamienia i gdzieniegdzie był wykładany drewnianymi wkładkami. Dookoła niego znajdowało się wiele krzaczków z kolorowymi kwiatami, które pani Webs dobrze pielęgnowała. Mimo że okiennice były drewniane, dom sprawiał wrażenie bardzo nowoczesnego. Przez okna po lewej stronie dostrzegłam przestronną jadalnię ze szklanym stołem, w której kiedyś jadłam tosty zrobione przez Michaela. Na prawo były dwa garaże - do jednego z nich właśnie wjeżdżaliśmy. Zakładałam, że w drugim znajduje się samochód Michaela.
  Mój chłopak poprowadził mnie w stronę brunatnych drzwi drewnopochodnych, za którymi znajdował się krótki korytarz. Od razu skręciliśmy w lewo. Tę część domu już znałam, za chwilę wejdziemy do kuchni, pomyślałam.
- Chcesz coś do picia? - zapytał, otwierając szarą, aluminiową lodówkę z dwoma drzwiczkami i pojemnikiem na lód.
- Nie, dziękuje - odpowiedziałam kulturalnie, siadając na krześle w jadalni. Rodzice Michaela zostawili nas samych, udając się do ogromnego, modernistycznego salonu. Niestety te pomieszczenia były połączone, dlatego o prywatność ciężko.  Byłam wpatrzona w widok za oknem i nawet nie zauważyłam, kiedy chłopak nalał sobie picia i do mnie podszedł.
- Chodź do góry - wyszeptał, mijając mnie ze szklanką coli. Westchnęłam zdenerwowana i poszłam za nim po schodach. Pożegnałam się tylko z Izzy i Josephem, a oni odpowiedzi tym samym, po czym wrócili do oglądania jakiegoś filmu.
  Piętro było ogromne, a jedyne pomieszczenia, jakie tutaj kojarzyłam, to łazienka, pokój Michaela i sypialnia Evie. Z tego ostatniego dochodziły właśnie strzępki rozmów i śmiechów. Michael pociągnął mnie za rękę do siebie.  Beż, turkus i biel rozmyte zachodzącym słońcem przeświecającym przez żaluzje nadawały tutaj łagodny klimat. Znalazło się też miejsce dla ożywczej zieleni - tę zapewniły rośliny. Były w doniczkach hydroponicznych, co dostrzegłam od razu po wejściu tutaj pierwszy raz. Zapewniało to mniejszą uwagę poświęcaną pielęgnacji, ponieważ rośliny same sobie radziły. Łóżko zaprojektowano jako drewniane lakierowane cudo techniki meblarskiej. Dwuosobowe, z miękkim materacem i brązową narzutą. Zawsze uwielbiałam klimat, który tutaj panował. Czułam się w tym miejscu bardzo swobodnie, jakby w pomieszczeniu rozniecane były olejki uspakajające. A co najlepsze wszędzie czułam zapach mojego chłopaka. Może to dziwne, ale on jeden miał wyjątkową woń, którą mogłam się napawać godzinami. Nie pachniał jak (podobno) ja - lawendą i różanymi wkładami w świeczkach, dzięki moim oryginalnym perfumom. Bardziej cytrusami i cedrem.
- Nic ze sobą nie mam, Michael... - poskarżyłam się, rozkładając się na łóżku mojego chłopaka.
- Jest Evie. Przywiozła ze sobą dużo kosmetyków, uwierz mi, widziałem, jak je pakowała. - Uśmiechnął się krzywo, jakby myśl o tym go obrzydzała, po czym wrócił do mówienia. - Możesz od niej pożyczyć coś do spania, ale - mówiąc, zbliżał się do mnie coraz bardziej - osobiście wolałbym, żebyś wybrała któryś z moich T-shirt'ów.
  Zarumieniłam się, ale nic nie odpowiedziałam, bo chłopak rzucił się na mnie ze śmiechem, przygniatając mnie do miękkiego materaca. Zaczął mnie gorliwie całować, ale nie miałam humoru na pieszczoty, dlatego delikatnie go od siebie odsunęłam. Przeprosiłam go, ale on wzruszył tylko ramionami.- Rozumiem, co przechodzisz - powiedział tylko.
  Nie mam pojęcia, ile tak leżeliśmy, ale po jakimś czasie Michael zapytał się, czy bym czegoś nie oglądnęła. Kiedy potwierdziłam, wstał i podszedł do jednej z półek, która była zapełniona prostokątnymi pudełkami z filmami.
- Po co ci ich tyle? Przecież są różne strony na internecie do oglądania za darmo - zdziwiłam się. Chłopak spojrzał na mnie, jakbym zrobiła coś bardzo źle.
- Tess - zaczął. - Nie zawsze mam dostęp do sieci, a poza tym lubię... kolekcjonować.
- Czy ty się właśnie zarumieniłeś? - spytałam figlarnie spod uniesionych brwi. Michael przecząco pokręcił głową, po czym powrócił do przeglądania filmów.- To tylko jakieś dwadzieścia procent mojego całego zbioru. Oczywiście w domu znajduje się dużo płyt moich rodziców, czy Evie... Ale zdecydowana większość należy do mnie. Mam nie tylko filmy. Wiesz ile mam muzyki?
  Ale się nakręcił, pomyślałam, dobrze trafiłam ze swoim prezentem, aczkolwiek obawiam się tego, że Michael już takową płytę posiada. Westchnęłam cicho, bo przecież nie mogę się go o to zapytać - od razu zacznie coś podejrzewać.
- To na co masz ochotę? Horror, film przygodowy, thriller, akcja czy może komedia? - Odwrócił się w moją stronę, a w dłoniach trzymał parę pudełek z różnokolorowymi okładkami.
- Nie masz dramatów, romansów? - spytałam zaskoczona, chociaż (prawdę mówiąc) nie spodziewałam się, żeby ten gatunek widniał w jego kolekcji w dużej ilości.
- Jeżeli nie liczyć Romeo i Julii to nie, nie mam - odparł, wciąż się we mnie wpatrując.
- Żartujesz sobie. Taki pokaźny zbiór i tylko jeden film z gatunku, który uwielbiam?! - oburzyłam się teatralnie, opierając głowę na miękkiej puchowej poduszce.
- Masz rację, żartuję. - Uśmiechnął się łobuzersko i podszedł do łóżka. Zdziwiłam się, kiedy rzucił na pościel koło mnie te parę płyt, które wcześniej trzymał w ręce.
- Co to? - zapytałam, ale on nie miał najwidoczniej zamiaru odpowiadać. Przyjrzałam się okładką i aż wyrwało mi się ciche och! - Skąd ty to masz? To przecież...
- To Evie.
- Jasne, jasne - mruknęłam, nie odrywając wzroku od pudełeczek. Podał mi pięć filmów: "Duma i Uprzedzenie", "Przeminęło z wiatrem", "Zielona mila", "Mój przyjaciel Hachiko" i "Zakochana Jane". - Dobry wybór. - Spojrzałam na niego z uśmiechem.
- To który oglądamy najpierw? - zapytał, biorąc do rąk płyty.
- Ciężko mi wybrać... Może najpierw obejrzymy "Dumę i uprzedzenie"?
- Jak sobie życzysz, księżniczko - powiedział i ucałował mnie w czoło. Na odchodnym dodał jeszcze ciszej: - kretynek.
- Hej! Słyszałam to! - oburzyłam się i rzuciłam w niego poduszką. Trafiłam w tył głowy, ale wcale go to nie ruszyło. Zaśmiał się tylko i podszedł do długiej szafki naprzeciwko łóżka.
  Można by było pomyśleć, że jest to zwyczajna komoda. Mój chłopak miał jednak o wiele bardziej wypasiony sprzęt i meble w domu, niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić. Kiedy nacisnął mały, czarny guziczek, który znajdował się w lewym dolnym rogu, pośrodku szafki podłużna, dość cienka deseczka cofnęła się, ukazując dziurę w meblu. Następnie moim oczom ukazała się najprawdziwsza cieniutka plazma, w której ekranie mogłam się spokojnie przeglądać. W tej szafce znajdowała się tylko jedna malutka szufladka, z której Michael wyciągnął pilota. Nacisnął coś po prawej stronie TV i z boku wyskoczyło miejsce na płytkę DVD. Siedziałam wygodnie na łóżku, kiedy dziewiętnastolatek obsługiwał sprzęt. Parę minut później już leżał obok, przytulając mnie do siebie.
  Po około stu trzydziestu pięciu minutach moje oczy były bardzo zaczerwienione. Przed chwilą skończyłam płakać. Oglądałam to już kiedyś, aczkolwiek wiedza na temat filmu wcale nie zmniejszyła moich odczuć tak, jak tego oczekiwałam, powołując się do zobaczenia go po raz kolejny. Michael już się ze mnie nie śmiał, chociaż przez moment miałam ochotę mu przywalić, bo tak mnie irytował. Czy to takie zabawne, że wzruszam się na romantycznych filmach?
- Nie rozumiem, co cię tak poruszyło - powiedział obojętnym tonem, idąc wymienić płytę. Teraz on wybierał i postawił na jakiejś komedii, nawet nie wiedziałam, jak się nazywa, mimo że Michael mówił, co teraz puści. Lubię ten gatunek, owszem, ale przez to, że jestem teraz taka roztargniona, nie zwróciłam uwagi na takie szczegóły jak, na przykład, tytuł.
- Jesteś dziwny! - nakrzyczałam na niego.
- A to dlaczego? - spytał zdumiony. - Proszę, wytłumacz mi, co takiego widzisz w tym filmie. Moim zdaniem Darcy zachowuje się jak...
 - Nie ty? - przerwałam mu z filuternym uśmiechem.
- Tak, to też. Ale, ogółem mówiąc, jest okropnie sztywny i nie rozumiem, co ta Elizabeth w nim widziała.
- Kocha się pomimo a nie za coś, Michael - powiedziałam oskarżycielskim tonem, a on wzruszył ramionami i przysiadł się do mnie. Na ekranie pojawiały się pierwsze sceny z filmu przez niego wybranego. - Z całą pewnością nie trzeba wiele, aby prawdziwie kochać, choć czasem miłość potrzebuje wysiłku, zabiegania o nią, czasem na jej drodze stanie duma, chłód, różnica poglądów, stanów majątkowych... Czasem trzeba przejść góry, przepłynąć morza, aby zmęczonym, wyczerpanym schronić się w ramionach ukochanej osoby. I to właśnie robił pan Darcy! Nie dostrzegłeś tego? W tym właśnie określonym miejscu i czasie trudno było mówić wprost o miłości, uczuciach, o wszystkim tym, co wypełniało duszę. Dodatkowo wpływał na to angielski chłód emocjonalny, wyniosłość i znów ta duma. A jednak, pomimo przeciwności, poradzili się i na końcu byli razem! - Teraz to ja się nakręciłam, ale było tak zawsze, gdy wyrażałam opinię na temat jakiejś ekranizacji bądź książki, szczególnie, gdy takowa mi się spodobała.
- Teraz są inne czasy, Tessie - zwrócił się do mnie jak do dziecka, dlatego tylko wpatrzyłam się w jasny sufit jego pokoju. Czułam na sobie jego wzrok.
- Właśnie. Prostota i piękno, wzniosłość i obszerność uczuć, wszystko to, czego coraz mniej w nas, zawiera ta ekranizacja. Czy to dlatego, że brakuje czasu na miłość, czy zabieganie o nią jest już nie modne? Coraz mniej w nas romantyzmu, radości wewnętrznej, pewne gesty odchodzą w zapomnienie, a przecież tak być nie powinno.
- Nie wiedziałem.
- Czego? - zdziwiłam się, zwracając spojrzenie na jego twarz.
- Że tak uwielbiasz takie klimaty.
- A co, uważałeś, że jestem jakąś snobką, która nie ma uczuć? Coś jak... Sam?
  Chłopak parsknął śmiechem.
- Wcale nie. Po prostu nie wiedziałem, że aż tak - powiedział łagodnie i musnął delikatnie moje usta swoimi. - Pójdę się umyć.
  Gdy wrócił po piętnastu minutach, prawie spałam. Poczułam, jak odgarnia moje włosy z twarzy, więc rozszerzyłam powieki i na moje usta wstąpił nikły uśmieszek zadowolenia.
- Masz bardzo wygodnie łóżko - wyznałam. Chłopak czule pogłaskał mnie po policzku. - Momentalnie usypia.
  Podniosłam się, przeciągając się leniwie i zeskoczyłam z materaca. Michael podszedł do komody zrobionej z ciemnego dębowego drewna, po czym rzucił we mnie jakimiś szmatkami. Udało mi się złapać jedną, za to druga spadła na podłogę.
- To wszystko przez to, że jestem zaspana - wymamrotałam, schylając się po zgubę.
- Tak to sobie tłumacz - zażartował, a ja spojrzałam na niego spod byka. Chłopak wyciągnął ręce w geście obronnym, po czym uroczo się zaśmiał. - Ja wziąłem prysznic, jak chcesz, idź do wanny. Ale uważaj, proszę. Nie chcę, żebyś się utopiła, więc nie zasypiaj.
- Grabisz sobie - burknęłam, ale pomimo rozdrażnienia uśmiechnęłam się łagodnie.
  Pokierowałam się w stronę łazienki, kiedy drzwi do pokoju Evie się uchyliły.
- O, cześć - przywitała mnie ciemnowłosa starsza siostra Michaela. - Nie wiedziałam, że tu jesteś. - Jej podejrzliwy uśmiech był paraliżujący i spłonęłam rumieńcem na całej twarzy. Czemu byłam taka wstydliwa?
- Tak, no... Michael mnie zabrał do siebie i ja, ten... nie wiedziałam też, że tu będę... że mnie tu przywiezie, żebym, no, spała tutaj - wyjąkałam w końcu, a dziewczyna cicho parsknęła śmiechem i wywróciła oczami.
- Fajnie. Jak chcesz, kosmetyki masz w dolnej szafeczce, w drugiej części łazienki. Chyba się połapiesz. Bierz, co chcesz. Ale, jak widzę, pidżama nie jest ci już potrzebna - powiedziała z jeszcze szerszym uśmiechem, wpatrując się w ubrania Michaela. Nie miałam pojęcia, czy można być jeszcze bardziej czerwonym, ale w tym momencie byłam pewna, że kolorem moja twarz przypomina co najmniej płachtę na byka. Uśmiechnęłam się do niej nieśmiało na pożegnanie i weszłam do łazienki.
  Nie skorzystałam z wielu kosmetyków Evie. Pożyczyłam tylko żel do mycia i szampon. Kąpiel zajęła mi około dwudziestu minut, o ile dobrze orientowałam się w liczeniu czasu na oko. Wysuszyłam się ręcznikiem zgarniętym z kaloryfera i wrzuciłam go do kosza na brudy. Cholera, bielizna. Właśnie uświadomiłam sobie, że nie mam ze sobą majtek. Wyciągnęłam ręcznik i owinęłam się nim szczelnie, po czym na paluszkach podeszłam do pokoju Evie i delikatnie zapukałam. Dziewczyna zaśmiała się perliście na mój widok i weszła w głąb pomieszczenia. Podeszła do małej pufy i odsunęła jej górę, wyjmując ze środka zbawienną w tym momencie dla mnie część ubioru. Wracając do mnie, uśmiech nie schodził jej z twarzy.
- Czekałam tylko, kiedy przyjdziesz.
- Nie wiem, jak ci dziękować, Evie - powiedziałam ze wstydem, ale i ulgą. Dziewczyna podała mi turkusowe majtki. - Wszystko to wina Michaela!
- Rozumiem, rozumiem. Idź szybko, bo już pewnie tęskni. - Ponownie się zaśmiała.
- Jeszcze raz dzięki i dobranoc - pożegnałam się z nią po raz drugi i prędko wróciłam do zaparowanej łazienki.
  Stałam przed lustrem, myjąc zęby palcem. Użyczyłam sobie trochę pasty, ale nie miałam zamiaru używać żadnej ze znajdujących się w przezroczystym kubeczku szczoteczek. Nie dostrzegłam też nigdzie ani jednej nowej, więc skorzystałam z palca. Miałam na sobie białą podkoszulkę Michaela i jego szare dresy, które wyglądały na mnie jak worek na ziemniaki. Nogawki wiły się po podłodze, nawet mimo wszytej gumki, a całość wciąż mi spadała, dlatego drugą ręką podtrzymywałam spodnie, żeby turkusowych majteczek na moim tyłku świat nie ujrzał. Posmarowałam sobie twarz kremem i przeczesałam ręką wilgotne włosy. Kropelki wody umoczyły gdzieniegdzie koszulkę, ale to tylko małe plamki, które nie rzucały się w oczy. Tak właśnie ogarnięta do snu, weszłam do pokoju Michaela. Zaśmiał się na mój widok, bo dostrzegł, jak wyglądają na mnie jego dresy.
- Co to za piękność...
- Zamknij się - warknęłam, po czym rzuciłam się na łóżko obok niego. Był w trakcie oglądania swojej komedii. Gdy tylko ułożyłam się obok niego, otulił mnie kołdrą. Po dziesięciu minutach było mi tak duszno, że musiałam ściągnąć te jego wielkie spodnie. Dobrze było widzieć go w dobrym humorze, ale poważnie, nie cierpię, kiedy ktoś się ze mnie śmieje! I to notorycznie!
  Znowu ułożyłam się koło niego, wtulając się w jego tors. Przymknęłam oczy.
- Idziesz spać? - spytał, a ja wymruczałam ciche "nie". - Na pewno?
- Mhm.
- Bez kłamstw?
- Mhm.
  Poczułam, jak po moim udzie wędruje jego chłodna dłoń. Łaskotało mnie to, dlatego uśmiechnęłam się delikatnie, otwierając oczy.
- Nie rób tak! - powiedziałam przez cichy śmiech.
- Jak? - zdziwił się, unieruchamiając rękę. - Tak? - I powrócił do swojego zmysłowego drażnienia mnie.
- Tak, przestań, przestań! - odparłam, zabierając jego dłoń i splotłam nasze palce. Chłopak drugą ręką odgonił niesforny kosmyk włosów z mojej twarzy, a ja znowu przymknęłam oczy.
- Śpij dobrze, księżniczko - wyszeptał, całując mnie w policzek. - Wszystko się ułoży.
Nie wiedział jeszcze, jak bardzo się pomylił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs. Punk